Longyearbyen. Miasto, gdzie zamiast gołębi chodzą renifery

07.05.2017 22:54

W Longyearbyen, gdzie jest więcej skuterów śnieżnych niż ludzi, trwa właśnie dzień polarny. Zamiast gołębi, po ulicach spacerują renifery, a zmieniający się klimat sprawa, że kapitanowie statków muszą aktualizować nawigacje, by nie wyglądało na to, że pływają wewnątrz lodowców. 

Longyearbyen

fot. Radio ZET

Chroniczny brak ciemności w połączeniu z czystym powietrzem powoduje, że każdy, komu w końcu uda się wpaść w objęcia Morfeusza, śni tu bardzo intensywnie o rzeczach niespotykanych w innych szerokościach geograficznych.

Reportaż2

W Longyearbyen jest około 40 kilometrów dróg, którymi można dojechać m.in. do globalnego banku nasion. Przetrzymywane są w nim pierwociny wszystkich roślin świata. Jeśli stanie się katastrofa, uczeni - by odbudować zniszczony system biologiczny - w pierwszej kolejności skierują swoje kroki właśnie tutaj.

Reportaż 10

Mało jest osób, które urodziły się na Svalbardzie, czyli archipelagu arktycznych wysp tuż przy biegunie północnym. Tu się nie rodzi. Porody przyjmowane są w Norwegii kontynentalnej. Podobnie jest zresztą z pogrzebami. Zmarznięta ziemia nie zapewnia odpowiedniego rozkładu ciał, a to gwarantuje każdemu nieboszczykowi ostatnią podróż - na ląd. Potem na cmentarz. 

Lokalny szpital nie zajmuje się chorobami śmiertelnymi, ale i tak jest obłożony pracą. Zwłaszcza, że z racji kiepsko rozwiniętej siatki dróg samochodowych, miejscowi korzystają z alternatywnych środków transportu. Prym wiodą skutery śnieżne. Szybkie, wygodne i radzące sobie z górzystą okolicą. Problem tylko w tym, że liczba wypadków na skuterach jest tak duża, jak populacja niedźwiedzi polarnych na Svalbardzie. 

Każdy turysta pyta zresztą miejscowych o te zwierzęta, bo zobaczenie białego niedźwiedzia w naturze byłoby efektownym punktem podróżniczego CV Z niedźwiedziami nie jest jednak tak prosto. By je spotkać, trzeba zapuścić się na zachodni brzeg Spitsbergenu, a i tam nie ma gwarancji na takie nietypowe randez vous. Miejscowe prawo - o czym wielu zapomina - zabrania wychodzenia z Longyearbyen bez broni palnej. Wypadki ataków niedźwiedzia na człowieka są rzadkie, ale zdarzają się.

Ze Svalbardu nikt nie wyjeżdża jednak bez zobaczenia niedźwiedzia, bo wypchane truchła tych zwierząt są po prostu wszędzie. Pierwszy raz zobaczyć można je na lotnisku przy taśmie z bagażami. Później wypchany niedźwiedź towarzyszy w sklepach i muzeach.

Reporaż 23

Jeśli będąc tych rejonach nie spotka się żywego niedźwiedzia, zawsze można liczyć na bliskie spotkanie z pardwą lub morsem.

Reportaż 8
Reportaż 4

Trzecią - obok aut i skuterów - popularną metodą przemieszczania się są psie zaprzęgi. Od wielu lat na wyspie hodowane są psy husky (odmiana syberyjska lub alaska). Z zaprzęgnięciem do sań czworonogów jest co prawda trochę zachodu, ale warto - bo tak, jak jeźdźcy mówią, że świat najpiękniej wygląda z końskiego wierzchu, tak mieszkańcy Spisbergenu chwalą sobie podziwianie widoków, stojąc na płozach sań.

Hodowla huskich to w tym mieście - po górnictwie i usługach turystycznych - najpopularniejsze zajęcie. Dla wielu psy są źródłem utrzymania i mimo dużych pieniędzy w grze, boksy zwierząt i cała infrastruktura utrzymana jest w tradycyjnym - nieco prymitywnym - stanie. Przed niektórymi hodowlami wciąż wiszą martwe foki, mające zwabić ewentualnego niedźwiedzia do pułapki, a sami hodowcy mieszkają w starych chatach "odziedziczonych" po dawnych traperach, wędrujących przez te rejony.

Zrzut ekranu 2017-05-07 o 23.10.45

ŁS