Teraz gramy

W tej szkole kamery zamontowano nawet nad pisuarami. Mamy komentarz dyrekcji [ZDJĘCIA]

15.03.2017 14:38

Puławskie gimnazjum postanowiło mieć oko na uczniów. Monitoring zamontowano nawet w toalecie, co wypunktowała po kontroli NIK. Zdaniem dyrekcji nie ma jednak mowy o naruszeniu prywatności.

Czy monitoring podgląda uczniów w toalecie? Zapytaliśmy o to dyrektora gimnazjum w Puławach

fot. Raport NIK

Gimnazjum nr 1 w Puławach trafiło na usta całej Polski. Powód? Szkolne pomieszczenia monitoruje cała sieć kamer. Przed czujnym okiem monitoringu, nie umknęła nawet męska toaleta, gdzie obiektyw spogląda na pisuary. Najpierw puławskie kamery stały się bohaterem raportu lubelskiej delegatury NIK, który opisywał wykorzystanie monitoringu w szkołach. Potem temat podchwyciła prasa.

- W Gimnazjum nr 1 w Puławach stwierdzono, że kamera w toalecie chłopców została zainstalowana w sposób naruszający intymność korzystających z niej osób. Widoczny na monitorze obraz obejmował cztery pisuary, zainstalowane na jednej ze ścian toalety, przysłonięte niskimi ściankami – czytamy w dokumencie NIK. 

Autorzy zwrócili także uwagę, że z kłopotu szkoła wybrnęła umieszczając, nad widocznymi na obrazach z kamer pisuarami, kartki "Pisuar nieczynny. Zakaz korzystania". W rzeczywistości jednak wszystko było sprawne. Zdaniem dyrekcji szkoły, sprawa nie jest tak prosta.

Zagłosuj

Czy uważasz, że polskie szkoły są bezpieczniejsze dzięki obecności kamer?

Kamera jest, ale nie podgląda

Anna Soboń, dyrektor placówki, w rozmowie z RadioZET.pl wyjaśnia, że kamery w szkole obecne są od 2003 roku, a obecny system kupiono w 2012 roku. Pisuary w monitorowanym miejscu pojawiły się zaś dopiero trzy lata później. Zaraz po tym zdjęto kamerę. Podłączono ją dopiero, kiedy uczniowie zaczęli demolować świeżo wyremontowaną łazienkę. Kamera skutecznie odstraszyła wandali, ale pracownicy zdali sobie sprawę, że w kadrze znalazły się dość newralgiczne punkty. Natychmiast podjęto decyzję o tymczasowym powieszeniu wspomnianych kartek, a jakiś czas później ustawiono w kamerze tzw. "strefę prywatności". W efekcie obszar z pisuarami wyświetla się jako czarne pole. Zmiany wprowadzono w trakcie kontroli NIK, ale według dyrektor, Izba zwróciła się później do szkoły o "odpikselowanie" obrazu i właśnie taki kadr trafił do raportu.

- 12 czerwca wydałam polecenie panu, który zajmuje się konserwacją monitoringu, o wyregulowaniu kamer oraz sprawdzenia możliwości technicznych ustawienia stref prywatności. Po wykonaniu powyższych czynności zostały wykonane zrzuty z poszczególnych kamer i przesłane na prośbę NIK. E-mail jest do sprawdzenia. Obraz z kamery bez strefy prywatności został przesłany na prośbę Kontrolera z NIK-u 27 lipca 2016 roku, półtora miesiąca później, czyli zdjęcie zamieszczone w raporcie nie jest rzeczywistym obrazem, który pan kontroler zastał podczas kontroli - wyjaśnia.

Szkoła Dowiedz się więcej NIK kontroluje monitoring w polskich szkołach. Raport nie pozostawia złudzeń

Dyrektor Soboń tłumaczy, że szkole zależy na bezpieczeństwie i monitoring jest placówce po prostu potrzebny. – Widok kamery działa zapobiegawczo przed różnego rodzaju incydentami. Wstrzymuje uczniów przed niewłaściwymi zachowaniami i działaniami – dodaje i zwraca uwagę, że ani ze strony uczniów, ani rodziców nie wpłynęły żadne uwagi na temat kontrowersyjnej kamery. Problemu nie widzą także władze miasta.

- Tak naprawdę, to sprawa ubiegłoroczna. Kiedy pojawił się raport musiałam sięgnąć pamięcią do wydarzeń sprzed kilku miesięcy. Dyrekcja zareagowała na uwagę NIK-u natychmiast, więc kamera w toalecie o której mówimy, nie ingeruje w anonimowość i intymność korzystających. Warto zaznaczyć, że nigdy nie pojawiły się na ten temat żadne skargi. Osobiście nie jestem zwolenniczką monitoringu, powinien on być jedynie uzupełnieniem pracy wychowawczej. Ale trzeba pamiętać, że w szkołach mogą się rozgrywać rzeczy niepokojące, poza kontrolą dyżurujących nauczycieli stąd jego użycie jest uzasadnione – mówi nam Ewa Wójcik, wiceprezydent miasta.

Czy monitoring podgląda uczniów w toalecie? Zapytaliśmy o to dyrektora gimnazjum w Puławach

Kamery kontra zdrowy rozsądek

Dużo mniej entuzjazmu przejawiają psycholodzy. Dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy Uniwersytetu Warszawskiego, którą zapytaliśmy o opinię, mówi wprost, że kamerą w toalecie, szkoła przekroczyła dopuszczalne granice.

- Pomysł zamontowania kamery w toalecie można skomentować tylko słowami „świat oszalał”. To niedopuszczalne. Co ważne, kamery w szkole wcale nie sprawiają, że na korytarzach staje się bezpiecznie. W badaniach tego zjawiska zwraca się uwagę, że po pierwsze, monitoring nie jest w stanie objąć wszystkich szkolnych zakamarków, a po drugie, jakość nagrań często nie pozwala na zidentyfikowanie zarejestrowanych osób – komentuje.

Według puławskiego gimnazjum, monitoring zdaje egzamin. Dzięki niemu miało dojść do ustalenia sprawców bójek, schwytania wandali i "eksmitowania" z toalety młodocianych palaczy. Na papierze szkoła tego jednak nie udowodni, ponieważ system nie podlega udokumentowanej ocenie. W informacji, którą gimnazjum przekazało NIK stwierdzono, że analizy skuteczności nie przeprowadzono, ponieważ nie ustalono takiego wymogu.

To zresztą problem nie tylko w Puławach. W całym kraju, jedynie dwie szkoły (Szkoła Podstawowa nr 62 w Katowicach, Gimnazjum w Kłobucku) prowadziły ewidencje skuteczności.

Po co więc te kamery? Dr Piotrowska uważa, że, monitoring w szkołach pojawia się pod naciskiem rodziców i jest to głównie przejaw rosnącej nadopiekuńczości.

- Prawda jest taka, że nasze społeczeństwo coraz szczelniej owija dzieci kokonem roztaczanej opieki. Ponieważ media pokazują świat jako miejsce pełne zagrożeń, ludzie są przeświadczeni, że są w ciągłym niebezpieczeństwie, chociaż zazwyczaj nie potrafią wskazać popierających to przekonanie doświadczeń własnych. Kamera w toalecie to przykład takiej mentalności i jednocześnie odbieranie prawa człowieka do intymności. To, że coś złego może się wydarzyć, nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem zakusów do odbierania komuś prywatności – podsumowuje.

RadioZET.pl/MaAl