Czy kobietom powinien przysługiwać urlop w czasie bolesnych miesiączek? [SONDA]

29.03.2017 12:21

Włochy jako pierwszy kraj w Europie chcą przyznać kobietom cierpiącym na zaburzenia cyklu lub bolesne miesiączki dodatkowe trzy dni wolne od pracy. W ciągu miesiąca kobietom przysługiwałaby możliwość wykorzystania 100-procent płatnego urlopu w czasie menstruacji. To nie pierwszy kraj, który wychodzi naprzeciw problemowi dokuczliwego okresu. Płatny urlop wprowadziły też niektóre korporacje. Okazuje się jednak, że sprawa jest trudniejsza, niż to by się wydawało. Co na ten temat sądzą Polacy?

Czy kobietom powinien przysługiwać urlop w czasie bolesnych miesiączek? [SONDA]

fot. Flickr

Przeszywający ból, obfite krwawienie i uczucie dyskomfortu. Niejedna z kobiet przezywa katusze, kiedy przychodzą „te dni”. Opanowuje je uczucie niedysponowania, tak jak kiedyś na w-fie w szkole. Z tą tylko różnicą, że dorosła kobieta nie może zgłosić nieprzygotowania i przesiedzieć lekcji na ławce. Ma do zrobienia prezentację, w kalendarzu spotkanie z klientem, a w domu płaczące dziecko. A co, gdyby w czasie okresu przysługiwał płatny urlop? Oznaczałoby to, że zamiast kulić się w firmowej łazience, można odbyć krótką rekonwalescencję w domu - i to bez wyrzutów sumienia czy konsekwencji. No właśnie, czy na pewno bez tych ostatnich?

Zagłosuj

Czy kobietom powinien przysługiwać płatny urlop w czasie miesiączki?

- Ciężko będzie sprawdzić, czy dana osoba nie symuluje - uważa jedna z kobiet zapytana przez reportera Radia ZET. Inna dodaje, że nawet jeżeli któraś z pań nie cierpi na bolesne miesiączki, wykorzysta bonusowe dni, „bo niby dlaczego nie”.

Argument za taryfą ulgową podczas miesiączki może być bronią obosieczną. Kobiety często narzekają, że nie są traktowane przez pracodawców na równi z mężczyznami. Wynika to z faktu, że mogą zajść w ciążę i statystycznie częściej chodzą na urlopy wychowawcze, a więc w dobie szukania zysku są w oczach przedsiębiorców „mniej efektywnym pracownikiem”. Ten kłamliwy stereotyp ukuto m.in. w czasie, gdy prawo do opieki nad chorym dzieckiem było zarezerwowane tylko dla matek, a nie dla obojga rodziców.

- To trochę dyskryminacja mężczyzn. Może i oni powinni dostać dodatkowe dni urlopu – mówi reporterowi Radia ZET jedna z zapytanych Polek.

Powszechna akceptacja dla urlopu menstruacyjnego mogłaby też wzmocnić wydźwięk seksistowskich komentarzy w stylu „pewnie ma okres”, odnosząc się np. do ironicznych czy konfrontacyjnych wypowiedzi kobiet. Nie wspominając już o skrajnych głosach (także wśród kobiet!) na temat szefowych rządu czy posłanek, które rzekomo miałyby nie radzić sobie z prowadzeniem polityki przez zespół napięcia przedmiesiączkowego. Kiedyś był to argument przeciwników przyznania prawa wyborczego kobietom. Co zatem mógłby przynieść ustawowy przywilej do dodatkowych dni płatnego urlopu?

Trzeba jednak przyznać, że dokuczliwy ból, gorączka, a czasem nawet wymioty nie ułatwiają pracy, a fakt, że w obiegowej opinii „okres to żaden powód” nie ułatwia przedstawienia sprawy otwarcie przełożonemu. Jeżeli ktoś regularnie, co miesiąc, przez 1-2 dni czuje się fatalnie, to po pewnym czasie wymówki z grypą żołądkową czy chorym kotem, które mają zapewnić dzień wolny, zwyczajnie stają się niewiarygodne. Profesor zdrowia reprodukcyjnego na University College London John Guillebaud uważa, że miesiączka może być niemal równie bolesna jak zawał serca. Wprowadzanie urlopu menstruacyjnego jest przedstawiane jako wyjście naprzeciw kobietom i odpowiedzialne prowadzenie firmy z całkowitym zrozumieniem dla natury człowieka.

- Pierwszego dnia ledwo się ruszam i jestem obolała. Czasem to naprawdę koszmar, ale zwykle snuję się wtedy po biurze. Kiedyś było gorzej. Cały dzień przed maturą z polskiego spędziłam w toalecie wymiotując. Myślałam, że nie podejdę do egzaminu - mówi Kamila, pracowniczka jednej z warszawskich korporacji.

- Gdyby to mężczyźni mieli okres, urlop, który nazywamy przywilejem, byłby podstawowym prawem człowieka - ironizuje jedna z aktywistek chcąca zachować anonimowość.

Firmy są na tak?

Potentat branży sportowej firma Nike wprowadziła rozróżnienie na urlop menstruacyjny już w 2007 roku. W ślad za nią poszło przedsiębiorstwo Coexist. Dyrektor Bex Baxter przekonuje, że urlopy menstruacyjne pomogą złamać tematy tabu i ośmielą kobiety do zgłaszania złego samopoczucia. - Widzę jak moje koleżanki z pracy cierpią w czasie „tych dni”. Siedzą jednak dzielnie za biurkiem i nie dopuszczają do siebie tej myśli - mówi.

Jak wynika danych National Health Service (systemu służby zdrowia w Wielkiej Brytanii), na Wyspach już ponad 90% kobiet w jakimś stopniu skarży się na bolesne miesiączki.

Światowa średnia (trudna do oszacowania) wynosi około 20% kobiet. Taki odsetek pań odczuwa ból utrudniający wykonywanie codziennych aktywności. Jak to wygląda w Polsce?

- Nie więcej niż 10 procent pacjentek przyznaje, że ich miesiączki są bardzo bolesne. Zwykle największy problem mają z nimi młode kobiety w okresie studenckim, a z wiekiem bóle są coraz mniejsze – mówi w rozmowie z Newsweekiem profesor Romuald Dębski, ginekolog, wieloletni kierownik Klinki Położnictwa przy Czerniakowskiej w Warszawie.

Jak wygląda sytuacja na świecie?

Podczas gdy we Włoszech trwają finalne debaty nad projektem urlopu menstruacyjnego, w pewnych miejscach na świecie, kobiety z takiego przywileju mogą już skorzystać. Wszystkie leżą poza Europą.

Podobne urlopy miesiączkowe są praktykowane już od lat w Korei Południowej, Japonii oraz na Tajwanie. We wschodniej kulturze panuje przekonanie, że jeśli kobieta nie odpoczywa podczas menstruacji, trudniej przechodzi czas porodu w przyszłości.

W Japonii wolne menstruacyjne jest częścią urlopowych standardów już od 1947 roku. Nosi nazwę seirikyuuka, czyli „wolne fizjologiczne”. W Indonezji panie, którym dokuczają bolesne miesiączki, mają prawo do 2 dni płatnego urlopu w miesiącu. Tajwan zarządził aż 3 dni wolnego. W Zambii urlop menstruacyjny funkcjonuje pod nazwą „Dzień Matki”. W tym państwie kobieta może wziąć wolne bez podania przyczyny, powoływanie się na bolesną menstruację nie jest konieczne.

Z jednej strony chęć wytworzenia komfortowej sytuacji dla kobiet, z drugiej istnieje obawa, że „specjalne” traktowanie obróci się przeciwko nim i podkopie ich pozycję na rynku pracy. 2 dni w miesiącu daje 24 dni w roku, a więc dodatkowy urlop. Czy to sprawiedliwe wobec mężczyzn, którzy mogą z kolei cierpieć np. na migrenę, czy to sprawiedliwe wobec kobiet, które nie chcą być postrzegane przez swoja fizjologię? Wreszcie, czy to sprawiedliwe, żeby podważać sens urlopu menstruacyjnego nie będąc regularnie cierpiącą kobietą? Pytań jest dużo, odpowiedzi mniej. Problem może być też z oceną, komu urlop menstruacyjny się należy. Poza tym zostanie w domu, choć jest komfortowe, nie rozwiąże problemu bólu. Może lepiej byłoby skupić się na szukaniu rozwiązań, jak kobietom ulżyć w tym trudnym czasie?

RadioZET.pl/KM