Komisja ds. Amber Gold. Awantura podczas przesłuchania Kijanko [WIDEO]

04.07.2017 13:37

Prok. Barbara Kijanko stawiła się na przesłuchanie przed sejmową komisją śledczą ds. Amber Gold. Wcześniej była już dwukrotnie wzywana przez komisję i nie stawiała się przedkładając zwolnienia lekarskie. Tym razem wzięła udział w posiedzeniu komisji, które przerodziło się w awanturę.

Komisja ds. Amber Gold. Awantura podczas przesłuchania Kijanko [WIDEO]

fot. PAP/Radek Pietruszka

Prok. Kijanko to pierwsza prokurator, która - w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz - zajmowała się sprawą spółki Amber Gold po złożeniu pod koniec 2009 r. zawiadomienia przez Komisję Nadzoru Finansowego. - Powody mojego wcześniejszego niestawiennictwa przed komisją śledczą ds. Amber Gold są ogólnie znane, jest to mój stan zdrowia - powiedziała.

"Nie miałam kontaktu z Marcinem P."

- Nie znam i nie miałam żadnego kontaktu z Marcinem P.; nigdy, w żadnej sprawie nie przyjęłam od nikogo żadnych korzyści, jakichkolwiek - mówiła we wtorek przed komisją śledczą prok. Barbara Kijanko, która jako pierwsza zajmowała się sprawą Amber Gold.

Wiceprzewodniczący komisji śledczej Marek Suski (PiS) pytał świadka m.in. "co było takiego wyjątkowego w Marcinie P.". Nawiązał tu do zeznań jego kuratora, który - jak mówił Suski - przyznał, że Marcin P. go oczarował. - Czy pani też była pod wpływem tego czaru pana Marcina P., że akurat jemu udzieliła pani w zasadzie pomocy poprzez poinformowanie o planowanych czynnościach w sprawie - pytał polityk PiS.

- Mogę tylko powiedzieć, że nie znam tej osoby, nigdy nie miała z nią żadnego kontaktu - odpowiedziała Kijanko.

- To co było powodem, że była pani tak spolegliwa akurat w tej sprawie? Czy przyjęła może pani jakąś korzyść materialną, finansową w prowadzonym postępowaniu? - dopytywał Suski.

- Nigdy w życiu w żadnej sprawie nie przyjęłam od nikogo żadnych korzyści, jakichkolwiek - odparła Kijanko.

Suski pytał też, dlaczego dwukrotnie umorzyła ona postępowanie wobec Amber Gold. - Taka była moja ocena - odpowiedziała Kijanko. Dodała też, że nie pamięta, dlaczego nie wydała polecenia, by sprawdzić czy Amber Gold przechowuje złoto w depozycie BGŻ.

Pytania bez odpowiedzi

Kijanko nie potrafiła też odpowiedzieć na pytania przewodniczącej komisji Małgorzaty Wassermann (PiS), dlaczego na tydzień przed przesłuchaniem Marcina P. wydała jego pełnomocnikowi akta toczącego się postępowania ws. Amber Gold.

Komisja Nadzoru Finansowego w grudniu 2009 r. złożyła do Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz zawiadomienie podejrzewając, że firma prowadzi działalność bankową, ale nie ma wymaganych zezwoleń. Kijanko jako prokurator referent sprawy w styczniu 2010 r. odmówiła wszczęcia śledztwa, nie dopatrując się w działalności firmy znamion przestępstwa. Po tym gdy w kwietniu 2010 r. sąd uwzględnił zażalenie KNF, wszczęte zostało dochodzenie, które Kijanko umorzyła w sierpniu 2010 r. Sąd w grudniu uwzględnił kolejne zażalenie KNF. W maju 2011 r. Kijanko zawiesiła postępowanie w związku z przedłużaniem się opracowania opinii biegłego.

Pyskówka na koniec

W końcu górę zaczęły brać nerwy.

W odpowiedzi na pytanie Zembaczyńskiego świadek rzuciła, że ten chce ukierunkować jej odpowiedzi. Zembaczyński odparł: "Te pytania są daremne, a odpowiedzi godne pożałowania". Odpowiedzi na swoje pytania nie usłyszał również Stanisław Pięta. W końcu Małgorzata Wassermann zakończyła przesłuchanie mówiąc: "Szkoda czasu". Doszło później do starcia między Pawłem Suskim, który domagał się przeprosin od Krzysztofa Berejzy. Ten miał kłamać podczas przesłuchania Marcina P.

- Przytoczyłem fakty. Faktem jest, że w styczniu 2006 roku pan wiceprzewodniczący Suski brał udział w pracach tego stowarzyszenia - odpowiedział Brejza.

- Pan chlapie błotem, przychylne panu media to powielają i narusza pan dobre imię wielu osób! - stwierdziła Wasserman ogłaszając przerwę.

RadioZET.pl/pap/maal