Marcin P. odmówił odpowiedzi na trzy pierwsze pytania zadane przez komisję śledczą

28.06.2017 10:44

W warszawskim sądzie okręgowym w środę po godz. 10 rozpoczęło się posiedzenie sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold. Komisja ma przesłuchać b. szefa spółki Marcina P., który został przetransportowany na posiedzenie z jednego z aresztów w okolicach Trójmiasta.

W warszawskim sądzie okręgowym w środę po godz. 10 rozpoczęło się posiedzenie sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold

fot. PAP/Tomasz Gzell

Marcin P. odmówił odpowiedzi na trzy pierwsze pytania zadane podczas środowego przesłuchania przez komisję śledczą ds. Amber Gold, w tym m.in. na pytanie o to, kiedy zdecydował się na stworzenie Amber Gold i skąd pochodziły środki na założenie tej działalności. Joanna Kopcińska (PiS) pytała świadka, kiedy zdecydował się na stworzenie Amber Gold. Marcin P. odmówił odpowiedzi na to pytanie - jak tłumaczył - z uwagi na toczące się postępowanie karne. Świadek nie chciał też odpowiedzieć na pytanie, skąd miał pomysł na stworzenie Amber Gold.

Marcin P. nie odpowiedział również na pytanie, jakie środki były potrzebne na rozpoczęcie działalności Amber Gold i skąd pochodziły te środki. Pytany, jak wyglądała bieżąca działalność Amber Gold, Marcin P. powiedział, że działalność spółki była "zorganizowana, bardzo przejrzysta, jasna i klarowna". 

Szef Amber Gold Marcin P. został zatrzymany i trafił do aresztu w sierpniu 2012 r., a jego żona została aresztowana w kwietniu 2013 r. Od marca 2016 r. przed gdańskim Sądem Okręgowym trwa ich proces.

Ile środków na złoto?

Odpowiadając na pytanie Joanny Kopcińskiej (PiS), ile środków wpłacono na lokaty w złoto, P. odparł: "Według aktu oskarżenia, kwota niekorzystnego rozporządzenia mieniem jest to 850 mln zł i ona jest wprost wzięta z załącznika, bodajże nr 3, do opinii biegłych Ernst and Young, która dokumentuje tylko i wyłącznie uznania rachunków bankowych spółki Amber Gold".

Marcin P. został zapytany przez szefową komisji Małgorzatę Wassermann (PiS), czy w systemie księgowym Amber Gold była możliwość usuwania i modyfikacji danych księgowych. - Dane do systemu COMARCH XL, który był powiązany z systemem AGNET wprowadzało się w dwojaki sposób, były automatyczne przeniesienia danych z systemu AGNET, których edytować w systemie COMARCH XL nie można było i one były automatycznie zapisywane i one musiały być modyfikowane, jeżeli w ogóle ktokolwiek miał uprawnienia do modyfikacji w systemie AGNET lub dane wprowadzane ręcznie do systemu COMARCH XL, które były zapisywane najpierw do bufora, a później przenoszone do księgi głównej - mówił b. szef Amber Gold.

Pomawianie Tuska

Witold Zembaczyński (Nowoczesna) pytał, dlaczego świadek pomawiał prezesa Portu Lotniczego w Gdańsku Tomasza Kloskowskiego oraz Michała Tuska o przestępstwa. Przypomniał, że prokuratura umorzyła postępowania wobec tych osób, nie widząc żadnych nielegalnych działań. - Czy to miał być kamuflaż dla pana działalności, posługiwanie się synem premiera? - pytał poseł Nowoczesnej.

- Jeżeli bym pomawiał, to pan Kloskowski i Michał Tusk mogli mi wytoczyć postępowanie cywilne o pomawianie. Jeżeli składałbym fałszywe zeznania, to prokuratura mogłaby wytoczyć mi postępowanie karne za składanie fałszywych zeznań, czego ani jedna, ani druga strona nie zrobiła. Nikogo nie pomawiałem - powiedział Marcin P.

- Nigdy nie było takiego założenia, że Michał Tusk miał być kamuflażem dla mojej działalności, nigdy także Michał Tusk nie został przeze mnie wykorzystany w jakichkolwiek sytuacjach politycznych, czyli wpływów u ojca, czy innych osób, do których jego ojciec mógł mieć dostęp - zapewnił.

Nie załatwiał nic przez Tuska

Marcin P. pytany przez posła Marka Suskiego (PiS), czy umowy zawarte z OLT Express z Michałem Tuskiem były wykorzystywane "do załatwiania różnych innych umów" odpowiedział, że nie załatwiał żadnych umów przez Michała Tuska. - Nigdy na Michała Tuska się nie powoływałem - podkreślił.

- Co więcej, to Sylwester Latkowski, uzyskując informacje od Emila Marata, przyszedł do mnie z rewelacją, że wie, że u mnie pracuje Michał Tusk. Nikt nie wiedział, że Michał Tusk u mnie pracuje - dodał. Na uwagę Suskiego "pewnie się pan tym nie chwalił, tym bardziej, że nawet maile przekazywał (Michał Tusk - PAP) jako Józef Broda", Marcin P. powiedział: "(Józef) Bąk". - Czyli dobrze pan wie pod jakim pseudonimem - zauważył Suski.

"Prokuratura celowo działała bym był jedynym skazanym"

- Ja mogę powiedzieć, że moim zdaniem celowo Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, następnie w Łodzi, wykrajała część opinii i nie kopiowała danych, tak jak powinny być kopiowane, żeby niektóre fakty w tej sprawie ukryć. Żebym ja był, a przy okazji moja żona, która moim zdaniem nie ma z tym nic wspólnego, jedyną osobą skazaną w tej sprawie. A tak w tej sprawie, niestety, nie jest - oświadczył Marcin P.
Jak mówił, w chwili obecnej najłatwiej wszystkim zasłaniać się niepamięcią. - Ja nie wierzę, że pracownik, który pracował u mnie trzy lata, dzień w dzień wykonywał te same obowiązki, staje przed sądem i mówi, że nie pamięta. W chwili obecnej dochodzimy do takich absurdów w sprawie karnej, że dyrektor operacyjna mówi, że ona nic nie pamięta, a sąd, że jeśli będziemy chcieli ją jeszcze raz przesłuchać, będzie przesłuchiwana w obecności psychologa - zaznaczył.
Krzysztof Brejza (PO) pytał Marcina P. czy w czasie "poprzedniej przestępczej działalności, za którą otrzymał wyroki", prowadził działalność charytatywną, wspierał finansowo jakiekolwiek stowarzyszenia. Świadek odmówił odpowiedzi na to pytanie. Pytany był także, czy kontaktował się z radomskim stowarzyszeniem "Pomoc 2002". - Nie wiem, żebym się w ogóle z kimś takim kontaktował - odpowiedział.
Brejza pytał także, jakie interesy prowadził w tamtym czasie w Stargardzie Szczecińskim i Szczecinie. "Jaki ma to związek ze sprawą?" - zapytał Marcin P. Zaznaczył, że jeśli ma to związek z Amber Gold to odmawia odpowiedzi. Dopytywany powiedział: "Nie pamiętam bym prowadził tam przedsięwzięcia inne, niż prowadziłem w Gdańsku".
Poseł PO zapytał również, czy przed założeniem Amber Gold i pojawieniem się w tym interesie mecenasa Łukasza Daszuty, korzystał z pomocy prawnej innych adwokatów. - Wielu adwokatów się przez moje życie przewinęło. Być może tak, nie wiem, nie pamiętam - odparł. - To były sporadyczne kontakty, to nie były prace długofalowe, które by powodowały dłuższą znajomość i relację biznesową, jak z panem (Maciejem) Górtowskim, czy panem Daszutą.

RadioZET.pl/PAP/maal