Który prezydent Francji byłby lepszy dla Polski? "Macron nie jest Tuskiem, a Le Pen to nie Kaczyński" [WYWIAD]

24.04.2017 18:06

Według najnowszych sondaży Macron zdecydowanie pokona Le Pen w drugiej turze, zdobywając ponad 60 proc. głosów. Wybory we Francji emocje budzą również nad Wisłą. Narodowcy kibicują Le Pen, liberałowie trzymają kciuki za Macrona. Kto byłby korzystnym wyborem dla relacji na linii Warszawa-Paryż? Pytamy o to dr Małgorzatę Bonikowską, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych.

Który prezedent Francji byłby lepszy dla Polski? "Macron nie jest Tuskiem, a Le Pen to nie Kaczyński" [WYWIAD]

fot. PAP/EPA

Wiele osób zadaje sobie dzisiaj trochę banalne, ale cisnące się na usta pytanie: kto byłby lepszy dla Polski, radykalna Le Pen, czy liberalny Macron, którego poglądy przypominają trochę Tuska.

Przede wszystkim takie porównania są krótkowzroczne. Macron nie jest Tuskiem a Le Pen to nie Kaczyński. Z punktu widzenia pozostałych państw członkowskich UE, a więc również Polski, priorytetem jest uspokojenie sytuacji politycznej we Francji. Potrzebny jest więc prezydent przewidywalny, o stabilnych poglądach. Jaką politykę obiecuje Le Pen, wiemy z jej kampanii, jej rządy grożą destabilizacją na scenie europejskiej, Macron byłby więc dla Europy lepszym wyborem.

Jarosław Sellin uważa, że Polskę powinny interesować nie poglądy polityczne kandydata, ale jego relacje z Rosją.

Le Pen niewątpliwie zbliży Francję do Rosji. Fascynuje się osobowością Putina i inspiruje się jego działaniami. Macron natomiast jest chłodny w relacjach ze wschodem oraz pragmatyczny. To znacznie lepsze podejście.

Zagłosuj

Kto powinien wygrać wybory?

Silny przywódca w Paryżu to okazja do odebrania Berlinowi roli ośrodka decyzyjnego w Unii. Jest w tym dla nas jakaś szansa?

Myślę, że nie tyle doszłoby do odebrania Niemcom przywództwa, lecz raczej zrównoważenia go przez Francję. To zresztą byłby pozytywny scenariusz także dla Niemiec, które w rzeczywistości nie starały się o taką rolę w Europie, lecz uzyskały ją niejako z rozpędu. Po pierwsze, ze względu na siłę ich gospodarki, po drugie – w wyniku kilkunastoletnich stabilnych rządów jednego kanclerza.

Angela Merkel jest wciąż u władzy gdy w innych krajach UE prezydenci i premierzy znikają z politycznej sceny. Berlin zajął więc w Europie miejsce, które niekoniecznie chce zajmować. Nie jedno, lecz dwa silne państwa, nadające kierunek UE, to rozwiązanie znacznie lepsze dla wszystkich. Może się także pojawić więcej silnych graczy. Korzystając z Brexitu, Polska miałaby ogromną szansę „wejść w ten tandem na trzeciego”, bo zarówno Francja, jak i Niemcy potrzebują sojuszników. Dużo tracimy, dystansując się od naszych głównych zachodnich partnerów.

Macron otwarcie mówi o Unii wielu prędkości. Polskiemu rządowi ta koncepcja nie przypadła do gustu…

Lepsza jest rozmowa o Unii kilku prędkości niż o jej zlikwidowaniu. Macron, jako kandydat na prezydenta Francji, myśli o dobru swojego kraju i patrzy na Europę przez pryzmat interesów Francji. Z jej perspektywy, dobrym pomysłem byłaby federacja, w której Francja mogłaby odgrywać „pierwsze skrzypce”. Trzeba pamiętać, że to m.in. Francja kładła fundamenty pod budowę wspólnot europejskich a Unia skrojona jest na francuską miarę.

Jeśli dziś zwarcie szeregów całej grupy 27 państw wydaje się trudne, alternatywą jest integrowanie się z różnymi prędkościami. To zresztą już się działo od dawna – tyle, że horyzont, którego wypatrujemy wciąż był wspólny. Nie wszystkie państwa przyjęły euro, nie wszystkie są w strefie Schengen, Wielka Brytania zawsze się dystansowała i dostawała różne wyłączenia. Dziś nie wiadomo, czy wciąż patrzymy w jedną stronę i czy chcemy zmierzać w to samo miejsce.

A skoro mowa o podziałach, krążą opinie że Polacy z francuskimi paszportami najchętniej oddawali głosy na niechętną imigracji Le Pen. Skąd ten paradoks?

Nie posiadam żadnych danych na ten temat. Jeśli tak jest, można to wytłumaczyć tendencją do zabezpieczania swego własnego statusu. Imigranci po latach pobytu w innym kraju zapominają co sami przezywali i nie chcą napływu kolejnych imigrantów, bo odbierają ich jako zagrożenie. Wiedzą, że im więcej nowych przybyszów, tym większa niechęć społeczeństwa – także do imigrantów starszej fali. Doskonale to widać dziś np. w Wielkiej Brytanii, gdzie Polacy zaczynają narzekać na rosnącą agresję Brytyjczyków wobec nich. Kilka lat temu tego nie było.

RadioZET.pl/MAAL