Chłopak Magdaleny Żuk: Pierwszego dnia słyszała hałasy ze swojego pokoju

11.05.2017 21:36

- Madzia nigdy wcześniej się tak nie zachowywała, nigdy wcześniej nie widziałem jej w takim stanie. Rodzina także - mówi Markus W. Chłopak zmarłej w Egipcie Magdaleny Żuk po raz pierwszy zdecydował się porozmawiać z polskim dziennikarzem.

Magda Żuk

fot. Facebook

Markus W. udzielił reporterowi "Faktów" TVN wywiadu, w którym poruszył temat m.in. zachowania Magdaleny Żuk na lotnisku w Polsce oraz wydarzeń, które rozegrały się już w kurorcie Marsa Alam. Nie zdecydował się jednak na pokazanie twarzy, ani ujawnienie swoich pełnych personaliów.

Była pewna swojej decyzji

Początkowo Markus był przekonany, że ma zawieźć swoją dziewczynę do Katowic, ale na szkolenie z pracy. Tymczasem chodziło o podróż na lotnisko i wylot do Afryki. - O tym, że Magda wykupiła wycieczkę, dowiedziałem się w dniu wylotu, ok. godz. 13. To miała być dla mnie niespodzianka - mówił.

Niestety, okazało się, że mężczyzna nie może lecieć, ponieważ jego paszport wygasa za 6 miesięcy, a egipskie przepisy uniemożliwiają wjazd na teren kraju osobom z tak krótką datą ważności paszportu. Markus udał się więc do urzędu wojewódzkiego w celu podbicia nowej daty bądź wyrobienia dokumentu zapasowego, ale niestety nie było to możliwe w tak krótkim czasie. Równie nieskuteczne okazały się próby sprzedania wycieczki.

W końcu oboje podjęli decyzję, że dziewczyna pojedzie sama. - Wspólnie stwierdziliśmy, że jest przemęczona, dużo pracowała, więc niech chociaż ona odpocznie - powiedział dziennikarzowi. Przyznał, że miał obawy, kilkukrotnie pytał swoją partnerkę, czy chce lecieć i czy jest pewna swojej decyzji. Magda zawsze miała odpowiadać twierdząco.

Gdy dotarli na lotnisko, Magda miała być zdenerwowana, a nawet zacząć płakać. Ponoć szukała interakcji z innymi turystami, aby poczuć się bezpiecznie. Markus utrzymuje, że nic go jednak szczególnie nie zaniepokoiło, odprowadził więc dziewczynę do kontroli paszportowej. Ok. 22.00 samolot wyruszył w drogę do Egiptu, gdzie wylądował ok. północy.

Hałasy z innych pokoi

Pierwszy dzień miał przebiec bez większych napięć, ale w środę wieczorem Magdalena Żuk zadzwoniła do swojego partnera, zaniepokojona hałasami, które rzekomo miała słyszeć ze swojego pokoju. Poprosiła Markusa - jako, że on lepiej od niej posługiwał się językiem angielskim - aby zatelefonował do recepcji i dowiedział się, co się dzieje. Okazało się, że nic takiego. Potem dziewczyna miała zapewnić, że wszystko w porządku.

- Cały czas mieliśmy kontakt, do momentu, gdy wydarzyło się coś niedobrego - dodaje.

W czwartek, 27 kwietnia, miało się wydarzyć coś niepokojącego. Markus ma podejrzenia, że Magda mogła sobie coś zrobić. Z uwagi na toczące się postępowanie, nie chciał jednak podzielić się swoimi hipotezami. Wspomniał też, że przez cały dzień nie mógł się dodzwonić do swojej partnerki.

Niepokojące informacje

Skontaktował się więc z ambasadą w Kairze, a tam uzyskał numer do rezydenta i rezydentki hotelu w Marsa Alam, w którym przebywała Magda. Informacje zwrotne go zaniepokoiły - podobno dziewczyna zachowywała się nerwowo, agresywnie, pojawiały się trudności w kontaktach z nią.

- Madzia nigdy wcześniej się tak nie zachowywała, nigdy wcześniej nie widziałem jej w takim stanie. Rodzina także - relacjonuje w rozmowie z TVN. Zdradza jednak, że gdy już udało się z nią porozmawiać przez telefon, kobieta sprawiała wrażenie, jakby miała problem z rozpoznaniem, kto jest kim. Miała też zaprzeczać temu, że została skrzywdzona oraz, że ktoś mógł jej cokolwiek dosypać do drinka.

- Rezydent wielokrotnie mi powtarzał, że nigdy wcześniej nie spotkał się z taką sytuacją. Mówił również, że jego zdaniem lepiej będzie, jak Madzia po prostu do nas wróci, albo ktoś do niej przyleci - tłumaczył. Markus kupił bilet, a Magdę z Egiptu miał odebrać jego przyjaciel.

- Miała przylecieć w sobotę. Widziałem ją w drodze na lotnisko, tam również. Nie wyglądała dobrze, ale kojarzyła, z kim rozmawia. Mówiła, że chce wracać. Rezydent przekazał mi, że lekarz, którzy przebadał ją przed planowanym wylotem, nie zgodził się na lot Madzi, bo była bardzo słaba - tłumaczy Markus.

Wideorozmowa

Markus przeprowadził ze swoją partnerką kilka wideorozmów. Jedna z nich została nagrana i trafiła później do sieci. To podczas niej mówił: - Aniołku, powiedz. Nie bój się. Powiedz mi, po prostu powiedz, co się wydarzyło. W odpowiedzi słyszał: - Nie mogę mówić, przepraszam. Oni mają tutaj różne sztuczki. A także: - To nic nie da. Oraz: - Zabierz mnie stąd, proszę.

Pytany o to, dlaczego zdecydował się rejestrować rozmowę, odpowiedział: - Stan, w jakim widziałem Madzię, informacje, które dotarły do mnie, co tam się dzieje, co tam się mogło wydarzyć, jak zachowuje się Madzia, były na tyle niepokojące, że poprosiłem mojego przyjaciela, żeby nagrywał to drugim telefonem.

Szpital miał być bezpieczny

Wskutek negatywnej diagnozy lekarza, Magda nie mogła w tym stanie samodzielnie wrócić do kraju. Markus uspokoił się jednak, gdy usłyszał, że jego dziewczyna trafi do szpitala.

- Moim zdaniem szpital to bezpieczne miejsce, gdzie jest opieka, gdzie ktoś się człowiekiem zajmuje. Na chwilę nam troszkę ulżyło, bo Maciek już był w drodze, a Madzia w szpitalu. Myśleliśmy, że wszystko będzie w porządku, ale okazało, że nie jest - mówił, trudem powstrzymując łzy.

Później dotarły do niego tragiczne informacje - jego dziewczyna wyskoczyła ze szpitalnego okna na betonową posadzkę. Przewieziona do lecznicy w Hurghardzie zmarła tam 30 kwietnia. Jej chłopak nie chce mówić o szczegółach, ani o swoich przypuszczeniach. Nie komentuje także nagrania ze szpitalnego korytarza, na którym widać Magdę uciekającą przed kilkoma mężczyznami, ani relacji personelu lecznicy.

Spokojnie czekam

Markus W. nadal nie może uwierzyć w to, co się stało, Przyznaje jednak, że nie chce nikogo oskarżać ani żonglować teoriami spiskowymi.

- Zastanawia mnie, dlaczego to stało się w szpitalu, w bezpiecznym miejscu, gdzie powinna mieć opiekę. Skoro dostawialiśmy tak niepokojące informacje, to osoby na miejscu powinny na Magdę zwrócić szczególną uwagę. Nie mam żalu, ani pretensji. Natomiast jest mi bardzo przykro - powiedział reporterowi TVN.

 - Nic takiego mi nie wiadomo, ani niczego takiego nie zauważyłem. Była bardzo zdrową, energiczną i uśmiechniętą osobą. Nie wiem, co się stało. Sprawa jest niewyjaśniona - odparł na pytanie, czy jego dziewczyna mogła zdradzać objawy problemów psychicznych.

Dodał, że stale współpracuje z organami ścigania i czeka na zakończenie śledztwa. Wypowiedział także walkę internetowym hejterom. - Pod naszym adresem pojawiają się groźby. Nie pozwolę, by ktoś mówił źle o Magdzie, o jej rodzinie, mojej rodzinie i moich przyjaciołach - konstatuje.

RadioZET.pl/TVN24/MP