Emeryci nie dostaną swoich emerytur? Kontrowersyjny pomysł rządu

17.03.2017 08:59

Rząd premier Beaty Szydło opracował nowy pomysł dotyczący systemu emerytur. Osoby, które pracowały poniżej 15 lat, mogą nie dostać świadczenia emerytalnego. Straty poszczególnych emerytów mogą być liczone w setkach tysięcy.

Emeryci

fot. PAP

Jednym z głównych założeń programowych Prawa i Sprawiedliwości było obniżenie wieku emerytalnego i całościowa naprawa systemu świadczeń emerytalnych. Plan ratunkowy, po przeprowadzeniu szeregu debat i konsultacji, miał przygotować Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Rekomendacja trafiła na biurko szefowej rządu.

Wypełnij PIT-a za darmo i pomóż Fundacji Radia ZET

Sporadyczni pracownicy

Najbardziej poszkodowani nowym pomysłem rządu PiS mogą zostać Polacy, którzy sporadycznie pracowali na etatach. Liczba takich osób nie jest wcale mała. Emerytura przysługiwałaby tylko tym, którzy mogą udowodnić przynajmniej 15 lat okresów składkowych. Przedstawiciele rządu tłumaczą, że takie rozwiązanie obowiązuje w większości państw europejskich i nie jest niczym spektakularnym.

Eksperci wskazują jednak na drobną różnicę. Znaczna ilość krajów nie stosuje tak wysokich wymogów stażowych, jak te, proponowane przez polskich rządzących. We Francji, aby dostać świadczenie emerytalne, potrzeba trzech miesięcy pracy, w Wielkiej Brytanii roku, a w Danii trzech lat.

Zagłosuj

Czy popierasz proponowany przez PiS projekt zmian w systemie emerytalnym?

Rząd nieugięty?

Prawo i Sprawiedliwość nie zamierza cofnąć się z zapowiadanych zmian. Wśród argumentów wysuwa fakt, że osoby krótko pracujące odłożyły niewielką ilość składek, co przełożyłoby się na ich niską emeryturę. Koszty obsługi poszczególnych przelewów emerytur przekroczyłyby wartość świadczeń, co dla rządu jest ewidentnym marnowaniem publicznych pieniędzy.

Z wyliczeń dziennikarzy ''Gazety Wyborczej'' wynika, że mężczyzna, który przepracuje okres 10 lat, zarabiając w tym czasie średnią krajową, uzbiera na emeryturę w wysokości około 500 zł brutto.

- To nie są emerytury groszowe i ludzie powinni mieć do nich prawo - mówi ''Gazecie Wyborczej'' Łukasz Wacławik z Wydziału Zarządzania AGH w Krakowie.

Oszczędności...

Pomysł rządu Beaty Szydło ma jeden główny cel - szukanie oszczędności. Przywrócenie wieku emerytalnego sprzed reformy rządu PO-PSL oraz szereg innych programów socjalnych niesie za sobą ogromne koszty i ubytki w budżecie państwa. Według statystyk w najbliższych pięciu latach ZUS może nie mieć pieniędzy na wypłatę emerytur opiewających na kwotę 300 mld zł.

Rządzący liczą się z tym, że powyższe założenia mogą wywołać wśród Polaków kolejną falę krytyki i oburzenia. Dlatego w zanadrzu mają przygotowany alternatywny projekt, wedle którego emerytura należeć się będzie po pięciu latach pracy. Warunkiem jej otrzymania będzie jednak uzbieranie kwoty jednej trzeciej emerytury minimalnej (obecnie 333 zł brutto).

Ostateczna decyzja o kształcie reformy emerytalnej ma zapaść do końca tego roku, a zmiany obowiązywać będą od 2018r.

RadioZET.pl/GazetaWyborcza/DG