Czy powinniśmy bać się zamknięcia sklepów w niedzielę? Za granicą już to przerabiali

21.03.2017 14:16

Pomysł o zakazie handlu w niedzielę mocno podzielił społeczeństwo. Pomimo gorących emocji, polski naród nie będzie królikiem doświadczalnym. Podobne pomysły wielokrotnie wprowadzano w życie za granicą.

Czy powinniśmy bać się zamknięcia sklepów w niedzielę. Za granicą już to przerabiali

fot. Radio ZET/md

Proponowany przez "Solidarność" zakaz ma dotyczyć większości sklepów, z wyjątkiem małych, w których za ladą pracuje właściciel. Restrykcje ominą także apteki, stacje benzynowe, oraz sklepiki na dworcach i lotniskach. Całkowity zakaz handlu wykluczał minister Morawiecki. Dziś rząd skierował projekt do dalszej pracy, ale nawet jeśli faktycznie zostaną wprowadzone jakiekolwiek ograniczenia, Polska pójdzie przetartym już szlakiem. Zakaz handlu w niedzielę od dziesięcioleci obowiązuje w wielu państwach Unii Europejskiej.

Zagłosuj

Czy powinno się zakazać handlu w niedzielę?

Niemcy mają na to osobne słowo

W krajach niemieckojęzycznych (Niemczech, Austrii czy Szwajcarii), zjawisko utrwaliło się do tego stopnia, że w słowniku znajdziemy dla niego odrębny termin: Sonntagsruhe. U naszych zachodnich sąsiadów wynika z przepisów Ladenschlussgesetz, czyli "prawa zamykania sklepów", które wprowadzono w 1956 roku, po naciskach związków zawodowych i obowiązuje w podobnej formie w większości krajów związkowych. Mówiąc krótko, punkty handlowe muszą być zamknięte w niedziele i święta. Dodatkowo w Wigilię Bożego Narodzenia sklepy mogą być czynne tylko od godz. 6 do 14.

Podobne regulacje obowiązują w Belgii, Grecji, Holandii, Luksemburgu, na Węgrzech i we Francji. W tej ostatniej, wolne niedziele gwarantuje prawo z 1906 roku, ale w praktyce dotyczy tylko części sektora. Otwarte mogą być m.in. sklepy spożywcze, piekarnie i kwiaciarnie. Mniejsze supermarkety mogą być otwarte do godz. 13, jeżeli prowadzą sprzedaż jedzenia. Po złagodzeniu prawa w 2009 roku, władze miejskie mogą wyznaczać (przede wszystkim w miejscowościach turystycznych) strefy handlu. Warunkiem jest jednak, aby pracownicy otrzymywali podwójne wynagrodzenie, a ich praca była dobrowolna.

Odrobinę mniej restrykcyjny jest Luksemburg, który pozwala dużym sklepom na pracę w pierwszą niedzielę miesiąca od godz. 14 do 18.

Niektórzy idą sklepom na rękę

Bardziej przyjazna hipermarketom jest Grecja, która dopuszcza otwieranie ich przez siedem wybranych niedziel w roku. To element pilotażu, podczas którego państwo rozważa liberalizację przepisów. Zasadniczo jednak w niedziele i święta otwarte są tylko małe sklepy.

Zróżnicowane lokalnie przepisy funkcjonują w Holandii. Niedzielne restrykcje spotyka się głównie na obszarach, gdzie dominują konserwatywni protestanci (tzw. pas biblijny). Belgowie w niedziele zakupy mogą robić tylko w małych sklepach i piekarniach.

Wielka Brytania pozwala supermarketom na pracę w niedziele przez kilka godzin. Ograniczenia dotyczą jednak tylko Anglii, Walii i Irlandii Północnej. Szkoci zakupy chcą robić przez cały tydzień.

Stosunkowo młode na tej liście są zakazy funkcjonujące na Węgrzech. Wprowadzono je w 2015 roku i dotyczą sklepów o powierzchni większej niż 200 m kw. Duże sklepy mogą sprzedawać w jedną, wybraną niedzielę w roku. Co ciekawe, ograniczenie nie obowiązuje w okresie przedświątecznym. W grudniu hipermarkety i centra handlowe mają prawo działać bez ograniczeń.

Nietypowe ograniczenia wprowadziła Szwecja. Będąc tam w niedzielę kupimy prawie wszystko. Problemy mogą wystąpić, kiedy postanowimy zdobyć butelkę wódki, ponieważ obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu.

RadioZET.pl/MaAl