Fuhrer i inni. Kłopotliwi honorowi obywatele polskich miast

04.04.2017 16:42

Komunistyczni dygnitarze stopniowo pozbawiani są tytułów honorowych obywateli polskich miast. Co jednak z nazistowskimi zbrodniarzami, których uhonorowano w ten sposób jeszcze przed 1945 roku? Czy prawo powinno w jakikolwiek sposób interweniować czy raczej odciąć się od decyzji sprzed dekad, niepodejmowanych przecież w ramach państwa polskiego?

Hitler

fot. Narodowe Archwium Cyfrowe

Na początku roku wypłynęła informacja o inicjatywie szczecińskich polityków. Postanowili oni pozbawić honorowego patronatu nad miastem niektóre postacie historyczne, które, ich zdaniem, przysłużyły się Polsce w sposób wyłącznie negatywny. Na cenzurowanym znaleźli się m.in. były prezydent PRL Bolesław Bierut, I sekretarz PZPR Władysław Gomułka oraz wieloletni przywódca ZSRR Nikita Chruszczow. Po dwóch miesiącach, uchwała rady miasta weszła w życie, a rzeczeni "bohaterowie" zostali skreśleni z tej prestiżowej listy. Nikt specjalnie nie protestował (praktycznie wszyscy radni zagłosowali "za").

Powyższa operacja związana jest z trwającym w Polsce od kilku lat, szeroko zakrojonym procesem dekomunizacji, czyli rozliczenia obowiązującego w latach 1944-1989 ustroju komunistycznego. I choć z uwagi na względną bliskość czasową tego systemu oraz atmosferę polityczną w kraju, dekomunizację - choć nie wolną od absurdów i nadużyć - można uzasadnić i bynajmniej nie budzi ona zaskoczenia.

Co jednak z pozostałościami po okupacji hitlerowskiej? Wbrew pozorom, jest w Polsce kilka przykładów, gdzie to kłopotliwe dziedzictwo daje o sobie znać. Dekomunizacja jest zjawiskiem logicznie wytłumaczalnym, chociażby z uwagi fakt, iż państwo polskie, pomimo ograniczonej suwerenności, było w okresie Polski Ludowej samodzielnym podmiotem prawa międzynarodowego, funkcjonującym na tych samych zasadach, co zachodnie demokracje. W sytuacji, gdy terytorium Polski znajdowało się w granicach III Rzeszy, należy postawić (i odpowiedzieć na nie) pytania o sens i konieczność podjęcia konkretnych działań prawnych.

Fuhrera nie sposób wymazać

Na początek znów zajmijmy się stolicą województwa zachodniopomorskiego. Według niektórych interpretacji, jej honorowym obywatelem nadal jest bowiem sam Adolf Hitler. Kanclerz Rzeszy, do której Szczecin - noszący wówczas nazwę Stettin - należał, otrzymał bowiem ten zaszczytny tytuł 4 kwietnia 1933 roku, osobiście zaś odebrał go 5 lat później podczas uroczystej wizyty na okoliczność Święta Okręgu Pomorskiego NSDAP.

O usunięcie nazistowskiego wodza z listy zasłużonych dla miasta od lat walczy stowarzyszenie Kontra 2000. – Żeby Europa i świat dowiedziały się, że zbrodniarze nadal są honorowymi obywatelami - mówił jego członek, cytowany przez "Gazetę Wyborczą" Henryk Michałowski.

Co na to miejscowi radni? Już kilka lat temu, w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", Rafał Miszczuk z Biura Rady Miasta tłumaczył, że nie istnieją instrumenty prawne, które pozwoliłyby uchylić  decyzję podjętą przez jednostkę administracyjną należącą do innego państwa niż Polska. Dlatego przyjmuje się wykładnie, że fuhrer nie jest honorowym obywatelem Szczecina, ponieważ to nie
władze Szczecina nadały mu ten tytuł.

Wielkie wyróżnienie

Honorowy patronat nad miastem to jedno z największych wyróżnień. Przyznawane jest z reguły osobom zasłużonym i wybitnym, posiadającym dające się udokumentować związki z danym ośrodkiem miejskim - urodzili się w nim, wychowali, zamieszkiwali, pracowali, jednocześnie silnie się z nim identyfikując.

Istnieją oczywiście wyjątki, gdy nagradza się w ten sposób postacie szanowane i uwielbiane w skali globalnej - tak dzieje się, chociażby w przypadku Lecha Wałęsy czy Jana Pawła II, których reputacja wybiega daleko poza Gdańsk i Wadowice.

Proceder ten zyskiwał jednak w historii dużo bardziej szemraną renomę, zwłaszcza w czasach istnienia reżimów autorytarnych i totalitarnych, gdy honorowym obywatelstwem nagradzano osoby zasłużone jedynie w budowaniu i umacnianiu owych systemów. Miało to wysoce symboliczny - laureaci niekoniecznie musieli w jakikolwiek sposób utożsamiać się z nagradzającym ich miastem. 

Jak sobie poradzić z niewygodnym spadkiem?

Niektóre polskie miasta już zawczasu poradziły sobie z tym problemem. "Nie jest potrzebne podejmowanie osobnej uchwały o pozbawieniu honorowego obywatelstwa przywódców nazistowskich, gdyż uchwały te z mocy prawa już utraciły ważność. Nie ma ciągłości prawno-ustrojowej między Wolnym Miastem Gdańsk (Danzig) i III Rzeszą a Polską po 1945 roku" - czytamy w Biuletynie Informacji Publicznej gdańskiego magistratu.

W grupie honorowych obywateli Wrocławia (do 1945 roku Breslau) figurują m.in. Hitler, Joseph Goebbels, Hermann Goring były naczelnik prowinicji śląskiej Prus Josef Wagner czy stracony w Norymberdze wieloletni szef MSW III Rzeszy Wilhelm Frick. Władze stolicy Dolnego Śląska przyjęły jednak w 1990 uchwałę dotyczącą aktów prawa miejscowego. Wedle jej ustaleń, akty uchwalone przed 1945 roku tracą moc wykonawczą i przestają obowiązywać. Wśród nich wszystkie, które oficjalnie nadawały powyższym osobom miano honorowego obywatela.

Wypełnij PIT-a za darmo i pomóż Fundacji Radia ZET

Z kolei analogiczny tytuł w Bydgoszczy (dawniej noszącym nazwę Bromberg) wciąż dzierży Franz Ludtke, pisarz i dziennikarz, Reichsleiter, szefujący organizacji Bund Deutsche Osten, działającej pod egidę NSDAP. Tam jednak podobnego dokumentu nie wdrożono.

Podobnie rzecz ma się np. z Opolem czy Jelenią Górą (dawniej Oppeln i Hirschberg), gdzie Hitler również otrzymał przed wojną honorowe obywatelstwo, w Jeleniej Górze razem z nim uhonorowano też niemiecką pilotkę Hannę Reitsch.- Uznajemy, że nasze ustawodawstwo znosi to niemieckie. Polskie Opole zniosło to, co wprowadziło niemieckie Opole - mówi dziennikarzom TVN 24 Alina Pawlicka, rzecznik prezydenta Opola. Oficjalnych uchwał w obydwu przypadkach jednak brak.

Zrzucanie odpowiedzialności

Wyjaśnienia władz poszczególnych samorządów brzmią niekiedy (niezależnie od faktycznie podjętych kroków) zaskakująco podobnie - najczęściej umywają oni ręce, tłumacząc się brakiem ciągłości prawnej między współczesną Polską a hitlerowskimi Niemcami. Twierdzą, że jako jednostki funkcjonujące w innym systemie politycznym i w ramach innego tworu państwowego, nie są następcami porządku prawnego jednostek z poprzednich epok i struktur politycznych, w wyniku czego nie mają obowiązku w żaden sposób się do tego tematu ustosunkowywać.

To, że Polska nie jest kontynuatorem porządku legislacyjnego III Rzeszy nie podlega żadnym wątpliwościom. Nie da się jednak wymazać z historii faktu, iż zachodnia część Polski wchodziła w
skład administracji hitlerowskiej. I że wobec tego - niechcianego, niefortunnego - dziedzictwa należałoby, choćby dla oczyszczenia atmosfery, przyjąć jakieś stanowisko.

Często, zamiast formalnego odebrania danej osobie honorowego obywatelstwa bądź patronatu, stosuje się powyższą argumentację i zamiata sprawę pod dywan. Czy słusznie?

Co na to eksperci?

Zdaniem niektórych prawników takie unikanie konkretnych działań to błąd ze strony władz samorządowych. - Miasta mogą się odcinać od tytułów nadanych dawniej i powinny to robić - twierdzi w
rozmowie z TVN 24 adwokat Roman Nowosielski i wskazuje, że jeśli władze państwowe mogą kogoś pozbawić odznaczeń, to samorządy tym bardziej mają do tego prawo.

Są jednak specjaliści, którzy uważają, że sam fakt przejścia na inny system prawny, przecina wszelkie prawne powiązania między jednym a drugim bytem państwowym i w zasadzie eliminuje
problem.

- Władze polskie nie są spadkobiercami III Rzeszy. Tytuły nadane przez dawny niemiecki samorząd nie obowiązują w Polsce. Nie ma potrzeby unieważniania honorowego obywatelstwa polskich miast w przypadku takich zbrodniarzy jak Hitler, ponieważ oni już dawno je utracili - uważa z kolei mec. Andrzej Graunitz.

Dekadę temu sprawa trafiła nawet do Sejmu, gdy jeden z posłów PiS zawnioskował do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Pytał czy resort zamierza podjąć jakiekolwiek wysiłki w celu wyjaśnienia całego zamieszania. TVN 24 przytacza treść odpowiedzi, jaką otrzymał z MSWiA: [...] "nie ma podstaw prawnych do przyjęcia ciągłości pomiędzy obecnymi gminami polskimi a niemieckimi gminami (...)". Oznacza to, że nie ma potrzeby unieważniania czy w ogóle ustosunkowywania się do aktów prawnych, które obowiązywały na terenie innego państwa. W tym wypadku kierowano się nie kryterium geograficznym, a polityczno-prawnym.

Lepiej domykać

Ciekawą puentą może być historia stadionu w Zabrzu. Zbudowany w 1934 roku, miał - podobnie jak Szczecin - za patrona samego fuhrera. Trzy lata po wojnie założono Górnika Zabrze, jeden z najbardziej zasłużonych polskich klubów piłkarskich, późniejszego 14-krotnego mistrza kraju.

I to właśnie Górnika od końca lat 40. użytkuje obiekt przy ulicy Roosevelta. A jednak nowego patrona zyskał on dopiero w 2005 roku (został nim legendarny napastnik Ernest Pohl). Wcześniej nikt co prawda oficjalnie nie utrzymywał, że Górnicy grali na "hitlerowskim boisku", tym niemniej na gruncie prawa kwestia ta pozostawała przez lata nierozwiązana, co tylko podsycało różnego rodzaju spekulacje.

I choćby z uwagi poprawę klimatu i rozstrzygnięcie wszelkich wątpliwości, warto takie sprawy domykać do końca.
RadioZET.pl/MP