Skandal w szpitalu! Dziecku podano przeterminowaną kroplówkę

12.10.2017 13:01

W jednym z kieleckich szpitali podano dziecku kroplówkę, której termin ważności minął dwa miesiące wcześniej. Szpital tłumaczy się, że to przypadek i błąd, zapewniając jednocześnie, że nie gromadzi leków na zapas.

Kroplówka

fot. Pixabay

Sytuacja, którą opisała kielecka "Gazeta Wyborcza", miała miejsce na początku tygodnia w Świętokrzyskim Centrum Pediatrii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach.

Przeterminowany lek

Do lecznicy trafiła 8-letnia Klaudia, która - z uwagi na wolniejsze od rówieśników tempo wzrostu - musi przyjmować specjalny hormon, aplikowany przez kroplówkę. Tak też się stało i w tym przypadku. Nazajutrz odwiedziła ją mama (która z uwagi na opiekę nad młodszą córką, nie mogła zostać na noc) i przeżyła szok. Okazało się bowiem, że kroplówka, którą podano dziewczynce, była przeterminowana o dwa miesiące.

Kobieta natychmiast zaalarmowała personel szpitala, ale pielęgniarki dopiero po usilnych prośbach odłączyły kroplówkę - przyznały się, że podały taką z sierpniowym terminem ważności. Dopóki jej nie odłączyły, jedna piąta zawartości zdążyła już zejść.

Ostrzeżenie dla rodziców

Na szczęście okazało się, że to kroplówka nawadniająca, więc wedle opinii lekarzy, dziewczynce nie powinna się stać krzywda (aczkolwiek cały czas musi pozostawać pod obserwacją). Pani Anna, mama Klaudii, błyskawicznie jednak wypisała dziecko ze szpitala.

– Trudno się chyba dziwić, że się boję. Na szczęście zauważyłam, że kroplówka jest przeterminowana, ale nie mam pewności, jak wygląda sprawa z lekami. Przecież podawane są w kieliszkach, nigdzie nie ma na nich daty – mówi w rozmowie z "GW". Podkreśla również, że nagłośniła sprawę, aby ostrzec innych rodziców.

Jak tłumaczy się szpital?

Rzeczniczka prasowa kieleckiego szpitala utrzymuje, że w placówce obowiązują ścisłe procedury, a ważność kroplówek i leków jest kontrolowana regularnie.

– Jesteśmy w trakcie wyjaśniania tego, jak mogło dojść do podania przeterminowanego leku. Sytuacja taka nie powinna mieć miejsca! Z pierwszych informacji wynika, że był to niezamierzony błąd ludzki. Pozostałe leki na oddziale zostały dokładnie sprawdzone. Z wyjątkiem tego jednego wszystkie były w porządku – powiedziała dziennikarzom Anna Mazur-Kałuża.

Rzecznika zaprzecza też, jakoby szpital zaopatrywał się w leki na zapas.

RadioZET.pl/kielce.wyborcza.pl/MP