Radio ZET

fot. Radio ZET

Konrad Piasecki o sytuacji na polskim froncie politycznym: Razwiedki bajom

16.05.2017

PiS lubuje się nie tylko w wojnach na wielu frontach, ale i w wojnach, do których przystępuje, bez planu, bez taktyki, bez strategii i bez dobrej odpowiedzi na pytanie, po co właściwie je wywołuje. Zaciekła walka, jaką stacza, zdaje się często psu na budę – bo do niczego nie prowadzi, a straty, jakie przy okazji ponosi mogą coraz bardziej zacząć odbijać się na sondażach. Na jego szczęście – i główna partia opozycji ostatnie dni spędzała w jakiejś dziwnej malignie.

Konia z rzędem temu, kto umie dziś odpowiedzieć na pytanie, po jaką cholerę partia rządząca zgłaszała ustawę o metropolii warszawskiej. Czaprak do tego konia, za dobre wyjaśnienie, kto wymyślił jedno-turowe wybory wójtów i burmistrzów. A darmowa usługa plecenia warkoczyków z końskiej grzywy za wytłumaczenie, po jaką cholerę rzucono w przestrzeń publiczną pomysł tzw. wstecznej dwukadencyjności. Problem nawet nie w samych ideach, które stoją za tymi projektami. Można się z nimi zgadzać, można się nie zgadzać, ale wolno – mając większość – forsować różnego rodzaju, nawet kontrowersyjne (byle zgodne z konstytucją i zasadami!) rozwiązania. Gorzej, że PiS forsuje je na ćwierć gwizdka, bez pewności siebie, bez planu, bez przekonania, nawet własnych posłów, że ma to sens. I kończy się to – jak pisał Mickiewicz – śmiechem pustym.

Metropolia, jeszcze dobrze nie ujrzała światła dziennego, jeszcze nie wszystkich (choć bardzo wielu) zdążyła zdenerwować, jeszcze się dobrze nie zawiązały komitety obrony niezależności Tłuszczy, Zielonek, Wołominów i Ząbek, a już prezes powiedział „będziemy ten projekt zmieniać”. A potem? Jeszcze nie wszystkie gminy okołowarszawskie zdążyły przeprowadzić referendum na „nie”, by wyszedł autor ustawy i powiedział „wycofujemy się”. To po cholerę było psucie humorów różnych lokalnych społeczności? Nie lepiej zgłaszać ustawy wtedy, kiedy ma się pewność, co powinny zawierać i że na pewno chce się je forsować? Toż to nie radziecka „razwiedka bajom”. U Sowietów „ludiej było mnogo”, tutaj wyborców aż tak „mnogo” nie ma by z lekkością ducha ich zniechęcać i wytracać. A taki pomysł skutecznie, co niektórych z nich odpycha od rządzących. Podobnie jak inne pomysły zgłaszane bez przygotowania, przemyślenia i planu, z których się potem partia chyłkiem wycofuje. Tak jak ten z działającą wstecz dwukadencyjnością. PiS go ogłosił, samorządowcy zawyli, również ci z partii Jarosława Kaczyńskiego. I trzeba było chyłkiem się wycofywać. Co by nie mówić, już z dwojga złego i z punktu widzenia partyjnej taktyki, lepsze są raczej blitzkriegi, wojny szybkie, precyzyjne, szybko i starannie przeprowadzone, w których od pomysłu do podpisu prezydenta mija niewiele czasu, niż otwieranie kolejnych frontów, wykrwawianie się na nich, kończące się zejściem z pola bitwy i powrotem ze zwieszoną głową do koszar.  

Ale w ostatnich dniach problemy z konsekwencją mają nie tylko rządzący. Bo to, co wyczynia Platforma Obywatelska to nie tylko ten śmiech pusty, ale i litość i trwoga. Partia, która głosiła, że 500+ oznacza budżetową katastrofę, nagle zaczyna obiecywać, że program rozszerzy. 

Ci, którzy z dumą obnosili się, jako bohaterscy nonkonformiści podnoszący wiek emerytalny, mówią, że zrobiono to źle i za ostro. A i uchodźcy i ich przyjmowanie nagle przeszli z kategorii „moralnego zobowiązania” do kategorii „nikt ich tu nie chce”.

Ja bym nawet był w stanie zrozumieć, że partia marząca o powrocie do władzy robi w jednej czy dwóch sprawach krok do tyłu, mówi „państwo zaciągnęło zobowiązania - będziemy ich przestrzegać”. Ale można to zrobić z namysłem, ważąc słowa i racje. Pomyśleć, przedyskutować, ustalić, zapisać to w nowym programie, pokazać go na rok przed wyborami, a takie wycofywanie się z kluczowych deklaracji z wdziękiem słonia w składzie porcelany wygląda i mało smakowicie i po prostu niepoważnie.

Konrad Piasecki

Autor jest gospodarzem programu Gość Radia ZET. Słuchaj i oglądaj od poniedziałku do piątku o godzinie 8.02.