Łódzka radna zakłada chustę w geście solidarności: większość Polaków nigdy nie rozmawiała z muzułmaninem

fot. Marcin Stępień/Agencja Gazeta

Łódzka radna zakłada chustę w geście solidarności: większość Polaków nigdy nie rozmawiała z muzułmaninem

05.07.2017

Polki zakładajcie hidżab – mówi łódzka radna i staje przed obiektywem aparatu w chuście. Chce zaprotestować przeciwko agresji, z którą muszą mierzyć się muzułmanie w Polsce. Zachęca inne kobiety do przyłączenia się do akcji. Pomysł wywołał spore kontrowersje. Przeciwnicy mówią o uprzedmiotowieniu kobiet, a nawet sympatyzowania z terrorystami. Urszula Niziołek-Janiak w rozmowie z RadiemZET.pl tłumaczy powody swojej decyzji i wyjaśnia, dlaczego jej nie żałuje. Pomimo fali hejtu. 

Skąd pomysł na akcje Polki w chustach?

Przede wszystkim z wkurzenia. Denerwowało mnie to, jak bardzo jesteśmy obojętni na fakt, że krzywdzi się u nas cudzoziemców. Krzywdzi się na podstawie tego, jak wyglądają. Coraz częściej słyszymy też, że policja w tych sprawach nie reaguje w odpowiedni sposób. Cudzoziemcy nie czują się u nas zatem bezpiecznie. Długo myślałam o tym, co ja osobiście mogę zrobić. Jak zabrać głos w tej sprawie. Musimy sobie uświadomić, że cudzoziemcy, a zwłaszcza w ostatnim czasie muzułmanie, są w Polsce atakowani. Od co najmniej 2 lat publikuję na facebooku informacje na ten temat, wykazuję, że fałszem jest wrzucanie zwykłych ludzi innego wyznania do jednego worka z mordercami. Fakt, że katolik strzelał do ludzi w Stanach Zjednoczonych nie oznacza, że wszyscy katolicy tak robią. Nie możemy dopuszczać się łatwej generalizacji. Nie wolno nam pozwolić, żeby na ulicy w Polsce została opluta dziewczyna, tylko dlatego, że po chuście rozpoznano, że jest muzułmanką.

ula1

fot. Marcin Stępień/Agencja Gazeta

Chciałam działać i wybrałam najprostsza metodę – jeśli chustka na głowie nie będzie wyróżnikiem na naszych ulicach, to te kobiety będą bezpieczniejsze. Wiem, że może być ona dyskusyjna, bo często interpretujemy chusty jako wyraz zniewolenia kobiet. Uznałam, że podjęcie decyzji o tym, czy chusta jest rodzajem podkreślenia ich przynależności religijnej, czy wyrazem nacisku, nie leży w naszej gestii. Muzułmanki przyjeżdżają do Polski i mają prawo ubierać się w sposób, jaki uważają za stosowny, jaki jest zgodny z ich przekonaniami, kulturą. Nie możemy zmusić ich do zdejmowania chust powołując się przy tym na kwestie bezpieczeństwa. Choć zapewnienie bezpieczeństwa to obowiązek państwa, władza nie staje na wysokości zadania. Co więcej, wykorzystuje strach przeciwko cudzoziemcom do własnych celów politycznych – zastraszonymi ludźmi rządzi się łatwiej. Zdawałam sobie sprawę, że wyleje się na mnie fala pomyj i nienawiści ze strony nacjonalistów, ksenofobów. Wiedziałam, że akcja wywoła gorącą dyskusję, jednak uznałam, że skoro rozmawianie nie daje efektu, trzeba działać natychmiast. Jest to prosty gest, nie zrobiłam nic wielkiego, ale może da on komuś do myślenia. Chciałam zatem jeszcze raz podkreślić: akcja ma na celu ochronę przed atakami ludzi, którzy już tu są - mieszanych rodzin, studentów, turystów, osób, które przyjechały tu założyć firmy, ale też Polek innych wyznań czy koloru skóry.

To Pani sposób na zamanifestowanie solidarności? Chodzi o komunikat: jeżeli zakładam chustę, nie powinnam czuć się zagrożona z tego powodu?

Oczywiście, że tak. Co więcej, jeśli Polka założy chustę, nie jest to w żaden sposób obraza dla niej. Nasze babcie nosiły chusty, Audrey Hepburn nosiła chustę, wiele innych aktorek to robiło – taka była zwyczajnie moda. Moja akcja „Polki w chustach” nie jest prześmiewczym działaniem, które by nas deprecjonowało. Może gdybyśmy częściej zakładały chusty, te kobiety byłyby po prostu bezpieczniejsze i tylko o to chodzi.

Oswajanie chusty?

Jeżeli przyglądamy się zwyczajom kulturowym różnych państw, to naprawdę założenie chustki nie jest największą opresją, która może spotkać kobiety. A karanie kobiet za noszenie chust przez opluwanie i znieważanie to zwykłe bestialstwo. I to ci, którzy to czynią, odbierają równocześnie nam, Polkom, nasze prawa – prawo do świadomego macierzyństwa, do nowoczesnej opieki medycznej, do decydowania o własnym ciele i życiu. Niech więc darują sobie fałszywą troskę o poniżanie kobiet w innych kulturach.

Z jakimi reakcjami ludzi spotyka się Pani najczęściej?

Jest różnie. Setki wiadomości zawierały wyzwiska i niecenzuralne określenia. Autorzy prawdopodobnie nigdy nie przeczytali, co miałam do powiedzenia na temat tej akcji. Oskarżano mnie o promowanie islamu, co jest o tyle śmieszne, że jestem osobą niewierzącą, przekonaną, że świeckość jest wartością, a humanitaryzm ma większą wagę od religii. Padały też zarzuty, że zmuszam Polki, by opowiadały się po stronie opresyjnych zachowań dotykających muzułmanki. To pomieszanie z poplątaniem.

Dostałam tez kilka informacji zwrotnych, które każą się zastanowić, jak my Polacy myślimy i czym się kierujemy. Jedną z nich była wiadomość od kierowcy ciężarówki, który natknął się na atak emigrantów w Calais. Pomimo obelżywego języka jakiego użył, jestem go w stanie zrozumieć. Bezpośrednio zetknął się z zagrożeniem, jednak nie zadał sobie pytania, skąd problem. Z analiz na temat migracji wynika, że zagrożenie pojawia się tam, gdzie tworzy się duże skupisko odizolowanych od społeczeństwa i pozbawionych praw ludzi.

Dostałam też wiadomość od weterana, domyślam się, że wojny w Iraku. Twierdził, że popieram muzułmanów, z którymi walczyli jego przyjaciele i przez których ginęli. Mam wrażenie, że wojska interwencyjne działają na terenie innych państw, by chronić ludność cywilną. Łączenie walki na wojnie z faktem, że stanęłam w obronie zaatakowanej w Polsce kobiety noszącej chustę, jest błędem. Jestem jednak w stanie zrozumieć te negatywne emocje. Trauma wojenna odciska głębokie piętno.

Poza pojedynczymi przypadkami, większość Polaków nigdy nie rozmawiała z muzułmaninem, a nawet nie widziała żadnego na oczy. Ogólnie jako naród, nie mamy wielu sąsiadów muzułmanów, nie mamy dużego kontaktu z cudzoziemcami. Polacy oceniają obcokrajowców po doniesieniach medialnych, które niestety są bardzo szkodliwe zaprogramowane na sianie strachu.

Działa mechanizm strachu przed nieznanym.

Trudniej nam jest odrzeć kogoś z człowieczeństwa jeśli jest naszym sąsiadem, nasze dzieci wspólnie bawią się na podwórku i wpadamy do siebie po symboliczny cukier. Relacje wzajemne powodują, że dostrzegamy w tych „obcych” normalnych ludzi

Żałuje Pani zainicjowania tej akcji?

Nie żałuję. Liczyłam się z głosami krytycznymi, wiedziałam, że będzie ich więcej niż pozytywnych. Zrobiłabym to jeszcze raz. Uważam, że nie można być obojętnym. Musimy zrobić wszystko, żeby cudzoziemcy czuli się u nas bezpiecznie.

A pozytywne głosy?

Sporo pochodzi od osób starszych. Pamiętają one czasy przymusowych wysiedleń Żydów z Polski. Przypominały historie osób pochodzenia żydowskiego żegnających swoich sąsiadów. Sama mieszkam w budynku, w którym po wojnie żyło wiele osób pochodzenia żydowskiego. Miałam okazję wysłuchać opowieści sąsiadki, jak wyglądała nagonka na tzw. „syjonistów”: jak się ich pozbywano. Utkwiło mi to w pamięci i widzę analogię pomiędzy historią a współczesnością. Moi starsi rozmówcy również.

Dostałam tez wiele maili od kobiet, które wyszły za muzułmanów. Piszą mi, że boją się wyjść na polskie ulice lub przyjechać do Polski w odwiedziny. Piszą o tym, jak fałszywy jest obraz tamtej kultury, jak rodzinni i przyjaźni są Palestyńczycy czy Syryjczycy. Powinno nam to dać do myślenia, że one tam czują się bezpieczniej. Do Polski boją się przyjeżdżać matki z dziećmi! Tylko dlatego, że stworzyły rodzinę z kimś o innej narodowości.

Miłe wiadomości otrzymałam też od dwóch przedstawicieli związków wyznaniowych muzułmanów w Polsce. Dziękują mi, że miałam odwagę jasno stanąć po stronie ludzi przerażonych zalewem nienawiści. Mają nadzieje, że zrobią tak także inne osoby publiczne. Powoli zaczynają się dziać pozytywne zmiany. Nie chodzi tu wyłącznie o wartości chrześcijańskie, ale o zwykły ludzki humanitaryzm. Nasze państwo ma obowiązek chronić cudzoziemców, którzy tu mieszkają.

ula

fot. Adam Stępień/Agencja Gazeta

Cieszy mnie porozumienie prezydentów miast odnośnie migracji. Choć wiele osób tak twierdziło, mój protest nie miał nic wspólnego z kwestią przyjmowania uchodźców. Choć jestem tego zwolenniczką. Jednak zadziwiające jest, że w debacie nad kryzysem migracyjnym w ogóle nie rozmawiamy o realnych rozwiązaniach i scenariuszach. To zwykła gra na emocjach i strachu. A tu trzeba się zastanowić, jak zweryfikować ludzi, których zaprosimy, jak nauczyć ich naszego prawa i nieprzekraczalnych norm kulturowych.

Granie na strachu to brak szacunku dla obywateli ze strony rządu. Nie podejmuje on żadnych, realnych działań w sprawie ochrony cudzoziemców na terenie Polski. Nie wspominając już o umowach międzynarodowych dotyczących relokacji. Cieszy mnie za to stanowisko Kościoła. Hierarchowie apelują o to, by chociaż otworzyć korytarze humanitarne. Podkreślają, że przyjmowanie uchodźców jest obowiązkiem chrześcijańskim. Musimy też traktować ludzi z godnością.

Niemniej jednak hidżab wielu osobom kojarzy się z opresją, nawet zwolennikom przyjmowania uchodźców. Z kolei Pani w jednym z komentarzy przyrównała mówienie muzułmance, że powinna zdjąć chustę dla swojego bezpieczeństwa przypomina trochę postawę policjanta, który pyta zgwałcona kobietę, w co była ubrana felernego dnia. 

Dla mnie to sytuacja analogiczna. Absurdem jest uzależnienie zapewnienia bezpieczeństwa danej osobie od tego, co ma na sobie. To odwrócenie całego sytemu wartości i porządku prawnego. Człowiek ma prawo do poczucia bezpieczeństwa niezależnie od swojego ubioru. To zadanie władz. Jeżeli rząd tego nie robi, to chociaż my pokażmy gest solidarności. Przecież robimy to dobrowolnie.

Warto pamiętać o tym, że nie zawsze rozumiemy różnice kulturowe. Piszące do mnie kobiety zaprzeczały, jakoby miały się czuć zmuszane do noszenia chust. Zapewniały, że jest to ich dobrowolna decyzja. Moje rozmówczynie podawały przykład, że formą opresji jest wmawianie Polkom w reklamach, że muszą być szczupłe, powiększać sobie biust  i chodzić na 20-centymetrowych szpilkach. W zestawieniu z tymi kampaniami, chyba można się zgodzić, że noszenie chusty nie jest najgorszą rzeczą, jaka może spotkać kobietę. Taką decyzję każda z nas powinna podejmować indywidualnie.

Nie możemy za nikogo decydować: czy może nosić to czy tamto. Mówiąc o tym mam w głowie rysunek satyryczny, na którym widać, jak jeden z mężczyzn kobietę ubiera (co odnosi się do zakazu występowania w negliżu na plaży na początku XX wieku – red.), a drugi rozbiera (nawiązanie do zakazu burkini – red). 

Rozmawiała Katarzyna Mierzejewska