Rodzicom nie pozwolono czuwać przy umierającym synku. Spędzili noc w samochodzie

09.03.2017 12:32

O sytuacji w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Lublinie pisze "Dziennik Wschodni".

Rodzicom nie pozwolono czuwać przy umierającym synku. Spędzili noc w samochodzie

Można czuwać, ale nie w nocy przy łóżku

8-letni Mateusz ma nowotwór mózgu. W ostatnią niedzielę pękło mu naczynie w guzie, przez co dostał silnego krwotoku i w konsekwencji trafił na oddział intensywnej terapii lubelskiego szpitala. Niestety, rokowania nie są optymistyczne - według lekarzy - guz jest nieoperacyjny, a nieprzytomnemu chłopcu zostało kilka, być może kilkanaście dni życia.

Oczywistym jest więc, że jego rodzice chcieli towarzyszyć mu w tych ostatnich chwilach. - W tym momencie Mateusz jest podłączony do aparatury, bo jego serce cały czas pracuje - mówi w rozmowie z "DW" Anna Baczkowska, mama 8-latka. 

Niestety, lekarka mająca wówczas dyżur, nie pozwoliła im zostać na noc przy szpitalnym łóżku, nie informując jednocześnie, że istnieje możliwość pozostania na korytarzu przed salą. Oboje musieli więc spędzić noc w samochodzie zaparkowanym na szpitalnym parkingu, aby w razie czego być jak najbliżej syna.

Mogli pozostać na korytarzu

Okazuje się, że rodzice Mateusza zostali wprowadzeni w błąd i potraktowani niewłaściwie. - Sprawą zainteresowaliśmy media, bo byliśmy sfrustrowani tym, jak zostaliśmy potraktowani. Po rozmowie z ordynatorem okazało się, że mogliśmy cały czas być na oddziale, na korytarzu - relacjonuje dziennikowi pani Anna.

- Poza tym, jak poinformował nas ordynator, kiedy stan dziecka się pogarsza, lekarze od razu informują rodziców, żeby jeszcze był czas na pożegnanie. Nikt nam wcześniej tego nie powiedział, baliśmy się, że po prostu nie zdążymy - dodaje.

Szpital: Wszystko zgodne z regulaminem

Jak tłumaczy się placówka? Rzeczniczka USD Agnieszka Osińska, pytana przez dziennikarzy o to, czy w tym przypadku rzeczywiście postąpiono zgodnie z procedurami, odpowiada twierdząco:

- Zgodnie z regulaminem, który podpisują rodzice dzieci hospitalizowanych w tym oddziale, mogą oni przebywać w sali chorych w godz. 12–18, o ile przy innych pacjentach nie są wykonywane nieprzewidziane procedury medyczne ratujące życie. W tym przypadku mama została poinformowana przez personel medyczny o stanie zdrowia syna - wyjaśnia.

- W sali chorych przebywają inni pacjenci, od 6 do 8 dzieci, wykonywane są przy nich procedury medyczne, a szpital ma obowiązek zachowania tajemnicy lekarskiej oraz poszanowania godności i intymności pozostałych chorych - argumentuje.

Tysiące takich spraw

- Takich przypadków mamy w Polsce tysiące - przypomina w rozmowie z "DW" Paulina Szubińska-Gryz, inicjatorka akcji „Stop przemocy w służbie zdrowia” i członkini grupy Neuroblastoma Polska. Walczy ona o godne traktowanie rodziców małych pacjentów przez personel szpitalny, m.in. o umożliwienie im przebywania non-stop przy ciężko chorych bądź umierających dzieciach.

- Dobrze, że tym razem mama była otwarta i chciała sprawę nagłośnić. Przeważnie bywa tak, że rodzice boją się reagować i podporządkowują się szpitalnym regułom - podkreśla.

Sprawą na pewno zajmie się również Rzecznik Praw Pacjenta.

RadioZET.pl/Dziennik Wschodni/MP