Bale, akcje charytatywne i walka o majątki. Kim są polscy arystokraci?

17.07.2017 16:30

Jedna z ulubionych anegdot przywoływanych przez Jana Lubomirskiego-Lanckorońskiego dotyczy okoliczności powstania nazwy warszawskiej dzielnicy Mokotów. Jego ciotka księżna Izabela Lubomirska nazywała tę część Warszawy „Mon Coteau", czyli moja górka, bo prawie wszystko to należało do rodziny. Potomkowie polskiej arystokracji działają w biznesie, odzyskują od państwa majątki, kultywują starodawne obyczaje. Kim są i czemu wywołują czasem skrajne emocje?

Bale, akcje charytatywne i walka o majątki. Kim są polscy arystokraci?

fot. Wojciech Druszcz/East News

Przy okazji wizyty brytyjskiej pary książęcej w Polsce, warto zastanowić się nad rolą szlacheckich rodów nad Wisłą. Niektórzy nie stronią od ceremoniałów, inni krępują się swoim bogatym rodowodem. Szukają swojego miejsca w polityce, biznesie, show biznesie, kultywują dawne obyczaje, często trzymają się razem. W mediach pojawiają się głównie przy okazji kontrowersyjnych decyzji związanych z „odzyskiwaniem majątku”. Na początku tego roku państwo kupiło za 100 milionów euro „Damę z gronostajem” Leonarda da Vinci wraz z całą kolekcją Czartoryskich. Minister Gliński tytułował księcia Adama Karola Czartoryskiego „ekscelencją”. Choć wielu myśli, że dywagacje o monarchii i arystokracji to mrzonka, wciąż jest sporo bogatych ludzi, którzy wydają córki za herbowych, żeby ich wnuki znalazły się w słynnej „Genealogii potomków Sejmu Wielkiego” Minakowskiego.

Walka o majątek

Odzyskiwanie majątków udaje się tylko części rodzin, choć wiele próbuje. Powstały specjalne fundacje, których celem jest ochrona dziedzictwa kulturalnego arystokratycznych rodzin m.in. Fundacja XX. Czartoryskich, Fundacja Lanckorońskich, Fundacja Trzy Trąby, Fundacja Książąt Lubomirskich czy Fundacja Krasickich z Leska. Antoni Edmund Bojanowski odziedziczył dwór w Lądzinie na Podkarpaciu. Odremontował go, przyjmuje tam gości. Co roku 14 lipca organizuje na pamiątkę Rewolucji Francuskiej imprezę antyrewolucyjną. Rodzina Sobańskich odzyskała Pałac w Guzowie. Pałac ma się zamienić w ekskluzywny hotel, parter będzie przeznaczony na sale wielofunkcyjne. O zwrot zamku w Jadwisinie nad Zalewem Zegrzyńskim ubiegał się kilka lat temu Maciej Radziwiłł, brat ministra zdrowia.

Mniej szczęścia mieli Braniccy. Ostatnia z rodu Branickich, Anna Branicka-Wolska mieszka w willi na warszawskim Mokotowie i wciąż ciężko jest jej wracać do Pałacu w Wilanowie, który odebrano jej rodzinie. Z kolei Lubomirscy liczą na powrót w ich ręce zamku w Wiśniczu. Od blisko 20 lat swoją batalię o Zamek w Lesku toczą Krasiccy. Ma tam powstać hotel i centrum konferencyjne. Krasiccy to milionerzy – w Polsce mają m.in. sieć księgarń i dużą agencję PR, a także latyfundia w Argentynie i nieruchomości w Europie zachodniej. Do innego z potomków Augusta - Beniamina Krasickiego - należy jedna z większych firm ochroniarskich na naszym rynku, City Security.

MZ090505_003

fot. Maciej Zienkiewicz/Agencja Gazeta

Jan Lubomirski-Lanckoroński jest rodzinnym specjalistą od nieruchomości. Dziennikarz, który spotkał się z nim w 2013 roku, porównał gabinet księcia do pałacowej komnaty. Ściany w złotym kolorze, meble też pozłacane, a z portretu w złotej ramie spogląda dostojna dama. Pełne przepychu wnętrze znajdowało się na 20. piętrze wieżowca Warty w Warszawie. Ci, którzy mieli styczność z księciem nazywają go erudytą o nienagannych manierach podającym gościom herbatę w srebrnej zastawie.

Lubomirscy dzięki smykałce Jana odzyskali kamienice w Warszawie, Krakowie, Łodzi i Poznaniu. Trzeba było tylko wyremontować wnętrza. W 2008 roku Lubomirski-Lanckoroński założył firmę Landeskrone, która działa w pięciu dużych miastach Polski. Remontuje kamienice, buduje biurowce i apartamentowce. Wartość jego inwestycji i projektów ocenia się na ponad 100 mln zł.

Swoboda w poruszaniu się w zawiłościach prawnych, maniery, a także wsparcie wpływowych rodzin, pomogły księciu znaleźć się w grupie znaczących inwestorów działających w biznesie deweloperskim. Z talentów księcia skorzystał także między innymi jego ówczesny teść Jan Kulczyk, na którego zlecenie kierował przebudową budynku na Wspólnej 62 w Warszawie. Dziś mieści się tam Ufficio Promo.

O potomku Lubomirskich zrobiło się głośno w maju. Wtedy pojawiły się głosy, że będzie chciał odzyskać działkę pod Sejmem. Tłumaczy, że niegdyś stał tam dom jego dziadka Stefana i brata dziadka Eugeniusza. Rodzina zgłosiła roszczenia do gruntów po pałacu w latach 90-tych. w 2009 roku władze Warszawy zgodziły się oddać trawnik i połowę sejmowego parkingu. Tę decyzję zaskarżyła Kancelaria Sejmu i ostatecznie książę został z samym trawnikiem. Sejm ma na ten teren pomysł: chce postawić nowy budynek dla parlamentarzystów. Lubomirski jest zdeterminowany. Proponował dobudowę, w której znalazłoby się muzeum parlamentaryzmu i rodziny Lubomirskich, a w drugiej części - biurowiec, dzięki któremu uda się utrzymać muzeum. Trwa sądowa batalia.

MH2025

fot. Marzyna Hmielewicz/Agencja Gazeta

Pretensje do wielkich połaci ziemi zgłosili potomkowie Janusza Franciszka Radziwiłła. Był on ostatnim prywatnym właścicielem Nieborowa (koło Łowicza) i kilku okolicznych wsi. Teraz jego krewni chcą odzyskać nie tylko pałac nieborowski wraz z przylegającym do niego parkiem, ale również grunta gminy Nieborów liczącej 103,3 km kwadratowe, zamieszkiwanej według danych z 2006 roku przez 9 536 osób. Reprezentowani byli przez mecenasa Michała Sobańskiego. Posiadłości podłowickie Radziwiłłów w 1945 roku objęła reforma rolna i tak jak inni obszarnicy rodzina straciła swoje źródło posiadania oraz zysku.

Proza życia wielkich rodów

Nie samymi nieruchomościami człowiek żyje. Wielu potomków szlacheckich rodów prowadzi normalne życie, często dobrze odnajduje się też na świeczniku, pod czujnym okiem prasy. Konstanty Radziwiłł piastuje stanowisko ministra zdrowia. Jest potomkiem księcia Konstantego Mikołaja Radziwiłła herbu Trąby, ostatniego właściciela dóbr zegrzyńskich. Agnieszka Rey pracuje jako asystentka zarządu w firmie z branży spożywczej. Barbara Czartoryska jest fotografką, Cosima Borawska projektuje modę, Anna Czartoryska grywa w serialach, Antoni Edmund Bojanowski prowadzi firmę importującą wina. Alexi Lubomirski to znany fotograf, Tomasz Ossoliński odnajduje się w zawodzie projektanta. Ciekawą postacią jest Mikołaj Rey, potomek naszego wielkiego wieszcza. Wychował się w zamku we Francji, który w połowie XIX wieku kupił jego przodek - Xawery Branicki. Zamek przeszedł w ręce Reyów dzięki prababci Mikołaja - Jadwidze Branickiej, która związała się ze Stanisławem Reyem. Prywatnie związał się z potomkinią arystokratycznego rodu Patrycją Sobańską. Rody trzymają się razem. Znają się z dzieciństwa, razem spędzali wakacje, zaś krakowscy potomkowie rodów jeździli na nartach w klubie Yeti.

wojciech druszcz

fot. Wojciech Druszcz/East News

Czym różni się życie arystokratki od życia innych ludzi? Agnieszka Rey, w czternastym pokoleniu wnuczka Mikołaja Reya, żartuje, że głównie rozmachem rodzinnych imprez. Na śluby i pogrzeby zjeżdża kilkaset osób z całego świata, w tym - bywa – członkowie monarchii. Antoni Bojanowski uważa, że czynnikiem wyróżniającym jest używany język i specyficzne wychowanie. Organizuje się bale, pielęgnuje przywiązanie do herbów, zwraca uwagę na dobre maniery i posyła dzieci do elitarnych szkół. Hrabianka Rey zapewnia, że wystawne kolacje, suknie balowe i srebrna zastawa są obecne w życiu arystokracji od wielkiego dzwonu. Dodaje, że pamiątki rodzinne jej rodu ograniczają się do mosiężnego gongu, którym zwołuje kolacje. Reszta została utracona w czasie wojny bądź wywłaszczona w czasach Polski Ludowej.

Debiutanci

Śmietanka towarzyska zbiera się na balach Debiutantów, które pełnią funkcję akcji charytatywnych. Jolanta Mycielska, pomysłodawczyni tego wydarzenia, organizuje je od 1998 roku, co dwa lata, w ramach działalności Polskiego Związku Kawalerów Maltańskich. Choć zaznacza, że zależy jej na udziale wartościowych ludzi o ciekawych osobowościach, bez odpowiednich kontaktów i rodowodu nie ma co liczyć na wstęp na imprezę w białej sukni czy fraku. Wiele osób zna się "z towarzystwa". Spotykają się w najlepszych szkołach, w ramach corocznych wyjazdów narciarskich do Austrii, ślubów, Klubu Inteligencji Katolickiej i nieformalnych spotkań rodziców. Uczestnicy balu podkreślają wagę kultywowania tradycji rodzinnych. Warto nawet wytrzymać mordercze treningi tańca – nawet po 10 godzin dzienne. Debiutanci trenują mazura, walca, układ dowolny do "Małego Księcia", każdy bal ma temat i paso doble. Młodzi uczą się poprawnego przywitania z hrabiną. mężczyzna ma podejść, nie garbiąc się i albo zamaskować pocałunek w dłoń, albo demokratycznie ją uścisnąć. Dziewczyny powinny dygnąć. Wielu debiutantów mówi na hrabinę "ciocia Jola"; często rzeczywiście są z nią spokrewnieni. Podobno udziału w balu konsekwentnie odmawiają Radziwiłłowie, gdyż uznają, że to „bufonada poniżej ich godności”. Bal jest dla uczestników wisienką na torcie. Najważniejszym czasem są poprzedzające tygodnie. Wtedy debiutanci integrują się w swoim środowisku i zapoznają.

Członkowie arystokratycznych rodów często angażują się też w działalność charytatywną. Lubomirscy organizują charytatywne bale w Wiśniczu. Joanna Radziwiłł prowadzi fundację im. Jana Jerozolimskiego, w której pomaga dzieciom z ubogich i patologicznych rodzin. Fundacja Ex Animo założona przez księżną Marię Sapiehę wzięła pod opiekę dzieciaki chore na serce.

RadioZET.pl/KM