NATO, Trybunał i....części intymne. Pamiętne wizyty prezydentów USA w Polsce

05.07.2017 00:03

Nixon obiecujący Gierkowi kredyty, Clinton zapraszający nas po polsku do NATO, Obama krytykujący PiS za Trybunał Konstytucyjny. A i tak najbardziej pamiętna wizyta amerykańskiego przywódcy w naszym kraju wiąże się z tłumaczem, który zepsuł przemówienie Jimmy'ego Cartera.

Carter Gierek

fot. U.S.National Archives/Public Domain

Dziś wieczorem, o godz. 22, na warszawskim lotnisku Okęcie wyląduje samolot Air Force One z Donaldem Trumpem i jego żoną Melanią na pokładzie. Będzie to pierwsza oficjalna wizyta nowojorskiego biznesmena w Polsce po styczniowym zaprzysiężeniu na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Wydarzenie, co oczywiste, to wzbudza wiele emocji, głównie z uwagi na kontrowersje wokół samego rezydenta Białego Domu. Nie dziwi również fakt, że to przede wszystkim skomplikowana operacja logistyczna, która wiąże się z całkowitą reorganizacją ruchu pieszego i drogowego w centralnych częściach miasta.

Ale czy 2-dniowy pobyt Trumpa w Polsce będzie miał także znaczenie symboliczne? Czy zostanie zapamiętany - mniejsza o to, z jakiego powodu - na długi lata? Poniżej przedstawiamy cztery, naszym zdaniem, najistotniejsze, ale i najbardziej pamiętne wizyty amerykańskich prezydentów nad Wisłą. Trzy z nich zapisały się w annałach z przyczyn politycznych, jedna zaś zyskała rangę nieśmiertelnej anegdoty.

Bez kardynała, ale z kredytami

Przyjazd Richarda Nixona w maju 1972 był pierwszą w historii polsko-amerykańskich stosunków dyplomatycznych oficjalną wizytą urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych w naszym kraju. Co ciekawe, on sam gościł w Polsce po raz drugi - wcześniej odwiedził ją w 1959r. jako wiceprezydent, podczas kadencji Dwighta Eisenhowera.

Nixon zatrzymał się w Warszawie na 2 dni w drodze powrotnej z Moskwy, który to fakt nie pozostawał bez znaczenia. Sowieci chętnie gościli bowiem u siebie amerykańskich przywódców, ale dość nieprzychylnym okiem patrzyli na ich wizyty w innych państwach bloku wschodniego - aby uzyskać ich aprobatę, potrzeba było umiejętnych zakulisowych rozgrywek, z udziałem polskich i amerykańskich dyplomatów. Strona polska zabiegała o to spotkanie - dla Gierka i reszty kierownictwa partii, wizyta prezydenta USA znacznie podniosłaby prestiż Polski i jej znaczenie na arenie międzynarodowej.

Sam termin pobytu amerykańskiego przywódcy wydawał się jednak z początku, delikatnie mówiąc, niefortunny, ponieważ przypadał w święto Bożego Ciała, w dodatku zbiegł się w czasie z nową falą bombardowań Wietnamu Północnego przez amerykańską armię. Dodatkowo, zaplecze Nixona mocno forsowało pomysł spotkania prezydenta z kardynałem Stefanem Wyszyńskim, które to plany zostały jednak storpedowane przez polską administrację.

Jak przedstawiał się harmonogram wizyty? Nixon - którego na trasie przejazdu między Wilanowem (gdzie nocował), a Belwederem, Pałacem Namiestnikowskim i starówką witały rozentuzjazmowane tłumy - odwiedził Sejm i odbudowywane wówczas Stare Miasto oraz złożył kwiaty na Grobie Nieznanego Żołnierza. Odbył też dwie rozmowy z ówczesnym I sekretarzem PZPR (i de facto przywódcą Polski Ludowej) Edwardem Gierkiem oraz premierem Piotrem Jaroszewiczem. Miały one kluczowe znaczenie, przede wszystkim gospodarcze - to wówczas zdecydowano o utworzeniu Polsko-Amerykańskiej Komisji ds. Handlu, padłu również obietnice odnośnie przyznania Polsce kredytów, które przyczyniły się do szybkiego rozwoju, a zarazem bolesnego kryzysu ekonomicznego w latach 80.

Części intymne i pożądanie

Bardziej niż dzięki walorom politycznym, wizyta Jimmy'ego Cartera w grudniu 1977 roku na zawsze zapamiętana zostanie jako jedna z najbardziej kuriozalnych w dziejach. I to nie z uwagi na treści, jakie padały w trakcie rozmów, ale z powodu poważnych - tak samo zabawnych, jak i wywołujących sporą konsternację - wpadek wynajętego przez Biały Dom tłumacza.

Gdy prezydencki Air Force One wylądował na warszawskim Okęciu, Carter wygłosił dla zgromadzonych na lotnisku dziennikarzy, fotoreporterów i innych polskich obywateli krótkie przemówienie. Steven Seymour miał tłumaczyć jego wypowiedzi na polski, ale ewidentnie nie radził sobie z materią naszego języka.

16681643_10155028620864137_253734530925112124_n

Przykładowo: zdanie „I left the United States this morning”, które po polsku powinno brzmieć „dziś rano wyleciałem ze Stanów Zjednoczonych”, w przekładzie Seymoura zabrzmiało: „porzuciłem Stany Zjednoczone na zawsze”. Z kolei sformułowanie: „I have come to learn your opinions and understand your desires for the future” przetłumaczono następująco: „Przybyłem tutaj, ponieważ Was pożądam”.

Dalej: „I am happy to be in Poland”, będące wyrazem radości z powodu pobytu w Polsce, potrafił zamienić na wyrażenie zadowolenia prezydenta z możliwości "penetrowania" naszego państwa  obłapiania jego części intymnych. W tym momencie słuchacze musieli się wydatnie zarumienić. W kontekście tych translatorskich gaf, najmniejszym problemem było to, że Seymour używał rosyjskiej składni oraz archaicznych idiomów i wyrażeń, rodem z XIX-wiecznej literatury. Nie dziwi więc fakt, że następnego dnia tłumaczył już kto inny.

"Nic o was bez was"

Bill Clinton gościł w Polsce dwukrotnie, w 1994 i 1997 roku, w niezwykle istotnym dla nas okresie, gdy zabiegaliśmy o członkostwo w dwóch najważniejszych międzynarodowych strukturach militarno-politycznych: NATO i Unii Europejskiej. Zwłaszcza, jeśli chodzi o pierwszą organizację, USA pod jego (oraz poprzedniego prezydenta George'a H.W. Busha) przywództwem bardzo wspierały polskie dążenia do akcesji.

Podczas drugiej wizyty, gdy negocjacje ws. przystąpienia do Sojuszu Północnoatlantyckiego wchodziły już w decydującą fazę, Clinton wygłosił słynne przemówienie na Placu Zamkowym w Warszawie, wypowiadając wówczas słowa: - Witam was, Czechów i Węgrów jako przyszłych członków NATO i sojuszników USA. Przemawiał też częściowo po polsku (na podstawie zapisu fonetycznego) - z tego wystąpienia pochodzi m.in. słynne zdanie: - Nic o was bez was.

Obama krytykuje PiS

Ostatnia jak dotąd wizyta amerykańskiego przywódcy nad Wisłą miała miejsce w lipcu ubiegłego roku podczas szczytu państw NATO. I ze wszystkich wyżej wymienionych przynosi najsmutniejszą konkluzję. W trakcie konferencji prasowej, Barack Obama (goszczący u nas po raz trzeci), w obecności Andrzeja Dudy oraz przedstawicieli mediów, chwalił Polskę, podkreślając, że była wolnościową inspiracją dla innych państw bloku wschodniego, zapewnił również o wsparciu i współpracy, na jakie Warszawa może liczyć ze strony Waszyngtonu. W pewnym momencie jednak subtelnie zmienił wątek:

- Wyraziłem prezydentowi Dudzie nasze zaniepokojenie związane z pewnymi działaniami i impasem w temacie Trybunału Konstytucyjnego - mówił, dodając: - Jako przyjaciel i sojusznik zachęcam do wspierania instytucji demokratycznych. Przypomniał również, że demokracja to nie tylko konstytucji bądź uczestnictwo w wyborach, ale przede wszystkim właśnie trwałe, stabilne i sprawnie funkcjonujące instytucje.

I choć Obama sformułował swoją opinię w sposób niezwykle wyważony i powściągliwy, nie dało się nie wyczuć w niej zawoalowanej krytyki działań rządu PiS w zakresie ograniczania autonomii TK i zaniepokojenia pogarszającym się stanem debaty publicznej w tym temacie.

Politycy Prawa i Sprawiedliwości interpretowali to jednak zupełnie inaczej - "łagodzili" słowa gościa z Waszyngtonu, nie dostrzegając w nich ani grama sprzeciwu wobec rządowej polityki. Czas pokazał jednak, że intuicja Obamy była słuszna, a wymiar demontażu tej i innych, stojących na straży praworządności demokratycznych instytucji mieliśmy dopiero poznać.

RadioZET.pl/MP