Rodzice z niemowlakiem znaleźli się w środku polowania. Myśliwi nie przestali strzelać

30.01.2018 15:20

Omal tragicznie nie skończył się spacer rodziny w Łapalicach na Kaszubach. Gdy weszli do lasu, znaleźli się w samym środku polowania. Myśliwi, których spotkali, powiedzieli, że nie mają zamiaru przerywać polowania. Rodzice z kilkumiesięczną córką i psem musieli ewakuować się z lasu w czasie, gdy nieopodal było słychać strzały.

Rodzice z niemowlakiem znaleźli się w środku polowania. Myśliwi nie przestali strzelać

fot. Archiwum RadioZET.pl

Zagłosuj

Myśliwi w Polsce mają....

Był ładny, styczniowy dzień, gdy rodzina z dzieckiem i psem wybrali się na spacer do lasu. Planowali zwiedzić jedną z atrakcji turystycznych Kaszub, jaką jest „zamek” w Łapalicach. Po przejściu kilkuset metrów napotkali grupę około dziesięciu mężczyzn z bronią myśliwską.

Spotkanie z myśliwymi

Pani Natasza opowiedziała o sprawie w rozmowie z portalem MagazynKaszuby.pl. — Mijali nas zajęci swoimi sprawami, nie zwracając się do nas z żadnym ostrzeżeniem. Zapytałam się, czy tutaj będzie polowanie. Odpowiedzieli, że tak. Powiedziałam, że jesteśmy tu z dzieckiem na spacerze, że nie wiedzieliśmy, że tu będzie polowanie. Odpowiedzieli, że jest plakat, jeden plakat. Spytałam gdzie — pokazali ręką, w stronę Zaworów, skąd szli. My zaś szliśmy z drugiej strony, od Łapalic, gdzie żadnego oznakowania nie było. Spytałam ich, gdzie konkretnie będzie polowanie. Odpowiedzieli: „no tu…” — i pokazali ręką. I powiedzieli, że nam nie wolno teraz tam chodzić. Spytałam więc, którą drogą mamy teraz wracać do domu. Dobrze znam ten las i znajdujące się tu ścieżki. I odniosłam wrażenie, że oni nie potrafili mi odpowiedzieć na to pytanie, po prostu kompletnie nie znali terenu i chyba nawet nie wiedzieli, gdzie konkretnie zaraz będą polować. Tak czy inaczej, nie dowiedziałam się od nich, gdzie dokładnie jest teren polowania — czytamy.

Przerażeni rodzice nie wiedzieli, jak uciec z lasu

Minęło kilka minut, a w lesie rozległ się dźwięk rogu, a następnie myśliwi zaczęli strzelać. — Dostrzegliśmy też samych myśliwych, stali od nas w odległości około dwustu, metrów, na tej właśnie szerokiej drodze, na której cały czas się znajdowaliśmy, na której przed chwilą z nimi rozmawialiśmy. Rozległ się strzał. Wtedy na dobre się zlękliśmy — mówi matka kilkumiesięcznej córki.

O włos od tragedii

W pewnym momencie w kierunku rodziny zaczął iść przestraszony jeleń. — Szedł prosto na nas, dostrzegłem jego wzrok, był przerażony, z jednej strony bałem się, że stratuje Nataszę z Wiktorią w chuście, które stały centralnie przed nim na środku drogi — relacjonuje pan Łukasz, któremu wraz z najbliższymi udało się szczęśliwie opuścić las i wrócić do domu.

Karma wraca:

RadioZET.pl/MagazynKaszuby.pl/strz

Oceń