Robot-barista i opiekunka? Czy zastąpią nas maszyny? Zawody na celowniku

14.06.2017 16:46

Maszyny odbiorą nam pracę, sztuczna inteligencja przebije w wyścigu o wymarzoną uczelnię, a wykonywane zawody przejdą do lamusa. Postępująca automatyzacja coraz bardziej przywodzi na myśl scenariusze, które do tej pory były zarezerwowane dla filmów sci-fi. Czy rzeczywistość wkrótce wypełni wizję z filmów sióstr Wachowskich? 

Robot-barista i opiekunka? Czy zastąpią nas maszyny? Zawody na celowniku

fot. Flickr

Blisko dwa wieku temu w Wielkiej Brytanii radykalny ruch luddystów niszczył maszyny. W ten sposób robotnicy walczyli z mechanizacją wdrażaną na fali rewolucji przemysłowej. Bali się, że w wyniku gwałtownych zmian w produkcji, stracą pracę. Przy każdej fazie reindustrializacji rynek pracy ulega mocnemu przetasowaniu. Współcześnie też powinniśmy zastanowić się, co galopujący postęp techniki oznacza dla nas.

Zagłosuj

Czy Twój zawód jest na celowniku?

Szacuje się, że już około 2020 roku w na światowym rynku będzie pracować nawet 100 mln robotów. Każdy z nich zastąpi pracę 8 pracowników. W ciągu kolejnych 20 lat rozwój robotyki może sprawić, że zniknie około 700 zawodów.

Z przekąsem można powiedzieć, że sami sobie kopiemy mogiłę. Szaleńczy pęd za efektywnością, deadline zadań na wieczne „wczoraj” i niepohamowana chęć cięcia kosztów. Choć nikt nie mówi, że powinniśmy teraz wrócić do maszyn do pisania, liczydeł i przekazywania korespondencji za pomocą posłańca na koniu albo słynnego Maratończyka, to zastanawia fakt, czy nie posuwamy się za daleko. A może taka jest dziejowa kolej rozwoju cywilizacji? W końcu w czasach świeżo po wynalezieniu maszyny parowej ludzkość też ze strachem (pomieszanym z fascynacją) patrzyła w stronę rozwoju maszyn.

Sztuczna inteligencja w wyścigu o miejsce na studia

Chińscy naukowcy z firmy Zhunxingyunxue Technology postanowili sprawdzić szanse sztucznej inteligencji w egzaminach na studia. System AI-MATHS bazuje 11 serwerach i super szybkim komputerze i miał rozwiązać zadania, z którymi rokrocznie mierzą się kandydaci na jedną z najlepszych chińskich uczelni. Sztuczna inteligencja podołała temu wymagającemu zadaniu i gdyby to było możliwe… dostałaby się na studia. Osiągnęła wynik 105 punktów na 150. I to w niewiele ponad 20 minut. Dla porównania średnia jaką w zeszłym roku byli w stanie uzyskać chińscy uczniowie, mozolnie przygotowujący się do testów przez wiele miesięcy, wynosi 109 punktów.

To nie pierwszy taki eksperyment w Azji. Na podobny test pokusili się Japończycy. naukowcy z Narodowego Japońskiego Instytutu Informatyki sprawdzili swoje AI o nazwie Todai Robot Project w teście kwalifikacyjnym do Uniwersytetu Tokijskiego. Wynik był jeszcze lepszy niż AI-MATHS. System osiągnął 511 na 950 punktów, podczas gdy średnia kandydatów to 416 punktów.

Sztuczna inteligencja pomaga nam przełamać bariery językowe (Google Translate) czy analizować obrazy, co potrafi już każdy smartfon (i stąd mamy tyle zabawy na Snapchacie). Rzeczywistość powoli przypomina seriale , gdzie uczące się programy komputerowe same handlują na giełdach i piszą coraz bardziej złożone depesze sportowe i finansowe. Czyżbyśmy na piersi wyhodowali sobie konkurencję?

W 2015 roku firma Foxconn zredukowała zatrudnienie ze 110 tys. do 50 tys. Pracowników, właśnie dzięki wykorzystaniu robotów. Azja jest w tej materii prowodyrem. Dlatego też wciąż stanowi niedoścignioną konkurencję jeżeli chodzi o koszt produkcji. Z podanych przez South China Morning Post wynika, że w 2015 roku, 34 tajwańskie fabryki zainwestowały w robotyzację 4 mld juanów (610 milionów dolarów). Sposobem na opóźnienie tego procesu mogłoby być przeniesienie produkcji do rodzimych krajów, by nie zdawać się jedynie na azjatycką specyfikę. Problemem jest koszt. Automatyzacja się zwyczajnie opłaca. Wszyscy znamy słynną „maksymę” grawerowaną na sprzęcie Apple’a. „Designed by Apple in California” oraz „Assembled in China”.

W 2013 roku szef Motoroli zapowiedział, że smartfon Moto X będzie produkowany w USA. Szumne plany przegrały z rzeczywistością ekonomiczną. Z oszacowań wynikało, że godzina pracy amerykańskiego robotnika pracującego przy składaniu Moto X kosztuje około 5 razy więcej, niż jego kolegi z Chin. Kolega z Chin jest też bardziej konkurencyjny, bo wie, że występuje w nierównej walce z robotem. Azjatyckie tygrysy technologiczne poważnie traktują trend automatyzacji i robotyzacji.

Nie trzeba jednak szukać daleko. W 2015 roku w magazynie Amazona pracowało 30 tys. Robotów. Każdy z nich jest wydajniejszy od człowieka. Nie prosi też o przerwę na kanapkę.

Na razie maszyny wykonują mało skomplikowane i monotonne zadania. Są szybkie i tanie. Widok człowieka przy linii produkcyjnej nieuchronnie odchodzi do lamusa. Nowe rozwiązania technologiczne obowiązują już począwszy od planowania produkcji, poprzez jej realizację aż po śledzenie rzeczywistych wyników. Teraz specjalne oprogramowanie podpowiada lokalizację towaru w magazynie i wyznacza najkrótszą drogę (jak GPS!). Wózek widłowy samodzielnie przemieszcza się w magazynie wykonując pracę bez ludzkiej ingerencji, opierając się na instrukcjach wydanych przez oprogramowanie.

Andrzej Morawski wiceprezes zarządu BPSC S.A uspokaja, że na razie trendy na rynku nie wskazują na to, by miejsc pracy ubywało. Automatyzacji sprzyja też demografia. Liczby są jednak jednoznaczne. Według analiz Boston Consulting Group roboty wykonują dzisiaj 10% zadań produkcyjnych, które mogłyby wykonywać. Szacuje się, że do 2025 udział robotów ma wzrosnąć do 25%. Zauważono też korelację między wdrożeniem robotów a konkretnym kosztem ich utrzymania. Firmy mają być bardziej skłonne do zaufania maszynom, gdy koszty ich zakupu i utrzymania stają się o 15% niższe od kosztów zatrudnienia człowieka.

Prawnik, opiekunka i żołnierz?

Nie ma co się łudzić. Zawody niewymagające specjalnych kwalifikacji będą powoli wymierać. W pierwszej kolejności na celowniku są telemarketerzy, urzędnicy niższego szczebla na poczcie i w urzędach, bibliotekarze, księgowi, pracownicy recepcji. Okazuje się jednak, że nie tylko typowo odtwórcze zawody są zagrożone przejęciem obowiązków przez roboty. Choć automatyzacja zwykle kojarzy nam się z hala produkcyjną, roboty sprawdzić się mogą także w mniej oczywistych zawodach.  Przykładowo w Hongkongu i San Francisco działa Cafe X, które zatrudnia roboty jako baristów.

- Automatyzacja pracy jest całkowicie nieunikniona, o ile nasza cywilizacja nie przejdzie jakiejś dużej zapaści z powodu wojny, epidemii, czy katastrofy naturalnej – mówi w rozmowie z Radiem ZET prof. Dariusz Dariusz Jemielniak, ekspert w dziedzinie zarządzania nowymi technologiami Akademii Leona Koźmińskiego. - Co więcej, dotyczyć będzie nie tylko pracy manualnej, jak się często uważa, ale także tzw. "białych kołnierzyków", czyli zawodów biurowych. Szczególnie narażeni są pracownicy branży ubezpieczeniowej, finansowej, ale i prawnicy, czy dziennikarze (choć ci ostatni już obecnie przeżywają dramatyczny kryzys z uwagi na konkurencję amatorską). Samo wprowadzenie w najbliższych latach ciężarówek samobieżnych w USA poskutkuje kilkoma milionami bezrobotnych - bo oprócz ponad trzech milionów kierowców, z tego biznesu utrzymują się też przecież pracownicy moteli, przydrożnych barów, czy stacji benzynowych. Już obecnie Amazon wprowadza całkowicie bezobsługowe sklepy - jeżeli ten model się upowszechni i sprawdzi, pracę stracą także ekspedienci – wymienia profesor zarządzania.

W Kalifornii funkcjonują już w pełni zautomatyzowane punkty wydawania leków. Czy to znaczy, że zawód farmaceuty przejdzie do historii? Roboty odczytują kod kreskowy na recepcie i wydają odpowiednią liczbę pigułek. System jest w fazie testów i kontrolują go specjaliści. Nie słyszy się jednak o pomyłkach maszyn. Wadą z pewnością jest pewna bezosobowość usługi zwłaszcza w tak newralgicznym sektorze jak leki. No i problem z odczytywaniem czasem ciężkiego w rozszyfrowaniu pisma lekarskiego.  

Innowatorzy mają też kiepskie wiadomości dla prawników. Firma Blackstone Discovery opracowała aplikację, która wydajnie analizuje dokumenty procesowe. I to taniej od armii w togach.

Od kilku lat słyszymy też o automatycznych samochodach. W wielu kwestiach górują nad zwykłymi śmiertelnikami. Algorytmy komputerowe pozwalają automatycznym samochodom jeździć po ulicach zgodnie z przepisami ruchu drogowego. Co jednak w wypadku nieprzewidzianego zdarzenia na drodze czy zagrożenia stłuczką. W takiej sytuacji nawet doskonały system staje się bezradny. To może uspokoić na razie kierowców i taksówkarzy. Niewykluczone jednak, że firmy przewozowe z licencją będą miały wkrótce o wiele poważniejsze problemy niż Uber.

Tańszy od człowieka jest robot-astronauta. Nie ma też rodziny, która za nim tęskni i drogich potrzeb, które muszą być zaspokojone w kapsule. Nie będzie mu też przeszkadzała samotność. To mogłoby zrujnować wiele marzeń o podróży w kosmos. Pozostaje jedynie wierzyć, że wycieczki turystyczne staną się bardziej dostępne na każdą kieszeń.

W przyszłości coraz rzadszym widokiem będzie sprzedawca czy kasjer w sklepie. W handlu najbardziej widać zmiany wynikające z automatyzacji i dotyczące naszego życia codziennego. Mamy samoobsługowe kasy, wagi produktów, kody kresowe, które się skanuje. Powoli ludzka ingerencja staje się zbędna.

Nad zastąpieniem żołnierzy robotami zastanawia się też wojsko. Fani Gwiezdnych Wojen z pewnością mają w głowach sceny walk z mieczem świetlnym i wizję imperium, które kontratakuje. Na razie w walkach zbrojnych obserwujemy bezzałogowe samoloty rozpoznawcze i drony. Niewykluczone, że w konfliktach zabraknie ludzi także na polu walki. Oznaczałoby to zredukowanie ofiar śmiertelnych do minimum, co z każdej perspektywy jest dobrym rozwiązaniem. Gorzej, że od czasów II wojny światowej w walkach zbrojnych ginie więcej cywilów. Co więc z odpowiedzialnością robota za spowodowanie czyjejś śmierci (żyjemy w epoce wojen asymetrycznych i zatarcia granic pola walki). To samo pytanie także innych dziedzin, w których pracujące maszyny mogą wywołać poważne szkody, a nawet straty w ludziach. Prawo milczy na razie w tej kwestii.

Z kolei Japończycy wpadli na pomysł robota w roli opiekunki do dziecka., którego zadaniem jest zabawianie maluchów, podczas gdy rodzice są zajęci zakupami. Na razie nie umieją one przewijać pieluchy ani śpiewać skutecznych kołysanek, ale kto wie co czeka nas w przyszłości. Ciekawe tylko, czy rodzice kiedykolwiek zdecydują się zostawić swoje pociechy pod opieką maszyn.

Dziennikarze do odstawki?

Oddzielnym tematem jest praca dziennikarza. W dobie przeciążenia informacjami i samozwańczego dziennikarstwa (wystarczy opcja publikuj bądź nagraj na facebooku) coraz częściej wieszczy się rychły koniec zapotrzebowania na reporterów. Tym bardziej, że ich rola została mocno podkopana przez słowo klucz 2016 roku, a więc fake news. Naukowcy z Uniwersytetu Northwestern opracowali oprogramowanie służące do generowania newsów sportowych. Tylko czekać aż podobny los spotka świeżynki polityczne. Dziennikarze powinni skupić się na interpretowaniu newsów, a nie ich generowaniu.

Kto może się czuć bezpieczny?

- Mówi się, że najtrudniej będzie zastąpić zawody, w których istotą pracy jest relacja i usługa osobista - uważa profesor Jemielniak. - Patrząc na zmierzch zawodu kamerdynera nie jestem taki pewien, ale jednak polecałbym przekwalifikowywanie się na zawody związane z interakcjami z ludźmi. Ponadto, warto rozwijać się intelektualnie, bo praca koncepcyjna prawdopodobnie jeszcze jakiś czas będzie w cenie. Wreszcie, warto podążać za nowinkami technicznymi i starać się rozumieć współczesny świat. Dlatego trzeba np. rozumieć podstawy algorytmiki i stawiać na krytyczne myślenie – radzi ekspert.

W idealistycznych wizjach roztaczanych przez zwolenników automatyzacji i robotyzacji rozciąga się perspektywa krótszego dnia pracy nas – śmiertelników. Więcej czasu dla rodziny, na rozwijanie swoich pasji, może nawet finalne rzucenie wszystkiego i wyjechania w sławetne  Bieszczady. Niestety zamiast redukcji obowiązków, bardziej prawdopodobna staje się wizja gorączkowego przekwalifikowywania się i bycia „na wylocie” w swojej firmie. Tym bardziej, ze najbardziej narażeni na utratę zatrudnienia są ci zarabiający najmniej, na najniższych stanowiskach i pracujący w oparciu o śmieciowe umowy. Ciężko wyobrazić sobie wtedy bezrobocie pod palmami.

Czy parafrazując znany slogan, hasło „cała władza w ręce maszyn” stanie się aktualne? Szacuje się, że w najbliższych latach na rynek europejski wejdzie 2-3 miliony robotów. Choć do ambicji azjatyckich jeszcze nam daleko, to nie załatwia całego problemu. Można się pocieszać faktem, że wciąż to jeszcze człowiek podejmuje ostateczną decyzję, o tym jak wykorzystamy potencjał robotów. Gorzej, że w kapitalizmie liczy się przede wszystkim zysk, a my stajemy się coraz mniej konkurencyjni. Robot nie idzie na L4, nie ma kaca, dziecka w przedszkolu. Czy bycie ludzkim staje się nagle naszą wadą? Niekoniecznie. Nie znamy przecież większości zawodów, które będą dominowały na rynku pracy za 5-10 lat.

RadioZET.pl/KM