"GW": Rząd chce oskładkować "śmieciówki" uczniów i studentów

07.03.2017 14:54

Rząd zamierza oskładkować umowy-zlecenie i umowy o dzieło, na jakich pracują studenci i uczniowie. Wszystko po to, aby uzupełnić braki w zasobach finansowych ZUS-u. Pomysł ten już wzbudził kontrowersje.

Praca

fot. Pixabay

O sprawie możemy przeczytać w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".

Więcej "na rękę"

Obecne prawo zwalnia pracodawcę z konieczności odprowadzania składek ubezpieczeniowych, jeżeli pracownik - zatrudniony w oparciu o umowę-zlecenie bądź umowę o dzieło - ma status uczącego się i nie ukończył jeszcze 26. roku życia.

Zdecydowana większość studentów wybiera więc - jeżeli oczywiście ma możliwość wyboru - taką właśnie formę zatrudnienia, gdyż z uwagi na brak składek mogą liczyć na wyższe pensje netto, a to w niełatwej obecnie sytuacji finansowej wielu młodych ludzi i dość wysokich kosztach życia (zwłaszcza w dużych miastach) wydaje się istotniejsze niż jakiekolwiek zabezpieczenie socjalne.

Dobro studentów czy państwa?

Jak pisze "Wyborcza", Prawo i Sprawiedliwość zamierza jednak ukrócić ten proceder i przygotowuje propozycje zmian w prawodawstwie, na podstawie których każda umowa "śmieciowa" (a więc nie mieszcząca się w definicji "umowy o pracę"), zawarta między pracodawcą a uczniem gimnazjum, szkoły ponadgimnazjalnej bądź studentem uczelni wyższej ma być obłożona składkami.

Rządzący i stojący za nimi specjaliści zapewniają, że przyświeca im pomoc młodym ludziom, których w ramach obecnych przepisów nie tylko czekają w przyszłości groszowe emerytury (i to przyspieszone o 2 lata dzięki - nomen omen - PiS-owskiej reformie emerytalnej sprzed roku), lecz którzy pozbawieni są także prawa do renty lub możliwości uzyskania zadośćuczynienia finansowego z tytułu wypadku doznanego w pracy.

Sprawa ma jednak drugie dno, albowiem dobro młodych pracowników to nie jedyny (i niekoniecznie traktowany jak priorytet) cel tych działań. Chodzi o załatanie dziury w budżecie ZUS-u, któremu - jak czytamy w artykule - "w ciągu pięciu-sześciu lat może zabraknąć na wypłaty emerytur nawet 300 mld zł".

Eksperci: To utrudnienia dla młodych

Koncepcja ta wzbudziła sporo kontrowersji, a wśród niektórych nawet oburzenie. Pytani przez gazetę pracodawcy protestują, eksperci zaś wytykają błędy w myśleniu.

– Młodzi ludzie już dzisiaj mają problemy ze znalezieniem pracy, bo są mało produktywni i nie mają doświadczenia. Powinniśmy więc maksymalnie ułatwiać im zatrudnianie, a nie je utrudniać – tłumaczy Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan", a także członek rady nadzorczej ZUS. I wylicza, że w obliczu zmian legislacyjnych, koszty zatrudnienia uczniów i studentów wzrosną nawet o 40 proc.

Wypełnij PIT-a za darmo i pomóż Fundacji Radia ZET

Zdaniem Łukasza Wacławika, wykładowcy krakowskiej AGH, rządzący niewłaściwie diagnozują problem i szukają oszczędności nie tam, gdzie powinni.

– Oskładkowanie młodych w niczym rządowi nie pomoże. Gdyby władzy rzeczywiście zależało na oszczędnościach, powinna zlikwidować lub ograniczyć przywileje, np. mundurowych. Ale na to nie ma odwagi - twierdzi.

Nawet związkowcy są przeciwni

Co ciekawe, propozycje rządowe spotkały się z daleko idącym sceptycyzmem ze strony środowisk uznawanych za rzeczników osób poszkodowanych - związkowców oraz przedstawicieli samorządów studenckich. Zazwyczaj podnoszą oni w takich sytuacjach argumenty o wykorzystywaniu pracowników i wywieraniu nacisku w celu wymuszenia na nich zgody na gorsze warunki zatrudnienia. Tym razem także stają po stronie młodych, ale utrzymują, że takie zmiany bardziej im zaszkodzą niż pomogą.

– Studenci i uczniowie dorabiają sporadycznie i żeby umożliwić im dalszą możliwość pracy i utrzymania się, nie powinni być obciążani składkami. To pewna forma wsparcia ich przez państwo i dobrze, aby tak zostało - przekonuje w rozmowie z "GW" Marek Lewandowski z "Solidarności".

Julia Sobolewska, przewodnicząca Zarządu Samorządu Studentów Uniwersytetu Warszawskiego, uważa z kolei, że takie modyfikacje prawne utrudnią młodym wejście w dorosłe, samodzielne finansowe życie oraz pogorszą ich pozycję na rynku pracy.

RadioZET.pl/GazetaWyborcza/MP