Uczestnik wycieczki do Egiptu o Magdzie Żuk: Była jakby w innym świecie

12.05.2017 12:57

Rezydent mówił, że jest z nią coś nie tak, że ma z nią kłopot. Prosił, żebyśmy na nią uważali - relacjonuje jeden z turystów uczestniczących w wycieczce do Egiptu, w której brała również udział Magdalena Żuk.

Magda Żuk

fot. Facebook

Rozmowę z uczestnikiem wyjazdu wyemitowało TVN24. Mężczyzna pragnął jednocześnie zachować anonimowość.

Turysta przyznał, że pierwszy raz zetknął się z Magdą już na miejscu, podczas zebrania informacyjnego. Jego zdaniem, zadawała one dość nietypowe pytania, np. o brak korków w wannach (co miało być o tyle dziwne, że nie są one zazwyczaj częścią wyposażenia łazienek w tamtejszych hotelach).

Dziwne zachowanie na recepcji

Dalej przytoczył ich pierwszą i ostatnią bezpośrednio rozmowę, która miała miejsce w okolicach recepcji.

- Następnego dnia byliśmy z żoną w pobliżu recepcji. Podeszła do mnie blondynka [Magdalena Żuk -red.], młodziutka, i zwraca się do mnie w ten sposób: słuchaj, może byśmy zorganizowali spotkanie integracyjne, żeby się lepiej poznać z grupą - wspomina. Mężczyzna odpowiedział, że chętnie je zorganizuje, ale lepiej by było zorganizować takie spotkanie wieczorem po kolacji - mówił mężczyzna. 

- Pani Magda w tym momencie odwróciła się nagle, zaczęła powtarzać: "gdzie jest mój chłopak", wypowiedziała jeszcze kilka słów, których nie zrozumiałem, i szybkim krokiem odeszła - relacjonuje uczestnik wycieczki. - Zdziwiło mnie to trochę, ale uznałem, że widocznie jej chłopak jej zaginął i go szuka, to wszystko - dodał. Zaznacza, że nie znał wtedy historii dziewczyny i nie miał pojęcia, że jej chłopak pozostał w Polsce.

Zaniepokojony rezydent

Uczestnik wycieczki przyznał również, że rezydent uczulił jego i kilka innych osób na zachowanie Magdy. - Powiedział, że "ma z nią kłopot, że jest z nią coś nie tak i bardzo proszę, żebyście na nią uważali".   

- Rezydent mówił, że ma z nią duże problemy, że jej rodzina chce, by on ją jak najszybciej wysłał samolotem do Polski. Niestety, nie było miejsc w samolocie, ani w czwartek, ani w piątek - powiedzial. - Mówił, że nie ma co z nią robić, dzwonił do ambasady, mówił, że nie ma żadnego kontaktu z ambasadą, kilkakrotnie. W pewnym momencie dowiaduje się, że ona zasłabła w pokoju - relacjonował słowa Mahmouda K.

Nie pozwoliła sobie pomóc

Anonimowy turysta przyznaje, że przez kilka dni, od momentu interakcji przy recepcji, nie widział Magdaleny Żuk ani w hotelowej stołówce, ani nigdzie indziej. - Nigdy nie spotkaliśmy pani Magdy, ani ja, ani żona, na żadnym z posiłków. Mam wrażenie, że ona nie jadła. 

Dodał, że jedna z turystek próbowała nawiązać kontakt z Magdą i zaoferować jej pomoc, ale ta odmówiła. - Odpychała, była w innym świecie, coś się z nią złego działo. Lekarz przyszedł ją zbadać, zabrała walkie-talkie ochroniarzowi, pytała, czy oni wierzą w Boga, takie różne rzeczy - opowiadał dziennikarzom.

Ostatni spacer po plaży

Współuczestnik wycieczki do Marsa Alam wspomina ostatni raz, gdy widział dziewczynę:

- Byliśmy na plaży, widzieliśmy jak Magda, bo tak wszyscy na nią mówiliśmy, szła wolnym krokiem, w długich spodniach, bluzce, takim tanecznym, powolnym krokiem, rękoma wykonując taneczne ruchy, schodząc krok po kroku ze schodów, tak jakby tańczyła - mówił w rozmowie z TVN24.

- Nawet ktoś próbował się do niej odezwać, ale ona w ogóle nie reagowała. Zrobiła taką rundę wokół hotelu, jeszcze raz przeszła koło nas, zdejmując bluzkę, zakładając tę bluzkę, taka była jakby w innym świecie - podkreślał.

W niedzielę 30 kwietnia z pozostałymi Polakami biorącymi udział w turnusie spotkał się rezydent. Miał zapłakanym i pełnym emocji głosem oznajmić reszcie turystów, że Magdalena Żuk nie żyje.

Co się wydarzyło w Egipcie?

Magdalena Żuk na początku maja samotnie wybrała się na wycieczkę do Egiptu. Początkowo miała to być niespodzianka dla jej partnera, ale ten posiadał tylko paszport tymczasowy, który nie pozwalał mu upuścić kraju. Na miejscu dziewczyna miała zacząć się dziwnie zachowywać. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia trafiła do szpitala. Kolejnego dnia miała wrócić wcześniej samolotem do Polski, jednak nie weszła na pokład. Miała zginąć po upadku z pierwszego lub drugiego piętra.

Operator wycieczki twierdzi, że mogła popełnić samobójstwo, jednak prokuratura sprawdza zdarzenie pod kątem zabójstwa. Pomagają jej w tym policjanci z Polski i Egiptu. Partner zmarłej kobiety miał z nią kontakt telefoniczny. Jak twierdzi, zaniepokoiło go jej zachowanie i zaplanował jej wcześniejszy powrót do kraju. W tym samym czasie do Egiptu przyjechał jej znajomy, aby zabrać ją do Polski. W szpitalu dowiedział się, że kobieta nie żyje.

RadioZET.pl/TVN24/MP