Stefan Niesiołowski: To nie ten chłopak powinien mieć proces, tylko pani Szydło

22.02.2017 16:42

– Też dałem parę groszy na ten samochód – mówi Stefan Niesiołowski w rozmowie z radiozet.pl w wywiadzie z cyklu „Rozmowy na stronie”. Poseł Unii Europejskich Demokratów odniósł się w ten sposób do zbiórki pieniędzy na seicento dla 21-latka, który brał udział w wypadku kolumny rządowej z premier Beatą Szydło. O pozycji Bartłomieja Misiewicza w MON mówi: – Ktoś powiedział, że Misiewicz jest ptysiem i obraził moje ulubione ciastko.

Stefan Niesiołowski

fot. PAP/EPA

Uczestniczył Pan kiedyś w kolizji kolumny rządowej?

No nie, nie miałem tego szczęścia.

Zawsze podróżował Pan przepisowo z funkcjonariuszami BOR?

Często korzystam z sejmowych aut, ale nigdy nie miałem kolizji, zawsze wszystko było w porządku.

W tej chwili jest to już trzecie czy czwarte zdarzenie, czy wręcz wypadek czołówki rządowej. Wydaje mi się, że wina leży po stronie funkcjonariuszy, a nie tego chłopaka, który został potrącony przez rządowy samochód.

Zachowanie rządu, zwłaszcza pana Błaszczaka, świadczy o tym, że oni są skrajnie nieudolni. Grupa nieudaczników objęła funkcje odpowiedzialne za bezpieczeństwo członków rządu i skutki są na razie opłakane.

Minister Błaszczak twierdzi, że podobne wypadki czy kolizje kolumn rządowych zdarzają się ok. 20 razy w ciągu roku. I nie inaczej było za czasów PO.

Ja takich przypadków nie pamiętam.

Prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu się zdarzyło w grudniu 2014 roku.

No dobrze, ale to jedno zdarzenie i zupełnie inna skala. Tu w ciągu roku mieliśmy kilka takich przypadków.

Ostatnio – jak informuje Wirtualna Polska – kolumna rządowa prezydenta Dudy pędziła pod Żywcem.

Właśnie. Tutaj niektóre przypadki były bardzo poważne. Wypadek prezydenta Komorowskiego to był incydent, a tu mamy zderzenie z drzewem i rozbity pancerny samochód. Jeśli rzeczywiście on jechał 50 km/h, to dlaczego kierowca go nie wyprowadził, tylko uderzył w drzewo?

W tej sprawie pojawia się mnóstwo kłamstw – o przerywanej linii, czasie pracy kierowcy samochodu. Do tego dochodzi ten obrzydliwy list Pani Szydło, który został napisany za późno oraz zachowanie Błaszczaka, który już wydał wyrok, nie pierwszy raz. To wszystko obciążą rząd i obecną ekipę BOR.

Niektórzy pozytywnie odebrali ten list.

Może z mediów narodowych. Jeszcze raz powtórzę: ten list jest obrzydliwy. Jeżeli premier pisze w nim, że ten chłopiec będzie miał uczciwy proces, a przecież nie wiadomo, czy będzie go miał, to raczej Pani Szydło powinna stanąć przed sądem.

Jeśli premier uruchamia całą machinę rządową, bo się wstydzi tego, że lata samolotem RP, wojskową szarą CASĄ, której dobrze nie widać, to jest to nadużycie władzy. To nie ten chłopak powinien mieć proces, tylko Pani Szydło.

A propos CASY. Latanie tym samolotem, w sprawach nie związanych z Ministerstwem Obrony Narodowej, jest zakazane. Możliwe jest tylko na specjalny wniosek do Inspektoratu Sił Powietrznych RP. Według „Rzeczpospolitej” i WP, premier lata tak co tydzień.

To nie była żadna sprawa związana z MON-em, pani premier leciała do domu, do rodziny. Ma do tego święte prawo, ale powinna jechać pociągiem albo samochodem. Tak wielokrotnie robił premier Tusk – do Gdańska jeździł samochodem lub latał rejsowym samolotem

A tu? Dwa samoloty – drugi musi być zapasowy – lecą do Krakowa, potem kolumna rządowa jedzie na lotnisko. Obrzydliwy spektakl, nadużycie władzy, dygnitarski styl życia prowincjonalnej pani, która udaje, że jest premierem.

Internauci nadali tej sprawie zupełnie inny bieg – jako manifestację polityczną zorganizowali zbiórkę pieniędzy na nowe seicento dla tego 21-latka.

Też dałem parę groszy na ten samochód. Przy okazji pozdrawiam tego chłopaka. Niech się nie boi, bo bardzo dużo osób jest po jego stronie. Jakaś cząstka tego samochodu, którym teraz będzie jeździł, będzie moja.

Jeżeli minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak wydaje wyrok, jest sędzią – dobrze, że nie katem – to mamy sprawę polityczną. Ten list premier Szydło nadał tylko rozgłos tej sprawie. Ona występuje w nim jako matka-Polka, a potem w imieniu sądu i prokuratury mówi o procesie i zarzutach. Jej się wydaje, że jest wielką postacią, a tak nie jest.

Jak Pan ocenia zapowiedzi reformy BOR i stworzenie Narodowej Służby Ochrony? Miałaby mieć ona większe uprawniania.

Mamy już media narodowe, narodową telewizję, teraz NSO, która ma nawiązywać do Kedywu. Błazeństwo.

Oni nie wiedzą, czym był Kedyw – to organizacja dywersji Armii Krajowej, która organizowała zamachy głównie na funkcjonariuszy gestapo. Ja bym nie chciał być chroniony przez służby, które specjalizują się w organizacji zamachów na ludzi.

Im się wydaje, że jak PiS nie rządzi, to jest okupacja. Stek bredni.

Dużo się ostatnio działo w Monachium. Doszło m.in. do kolejnego spięcia pomiędzy ministrem Witoldem Waszczykowskim a wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej, Jensem Timmermansem.

Mimo ostrej wymiany zdań, Timmermans zachował klasę – i intelektualną, i polityczną. Waszczykowski nawet siedział z tym wielkim brzuchem jak taki wieloryb na plaży wyrzucony z oceanu i bredził, że w Polsce jest przestrzegane prawo. Oni nawet wstydu nie mają. Jak można tak kłamać. Konstytucja jest łamana ustawicznie, a TK jest narzędziem PiS-u i nie jest w stanie działać. Timmermans zmiażdżył Waszczykowskiego i mam nadzieję, że za tym pójdą wreszcie konkretne działania UE.

To kompromitacja Polski, że na ważnej międzynarodowej konferencji dyskutuje się na temat praworządności w naszym kraju?

Nie pamiętam już, kto to zaczął. To nawet nie było stricte na tej konferencji, tylko na panelu.

Za tę hańbę Polski odpowiada PiS, bo doprowadził do tego, że gramy już nawet nie w drugiej, a w trzeciej europejskiej lidze. Nastąpiła degradacja pozycji Polski.

W Unii nie ma miejsca na dyktaturę, a my niebezpiecznie się do niej zbliżamy. Wstyd mi, że UE musi upominać mój kraj o wprowadzenie demokracji. Ja m.in. o to walczyłem, byłem w więzieniu za to, by Polska była demokratyczna, a teraz demokratyczną być przestała.

Minister Mateusz Morawiecki powiedział ostatnio w wywiadzie dla Deutsche Welle, że „prawo nie jest najważniejsze, ważniejsze są życie ludzkie i bezpieczeństwo”.

Powiedział rzecz idiotyczną, bo te kwestie nie mogą być w konflikcie ze sobą. Rozwinął myśl swojego genialnego ojca – on jest już po 70-ce i nie będę się nad nim specjalnie pastwił, to jego pewnego rodzaju przywilej.

Pan Mateusz Morawiecki uchodzi za geniusza ekonomicznego, którym nie jest, bo wszystkie jego pomysły obracają się przeciwko niemu albo zdychają po drodze.
Prawo ma chronić życie ludzie, a tam, gdzie go nie ma, życie jest zagrożone. Narusza to podstawową zasadę, z której wyrosła cywilizacja łacińska. Wszystkie reguły opierają się na szacunku do prawa.

Kto decyduje o tym, że najważniejsze jest życie ludzkie? Zwykle jakiś dyktator, np. pułkownik Kaddafi, który doszedł do tego, że był głową państwa i szefem opozycji. W tym kierunku wypowiedział się też Kaczyński, który przyznał, że musi zastępować opozycję. Panie Kaczyński, niech Pan nie zastępuje opozycji i nie wprowadza dyktatury w Polsce.

W trakcie debaty nad wotum nieufności dla marszałka Marka Kuchcińskiego Jarosław Kaczyński powiedział: „Nie użyliśmy siły wobec opozycji, chociaż były ku temu powody”.

Powiedział jeszcze gorzej: „jesteśmy panami”. To wystąpienie – w całości zgrabne – zostało zdominowane przez ten zwrot. Jeżeli wychodzi polityk, który – chwilowo – pełni rolę dyktatorka, i wygłasza takie zdanie, to jest to groteskowe. Widziałem Pana Terleckiego, Błaszczaka – jeżeli to są „panowie”, to Boże umiłuj.

Po tym przemówieniu prezes od razu wyszedł.

To już jest zwykłe chamstwo.

Oprócz marszałka Kuchcińskiego, ministra Błaszczaka, czarne chmury zbierają się także nad ministrem Janem Szyszko. Chodzi oczywiście o wycinkę drzew.

Zasadnicze pytanie, jakie powinniśmy postawić w tej sprawie, brzmi: czy to jest korupcja, czy wypadek przy pracy, czy zaplanowana akcja. Tak czy inaczej, każde z tych rozwiązań jest dla PiS-u fatalne i świadczy o tym, że ci ludzie w ogóle nie nadają się do rządzenia.

Uruchomili ustawę, choć byli przed nią ostrzegani, a potem przegłosowali ją na nielegalnym posiedzeniu w Sali Kolumnowej. Teraz mogliby uznać, że wszystkie przegłosowane tam ustawy były nieważne. I tą droga powinni pójść. Powinni dziś ogłosić, że ta ustawa nie obowiązuje, bo jest nielegalna. Oczywiście na to nie ma szans, bo wtedy nie mielibyśmy budżetu.

Ta ustawa robi straszne szkody dla przyrody, czystości środowiska. Las to nie tylko drewno, które można komuś sprzedać czy drzewo, które można wyciąć, by wziąć pieniądze z Unii za łąkę. To jest siedlisko ptaków, owadów, tam zimują płazy, gady, skorupiaki. Pogarda, z jaką PiS odnosi się do ekologii, wynika z nieuctwa. Co się stanie, jak wytniemy jedno czy kilka drzew z kornikami? One istnieją od kilku milionów lat i żadnych lasów nie zniszczyły. Mamy zjawisko balansu – kilka drzew umrze, włączą się do obiegu i w ich miejsce powstaną kolejne.

Niech Pan Szyszko zostawi Puszczę w spokoju, bo ona była przed Panem Szyszko i mam nadzieję, że pozostanie także po nim. Działania pisowskich specjalistów od przyrody są dla niej opłakane.

Szyszko popiera projekt w całej rozciągłości, ale zapowiedział, że jeśli pojawią się protesty społeczne, to nie wyklucza zmian. Takie protesty już są, a autorem jednego z nich jest… Jarosław Kaczyński.

Tak, ale tu się liczy każda godzina. W tej chwili w Polsce pracuje kilkaset czy kilka tysięcy pił i jeśli teraz się tego nie zrobi, to potem może być za późno. Zapowiedź, która nie była realizowana, przyspieszyła masakrę drzew w Polsce.

Jak Pan ocenia pomysł wprowadzenia sieci szpitali?

To jest niebywałe barbarzyństwo. On zakłada likwidację części szpitali, mówi się nawet o 30-40 procentach. 30 procent szpitali mniej oznacza większy tłok na korytarzach i mniej lekarzy. Nie bardzo rozumiem, jak ma to pomóc pacjentom. To tak, jakby likwidacja amunicji czy czołgów miała pomóc armii, która prowadzi wojnę.

Ten pomysł jest dowodem głupoty Pana Radziwiłła, który kompromituje swój życiorys. Pamiętam czasy, gdy obaj byliśmy w opozycji i kolportowaliśmy te same gazety, a teraz on paskudzi ten rozdział.

Mniej szpitali oznacza mniej lekarzy, którzy w części pewnie wyjadą w poszukiwaniu pracy za granicę.

Wątpliwości pojawiają się nawet w rządzie. Sceptyczny jest m.in. Jarosław Gowin.

Niby tak, ale Gowin zawsze jest sceptyczny, ciągle coś kręci, krzywi się, chrząka, szura nogami, a efekt jest taki, że jest wierny Kaczyńskiemu. Nie bardzo wiem, czemu ten przedziwny rodzaj dystansowania się ma służyć.

Ustawa jest idiotyzmem. Zmniejszanie liczby lekarzy i szpitali nie może nikomu pomóc. Może ewentualnie tym lekarzom, którzy zostaną, może oni dostaną lepsze pieniądze.

Minister Macierewicz ostatnimi czasy zestawił agresję Rosji na Gruzję i Ukrainę z katastrofą smoleńską.

Ja tutaj żadnego związku nie widzę. Osetia Południowa już wtedy nie była kontrolowana przez Gruzję. Nie popieram polityki Rosji na Kaukazie, bo ona jest agresywna, ale głupotę popełniła Gruzja, która zaczęła wojnę, a Saakaszwili niepotrzebnie wprowadził wojska, które dość żałośnie potem stamtąd uciekały. Miecz królowej Tamary widocznie zardzewiał, bo nie okazali się wojownikami. Rosja po prostu zajęła tę prowincję, czy mieszkańcy tego chcieli, czy nie.

Myślę, że na Krymie Rosja też wygrałaby referendum, ale różnica jest taka, że przypuściła jawną agresję na Ukrainę. Tam prowincja była odłączona już od Gruzji i to nie Rosja dokonała tego odłączenia.

Rosja napadła na Ukrainę, państwo, które wyparło się broni jądrowej, licząc na gwarancję swojej niepodległości, także przez Rosję i porównywanie tej agresji do wypadku lotniczego, z winy pilotów, którzy byli pod naciskiem, jest dowodem politycznego zacietrzewienia i interpretowania historii na korzyść kłamstwa smoleńskiego.

Gen. Piotr Pytel (były szef SKW) bardzo mocno uderza w Macierewicza. Stwierdził, że „ma sadystyczne zapędy” oraz że „sam nie wierzy w zamach w Smoleńsku, ale wykorzystuje go politycznie”.

A dokładnie, że jest to „narzędzie polityczne”. Szkoda, że generał nie nagrał tej rozmowy z Macierewiczem. Tak to minister zaprzeczy i mamy słowo przeciwko słowu.

Nie odrzucałbym z góry tezy generała Pytla. Macierewicz ma przebłyski inteligencji, to nie jest człowiek nieogarnięty jak Błaszczak czy Jurgiel, którzy tak do końca nawet nie wiedzą gdzie są, co robią i czego ci wszyscy ludzie od nich chcą. Macierewicz jest błyskotliwy, on analizuje rzeczywistość, ale moim zdaniem po prostu kłamie.

Zasadnicze pytanie brzmi, kim jest Macierewicz i myślę, że historycy kiedyś wyjaśnią tę kwestię.

Jeżeli to, co mówi generał Pytel, jest prawdą, to reakcja Macierewicza była słaba. Być może były szef Kontrwywiadu ma jeszcze inne dowody, które przedstawi w sądzie. To kompromituje Macierewicza, bo powiedzenie ludziom, którzy co miesiąc stawiają się na miesięcznicach, że to gra polityczna, byłoby dla nich jak mocny policzek.

Zapytał Pan, kim jest Macierewicz. A kim jest Bartłomiej Misiewicz?

Ktoś powiedział, że ptysiem i obraził moje ulubione ciastko. W przeciwieństwie do kremówek, których nie lubię, ale to nie jest od razu powód, by nie lubić Jana Pawła II.

Nazywają go ptysiem, ale nie bardzo wiem dlaczego. Nie jest słodki, jest obrzydliwy. Ptysie takie nie są, chyba że krem jest zjełczały, ale Misiewicz jest jeszcze młody. Z całą pewnością jest człowiekiem, który nie powinien pełnić żadnej funkcji, tylko skończyć studia, wykształcić się. To jest warunek elementarny. Jak on z twarzą sułtana Brunei, dygnitarza późnego Bizancjum, siada, prezyduje, otwiera, wręcza, nadaje, z taką dość tępą, nieruchomą twarzą, to jest szczególnie ohydny.

Myślę, że pan Misiewicz powinien wrócić do swojej poprzedniej funkcji i dalej być pomocnikiem aptekarza. Powinien wykonywać polecenia aptekarza: „dosyp tu proszku, dolej tu tego”. To jest bardzo ważna społecznie funkcja. W tej roli Misiewicz byłby znakomity i ja go w tym widzę. Funkcje rządowe nie są dla niego. Polityk powinien mieć jedną ważną cechę, czego nie rozumieją Błaszczak, Szydło czy Jurgiel. Polityk nie może być obrzydliwy, a Misiewicz - obok Jackowskiego - jest kwintesencją obrzydliwości.

Podobno to on wręczył dymisję generałowi Pytlowi.

No tak. Żyje odbitym światłem od Macierewicza. Minister wręczył dymisję rękami Misiewicza.

Minister Macierewicz zwrócił się z prośbą do NATO, by sojusz włączył się w sprawę wyjaśnienia okoliczności katastrofy smoleńskiej. Potem jednak wyznał, że niczego takiego nie mówił.

To niesłuchane. Co ja mogę tu powiedzieć? Cała Polska słyszała, jak mówił, że uzyskał zapewnienie od generała Scaparottiego (dowódca sił NATO w Europie – przyp. red.) i ministra obrony narodowej Wielkiej Brytanii Michaela Fallona, że NATO włączy się w tę sprawę, a potem sojusz wydał oświadczenie, że nie mają instrumentów, by badać katastrofy lotnicze. Finalnie Macierewicz wycofał się ze swoich słów.

To jest zakładanie, poniekąd słuszne, że ludzie mają tak słabą pamięć, iż za chwilę zwolennicy PiS-u będą powtarzać, że minister niczego takiego nie powiedział, a pozostali, którzy twierdzą inaczej, będą agentami, ubekami, złodziejami i zwolennikami Putina. Rydzyk to powtórzy i cała ta machina kłamstwa ruszy. W tym obszarze Macierewicz się porusza. W pewnym momencie suma kłamstw sprawi, że społeczeństwo pęknie i powie dość.

Donald Tusk powinien zostać szefem Rady Europejskiej na drugą kadencję? Jak Pan ocenia zwlekanie polskiego rządu z decyzją w tej sprawie?

Kaczyński się wygłupił w rozmowie z kanclerz Merkel. Ona musi się tam nieźle śmiać i chichotać ze swymi doradcami. Ciekaw jestem, jak prezes zabierze się za wysyłanie europejskiego nakazu aresztowania za Tuskiem.

Moim zdaniem Tusk już ma te wybory wygrane i bardzo mu w tym pomógł Kaczyński. Myślę nawet, że uczynił to celowo, bo bardzo boi się powrotu Tuska do kraju. Prędzej czy później go to czeka, o ile wcześniej społeczeństwo nie obali Kaczyńskiego.

W tej sprawie różne są scenariusze. Ja wierzę w to, że społeczeństwo nie wytrzyma nieudolnych rządów i w pewnym momencie ten rząd zmiecie. Jeśli nie, to w dużym stopniu nadzieją opozycji antypisowskiej jest Tusk. On jest na tyle młody, że może poczekać jeszcze te dwa lata.

Jeśli jednak nie wygra, to myślę, że wróci do kraju i stanie na czele opozycji. To jest jego naturalna rola, bo nikt nie ma takiego autorytetu jak Tusk.

Wróci i wystartuje w wyborach prezydenckich?

Nie wiem. Wolałbym, żeby do sprawy odniósł się Tusk, a nie w kółko powtarzał to Schetyna. Nie chcę się wypowiadać, bo skomplikuję sytuację Donalda Tuska, którego uważam za najwybitniejszego polskiego polityka po 1989 roku.

"W 60-letniej historii EWG, a potem Unii Europejskiej nie było takiej sytuacji, żeby kandydat na najwyższe stanowisko w UE, nie prosił o pomoc własnego rządu" – mówi Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący PE. Donald Tusk powinien zabiegać o poparcie w Polsce czy to Polsce powinno zależeć, by Polak wciąż piastował ważne, prestiżowe stanowisko w UE?

Przyjąłem zasadę, że nie atakuję kolegów, z którymi byłem z ZChN-ie. Jeżeli muszę, to tak, ale w tym przypadku daruję sobie.

Oglądał Pan spektakl Teatru Powszechnego „Klątwa”?

Niestety nie oglądałem.

Ale zna Pan opinie na ten temat?

Tak, tylko te opinie są różne. Część osób twierdzi, że to bluźnierczy spektakl kpiący z papieża. Być może tak jest. Inni uważają, że tam jest prowadzona zbiórka pieniędzy na zabicie Jarosława Kaczyńskiego, ktoś mówi, że tego nie ma. To jest zasadnicza różnica. Mam zwyczaj, że niechętnie recenzuję dzieła, których nie widziałem.

Mogę jedynie powiedzieć, że jeśli te sceny faktycznie mają miejsce, to są one drastyczne. Jeżeli zaś zarzuty o bluźnierstwie są prawdziwe, to warto się temu przyjrzeć. Ale jeśli przed Teatrem Powszechnym stoją ludzie, z których część stanowią nieukarani przestępcy, słynący z bicia cudzoziemców, wznoszenia haseł nacjonalistycznych, antydemokratycznych, to ja jestem po stronie tych, którzy są w środku Teatru. Ta sprawa nie jest jednoznaczna.

Poseł PiS Dominik Tarczyński zapowiada skierowanie sprawy do prokuratury.

Jeżeli zapowiada to poseł Tarczyński, wybitny znawca jenotów – mógłby napisać ich monografię, na którą oczekują, chętnie ją zrecenzuję – to ja jestem raczej po stronie tego spektaklu i jestem za tym, by ta sztuka dalej była wystawiana. Nie mam zaufania do sprawności intelektualnej i moralnych kwalifikacji posła Tarczyńskiego, który mówił o Lechu Wałęsie: „zapraszam Cię na solo, bydlaku”. Wolałbym, żeby Pan Tarczyński nie wystawiał moralnych świadectw

Tarczyński, ONR, grupki chuliganów politycznych pod Teatrem świadczą o tym, że ten spektakl raczej powinien być dalej grany. Ale jeszcze raz podkreślę: dobrze by było, żebym przed recenzją obejrzał ten spektakl, a nie wybieram się.

(Rozmowa odbyła się przed decyzją prokuratury o wszczęciu śledztwa z urzędu)

Zmienił Pan zdanie na temat „Ucha Prezesa”?

Widziałem tylko pierwsze trzy odcinki i na ich podstawie wystawiłem krytyczną opinię. Wszyscy zachwycają się, że jest to serial antypisowski, a w gruncie rzeczy jest życzliwy dla Kaczyńskiego. Ja nie znajduje powodów, dla których miałbym być życzliwy dla człowieka, który morduje demokrację w Polsce.

Robert Górski to jest inteligentny człowiek i tło jest świetne. Ci idioci, prezydent, do którego sekretarka zwraca się „Arturze”, lizusowski Błaszczak, który nie wie, że Wisła nie płynie przez Gniezno. W tej sytuacji znowu Kaczyński wychodzi pozytywnie, bo prostuje Mariusza. W tym zestawieniu Błaszczak – Kaczyński, Błaszczak wychodzi na idiotę przy Kaczyńskim. To nie jest tak, że jest mądry człowiek otoczony bandą idiotów, on jest jednym z nich.

Krzysztof Sobczak