Wstrząsająca relacja harcerzy z obozu w Suszku

12.08.2017 19:29

Do Nowej Cerkwi pod Chojnicami dojechały już z Łodzi autokary, które zawiozą do domów uczestników tragicznie zakończonego obozu harcerskiego. W Suszku w wyniku nocnej nawałnicy zginęły dwie nastolatki, których namiot przygniotło drzewo. Grupa 170 osób, głównie dzieci, przez kilka godzin czekała na ewakuację. Z młodymi harcerzami rozmawiał reporter Radia ZET Maciej Bąk. Jak wspominają tragiczną noc? 

Wstrząsająca relacja harcerzy z obozu w Suszku

fot. PAP

Z jednej strony widać, że dla młodych osób było to bardzo wstrząsające przeżycie. Z drugiej strony harcerze chwalą na przykład swoich drużynowych, dzięki którym udało się zapobiec jeszcze większej tragedii. Radek i Tadek w rozmowie z Radiem ZET opowiadają o tym, co działo się dziś w nocy.

- Byliśmy schronieni. Nagle zaczęły padać na nas drzewa. Potem rozpoczęto wyciągać ludzi spod powalonych konarów. Pod drzewami leżeliśmy około półtorej godziny. Na interwencje Straży Pożarnej czekaliśmy sześć godzin - wspominają. 

Po część dzieci samochodami przyjechali już rodzice, inne do domów trafią jeszcze dziś wieczorem. Matka jednego z uczestników obozu przyznaje, że dziećmi po zdarzeniu dobrze się zaopiekowano.

- Dzieci dostały koce i materace. Uważam, że ze strony kadry w trakcie całego zdarzenia nie doszło do żadnych nieprawidłowości - dodaje. 

Krajobraz po nawałnicach. ZOBACZ przerażające zdjęcia: 

RadioZET.pl/mab/DG