Wypadek Szydło. "Rz": Rządowa limuzyna mogła jechać nawet 90 km/h. I nie była ubezpieczona

07.03.2017 10:27

Tuż przed wypadkiem limuzyna z premier Szydło w środku jechała nawet ok. 90km/h, co znacznie przekraczałoby prędkość dozwoloną na tym obszarze - donosi "Rzeczpospolita".

Wypadek

fot. PAP

Wcześniejsze ustalenia głosiły, że prędkość, jaką osiągnął samochód, mieściła się w granicach dozwolonych 50 km/h. Takie informacje podawał również zaraz po wypadku minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak.

Przekroczona prędkość

Według nieoficjalnych informacji, do których dotarł dziennik, biegli zbadali rejestratory prędkości na ul. Powstańców Śląskich w Oświęcimiu, gdzie w lutym doszło do wypadku kolumny rządowej. Badania wykazały, że kierowca wcisnął hamulec w momencie, gdy licznik wskazywał 85 km/h, co oznaczałoby przekroczenie dozwolonej na tym odcinku prędkości o 35 km/h.

– To, że w chwili podjęcia manewru hamowania licznik wskazywał więcej, nie wyklucza faktu, iż samochód przemierzał trasę z dozwoloną prędkością. Podczas wyprzedzania instynktownie dodaje się gazu, by szybciej wykonać manewr – sugeruje informator "Rzeczpospolitej".

Brak ubezpieczenia

Biuro Ochrony Rządu traktuje wyjaśnienie okoliczności tego zdarzenia priorytetowo. Także na płaszczyźnie finansowej, albowiem udowodnienie winy kierowcy seicento, z którym zderzyła się limuzyna, pozwoliłoby pokryć koszty naprawy samochodu z polisy OC Sebastiana K.

Wypełnij PIT-a za darmo i pomóż Fundacji Radia ZET

Okazuje się bowiem, że rządowe Audi A8 nie miało autocasco (AC). Jak czytamy w "Rz", "brak tej polisy w rządowych samochodach to nic nowego – poza bardzo wysokimi opłatami za AC wynika także z zasad, jakie BOR stosuje wobec tych aut". – Są cały czas pod opieką funkcjonariuszy. Istnieje zakaz pozostawienia auta nawet na chwilę. Parkują w pilnie strzeżonych podziemnych garażach BOR – wyjaśnia w rozmowie z gazetą jeden z funkcjonariuszy.

Koszty i niejasności

Audi A8, którym jechała premier Szydło, nadaje się do generalnej naprawy, której koszt szacuje się na 300 tys. złotych. Niestety, z uwagi na niektóre uszkodzenia, auto nie wróci do służby, a raczej zostanie przekazane, np. CBŚP do celów operacyjnych. Kosztowało 2,5 mln złotych.

Przy okazji, "Rzeczpospolita" próbowała dowiedzieć się, z czego wynikają niejasności terminowe w zakresie zakupu dwóch opancerzonych limuzyn (jednej dla szefa rządu, drugiej dla prezydenta). Chodzi o rezerwę finansową 5 mln zł na zakup tych aut. Powstała ona na okoliczność organizacji lipcowych Światowych Dni Młodzieży, ale samochody odebrano dopiero w grudniu. "Taki manewr może być uznany za złamanie dyscypliny finansów publicznych. Ministerstwo Finansów ani resort spraw wewnętrznych i BOR nie wyjaśniły nam w poniedziałek tych niejasności" - czytamy w artykule.

RadioZET.pl/Rzeczpospolita/MP