Donald Trump w Warszawie. Miasteczko namiotowe przed Sądem Najwyższym zlikwidowane

05.07.2017 10:57

Teren przed siedzibą Sądu Najwyższego został uporządkowany na prośbę BOR. Miasteczko namiotowe, w którym prowadzono protest, zostało zlikwidowane przed wizytą prezydenta USA.

Donald Trump w Warszawie. Miasteczko namiotowe przed Sądem Najwyższym zlikwidowane

fot. PAP

Miasteczko namiotowe znajdowało się przed siedzibą Sądu Najwyższego w Warszawie na placu Krasińskich. W czwartek na tym placu, podczas wizyty w Polsce, przemówienie ma wygłosić prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump.

W miasteczku namiotowym od ubiegłego roku prowadzono protest m.in. w obronie Zygmunta Miernika, skazanego za rzucenie tortem w sędzię podczas procesu Czesława Kiszczaka w 2013 r.

Donald Trump w Polsce. Czy jego wizyta coś zmieni?

Gawor dodała, że teren uporządkowały służby miejskie w asyście policji na prośbę Biura Ochrony Rządu. Miasto zapewniło samochody i sprzęt konieczny do uprzątnięcia terenu. Służby miejskie zwróciły się do jednego z organizatorów protestu, byłego posła Adama Słomki, żeby dobrowolnie opuścił teren. Miasto przypomniało mu, że jest na pl. Krasińskich nielegalnie, ponieważ nie ma zarejestrowanego zgromadzenia i musi opuścić teren ze względu na przygotowania do wizyty prezydenta USA Donalda Trumpa.

- Pan Słomka na koniec wszedł na dach jednej z przyczep kempingowych, więc został zdjęty przez policję i wszystko zostało wywiezione - powiedziała Gawor. Zaznaczyła, że również kilka osób, które weszły do przyczepy kempingowej, zostały poproszone przez policję o jej opuszczenie.

- Na miejscu poproszono policjantów o pomoc, gdyby ewentualnie doszło do utrudnień. Biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z zabezpieczeniem ważnego przedsięwzięcia, jakim jest na pl. Krasińskich wystąpienie prezydenta Donalda Trumpa, ta strefa traktowana jest jak strefa, na której nie mogą przebywać żadne osoby, nie mogą przebywać żadne przedmioty, które by utrudniały faktyczną i rzetelną ocenę bezpieczeństwa - powiedział rzecznik komendanta stołecznego policji podkom. Sylwester Marczak.

- Na miejscu byli policjanci, pod koniec działań pojawiły się utrudnienia. Polegały one na tym, że część osób otoczyła jedną z przyczep, a na niej stanął jeden z mężczyzn. Policjantów poproszono o interwencję. Najpierw działania podjął zespół antykonfliktowy, jednak rozmowy nie przyniosły efektów - dodał Marczak.

- W związku z tym policjanci przeprowadzili sześć osób na drugą stronę ulicy. Osoby te potem rozeszły się do domów. Jeżeli chodzi o osobę, która stała na przyczepie, została ona zniesiona z niej przez policjantów - powiedział.

RadioZET.pl/PAP/DG