Tele-windykator to nie dyktator. Sprawdź, jak radzić sobie z nękającymi firmami

19.05.2017 14:52

Uczciwi ludzie powinni spłacać długi, ale ci, którzy o nie się upominają, nie zawsze są wzorem etyki. Co robić, kiedy „tele-komornik” zachowuje się, jakby wszystko było mu wolno i ewidentnie próbuje manipulować rozmówcą?

Tele-windykator to nie dyktator. Sprawdź jak radzić sobie z nękającymi firmami

fot. Pixabay

Panią Magdę z samego rana na równe nogi poderwała wiadomość, którą znalazła w skrzynce listowej. Chodziło o nieopłaconą fakturę za telefon. Problem w tym, że pani Magda rozwiązała umowę z tym usługodawcą tak dawno, że już ledwo pamiętała, że kiedyś była jego klientką. Przy odstępowaniu od umowy nie było też mowy o żadnych długach. Teraz, po kilku latach, dowiedziała się, że w tym czasie jej zadłużenie zmieniło właściciela i należy do firmy windykacyjnej, która chce pieniądze odzyskać i to jak najszybciej.

Próbując ustalić, co się w ogóle dzieje, pani Magda wybrała podany w dokumentach numer telefonu. Chociaż firma bardzo chciała mieć pieniądze pani Magdy, to już nie była tak chętna na rozmowę z dłużniczką. Wybranie numeru windykatora oznaczało kilkadziesiąt sekund słuchania muzyki, a połączenie często zrywało się automatycznie. W końcu, po kilku próbach, wreszcie pani Magda usłyszała w słuchawce głos konsultantki. Zaczęła tłumaczyć, że przecież umowa została zamknięta i od tamtej pory pani Magda zdążyła cztery razy zmienić kalendarz na ścianie. Co na to pani z call-centre?

Komornik zajął Wilczy Szaniec. Legendarną kwaterę Hitlera Dowiedz się więcej Komornik zajął Wilczy Szaniec. Legendarną kwaterę Hitlera

- Ale proszę nie bawić się teraz we wspominki, co pani płaciła. Jest fakt: ma pani dług. Może pani mówić, co chce, ale zapłacić pani musi – stwierdziła oschle pracownica komorniczej infolinii.

Pani Magda postanowiła zachować się uprzejmie i kontynuowała wyjaśnianie, że dług pojawił się w jej życiu nagle i bez ostrzeżenia. Firma jednak stwierdziła, że życie kobiety zna lepiej niż ona. Dowiedziała się, że na pewno dostawała ostrzeżenia, że firma windykacyjna zawsze informuje o długu, a infolinia to tak w ogóle nie służy do pogawędek, po czym zaczęło się coś, co szczególnie zirytowało panią Magdę.

- Czy deklaruje pani uregulowanie długu? – zapytała ostro rozmówczyni.

Komornik wkroczył do Lidla. Chodzi o podróbki lodów Grycan Dowiedz się więcej Komornik wkroczył do Lidla. Chodzi o podróbki lodów Grycan

Pani Magda postanowiła najpierw dowiedzieć się czegoś o firmie, z którą się skontaktuje. Dopytywała się o jej dane i nazwisko pani, która jest po drugiej stronie słuchawki.

- Pani ma dług do spłacenia, a nie plotki do zebrania. Podam pani na końcu, a teraz niech pani powie wreszcie, czy deklaruje pani uregulowanie długu? – rzuciła konsultantka. Tak przebiegła większa część rozmowy. Pani Magda swoje, konsultantka o deklarowaniu. W końcu pani Magda skapitulowała i rzuciła, że zawsze spłaca długi i tak postąpi z tym, po czym zapytała o nazwisko konsultantki. Po tym usłyszała:

- W tej chwili zapisuję, że wpłaci pani tę kwotę dzisiaj przed godziną 18. Czy pani tak rzeczywiście zrobi, to ja wszystko sprawdzę, bo nie sprawia pani wrażenia wiarygodnej – powiedziała jeszcze pani przed rozłączeniem się.

Co się kryło za dziwnym zachowaniem konsultantki, wytłumaczył nam prawnik. Jedynym celem pracownika call-centre było spowodowanie, aby pani Magda uznała dług.

- Firmy dążą do wymuszenia uznania długu. Można to zrobić tak samo pisemnie, jak i ustnie, jeżeli rozmowa jest nagrywana. O tym muszą poinformować na początku rozmowy i zapytać, czy wyrażamy zgodę. Powinni też przedstawić kim są, dlaczego się kontaktują i o jakim długu mówią – mówi dr Mariusz Bidziński ze Szkoły Prawa Uniwersytetu SWPS.

Dlaczego windykatorom tak zależy na tym, żeby dłużnik powiedział „tak”? Ponieważ w rzeczywistości roszczenie wcale nie oznacza, że dłużnik musi cokolwiek płacić.

- Uznanie długu spowoduje przerwanie biegu przedawnienia. W sytuacji, w której nie uregulowaliśmy jakieś należności i mija określony czas, mija okres przedawnienia. Po nim nadal jesteśmy zadłużeni, ale nie można zmusić nas do zapłacenia. W przypadku pozwu sądowego można podnieść zarzut przedawnienia. Chociaż roszczenie nadal istnieje, to nie można go egzekwować – tłumaczy dr Bidziński.

Chociaż w takich sytuacjach zazwyczaj spora część racji leży po stronie wierzyciela, to nie jest równoznaczne, że może traktować dłużnika jak gorszy rodzaj człowieka. Jeżeli rozmowa prowadzona jest w sposób, który sprawia, że czujemy się niekomfortowo, zastosowanie mogą mieć przepisy Kodeksu Karnego, zgodnie z którego art. 190a.

RadioZET.pl/MAAL