Zabójczyni brata Kim Dzong Una myślała, że jest w "ukrytej kamerze"

25.02.2017 17:15

Indonezyjka podejrzewana o zabójstwo Kim Dzong Nama, przyrodniego brata przywódcy Korei Płn. Kim Dzong Una, dostała równowartość 90 dolarów amerykańskich za, jak jej powiedziano, wzięcie udziału w programie typu "ukryta kamera". W sobotę rozmawiali z nią indonezyjscy dyplomaci i usłyszeli z jej ust taką właśnie linię obrony.

Kim Dzong Nam

fot. Twitter/News JS Polska

Przedstawiciele indonezyjskiej ambasady w Kuala Lumpur przez 30 minut rozmawiali na komisariacie policji z 25-letnią podejrzaną Siti Aisjah. Powiedziała im ona, że 30-letni mężczyzna z Korei Północnej zapłacił jej 400 ringgitów (90 dolarów) za wtarcie w twarz Kim Dzong Nama substancji, która miała być olejkiem dla dzieci. Ten "żart" miał zostać nagrany - kobieta była bowiem przekonana, że bierze udział w telewizyjnym show typu "ukryta kamera".

Tymczasem badania wykazały, że w wyniku ataku z 13 lutego, do którego doszło na lotnisku w Kuala Lumpur, Kim Dzong Nam został zabity gazem bojowym VX, bardziej trującej wersji paralityczno-drgawkowego sarinu. Atak został nagrany na kamerach monitoringu. Malezyjska policja podała, że kobiety zostały przeszkolone, aby od razu po ataku udać się do toalety i umyć ręce.

Oprócz tych dwóch podejrzanych, jako osoby mogące mieć związek z zabójstwem policjanci zidentyfikowali także ośmiu obywateli Korei Północnej, w tym attache północnokoreańskiej ambasady w Kuala Lumpur oraz pracownika północnokoreańskich linii Air Koryo. Jeden z mężczyzn już jest w areszcie, a co najmniej czterech uciekło z Malezji i najpewniej znajduje się w Korei Północnej.

Śmierć Nama nie była przypadkowa?

Południowokoreańskie i amerykańskie władze są przekonane, że zabójstwa dokonały dwie agentki wywiadu Korei Północnej. Wywiad Korei Południowej poinformował deputowanych południowokoreańskich, że rozkaz zabicia swego przyrodniego brata wydał Kim Dzong Un i że taką próbę podjęto już w 2012 roku.

Do zabójstwa Kim Dzong Nama doszło w czasie, gdy Kim Dzong Un próbuje umocnić swoją władzę, którą sprawuje od śmierci swego ojca Kim Dzong Ila w 2011 roku oraz gdy na Pjongjang wywierana jest coraz większa presja międzynarodowa w związku z jego programami - nuklearnym i rakietowym.

Kim Dzong Nam, najstarszy syn poprzedniego przywódcy Korei Północnej, Kim Dzong Ila, był niegdyś postrzegany jako jego następca. Wyrażał sprzeciw wobec przekazania władzy Kim Dzong Unowi i dynastycznej kontroli odizolowanego państwa przez swoją rodzinę. Od wielu lat mieszkał za granicą, krążąc między Makau, Pekinem i Hongkongiem.

RadioZET.pl/PAP/MP