Kosowo chce mieć własną armię. NATO i USA przestrzega

08.03.2017 22:30

NATO i USA ostrzegły w środę Prisztinę, że będą ograniczać współpracę z Kosowskimi Siłami Bezpieczeństwa, jeśli rząd będzie realizował plany przekształcenia ich w regularną armię bez wymaganych zmian w konstytucji.

Kosowo chce mieć własną armię. NATO i USA przestrzega

fot. PAP

Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg poinformował, że w rozmowie telefonicznej z przywódcami Kosowa ostrzegł przed "jednostronnymi przeciwskutecznymi działaniami". Zaapelował o utrzymywanie ścisłych kontaktów z Belgradem i przypomniał o poparciu Sojuszu w sprawie utworzenia "profesjonalnych sił wieloetnicznych". Ostrzegł, że jeśli Kosowopójdzie dalej, "NATO będzie musiało dokonać przeglądu poziomu swego zaangażowania, zwłaszcza w zakresie budowy potencjału".

Ambasada USA w Prisztinie wydała oświadczenie, w którym ostrzega: Przyjęcie proponowanego obecnie prawa zmusi nas do ponownej oceny naszej dwustronnej współpracy i trwającej od dawna pomocy Kosowskim Siłom Bezpieczeństwa.

W Kosowie, które proklamowało niepodległość od Serbii w 2008 roku, stacjonują od 1999 roku międzynarodowe siły KFOR, dowodzone przez NATO i liczące obecnie ok. 4,5 tys. żołnierzy. Planom utworzenia w Kosowie sił zbrojnych sprzeciwia się Belgrad, który podkreśla, że byłoby to naruszenie rezolucji 1244 Rady Bezpieczeństwa ONZ, kończącej wojnę w Kosowie, ponieważ tylko KFOR ma "mandat do zapewniania bezpieczeństwa", jeśli chodzi o aspekty militarne.

Wbrew protestom Serbów w 2009 roku powołano Kosowskie Siły Bezpieczeństwa (FSK), które zastąpiły wcześniejszy Korpus Ochrony Kosowa (TMK), złożony głównie z dawnych albańskich partyzantów walczącej z Serbami Wyzwoleńczej Armii Kosowa (UCK), rozwiązanej w 1999 roku. Serbowie obawiali się, że FSK mogą stanowić zagrożenie dla serbskiej mniejszości w Kosowie.

We wtorek prezydent Kosowa Hashim Thaci przekazał parlamentowi projekt ustawy o utworzeniu regularnej armii.

Krok ten został natychmiast potępiony przez przywódców Serbii, która odmawia uznania niepodległości Kosowa. Podkreślili oni, że będą korzystać z wszelkich środków politycznych, by zapobiec utworzeniu regularnych sił zbrojnych w Kosowie.

- Nie ma odwrotu. Kosowskie Siły Bezpieczeństwa będą przekształcone w kosowską armię. To wywołało protesty tylko jednego kraju - Serbii. A w tej chwili jedynym zagrożeniem dla regionu są narastające rosyjskie wpływy, rosyjskie bazy wojskowe w Serbii, rosyjskie MiG-i w Serbii i rosyjskie ćwiczenia wojskowe w Serbii - powiedział Thaci w środę w Radiu Wolna Europa.

Wyposażone w broń lekką FSK składają się obecnie z 2 500 osób. Są szkolone przez NATO i mają za zadanie ochronę cywilów, reagowanie w sytuacjach kryzysu, obronę cywilną.

Według prezydenta Thaciego armia ma liczyć 5 tys. żołnierzy i 3 tys. rezerwistów. Będzie miała na celu obronę suwerenności i terytorialnej integralności Kosowa, jej obywateli oraz mienia i interesów Republiki Kosowo".

Poprawki do konstytucji w sprawie utworzenia armii wymagają zgody mniejszości etnicznych w parlamencie Kosowa. Belgrad poprzez kosowskich Serbów ma wpływ na to, czy dojdzie do zmiany kosowskiej konstytucji. W 120-osobowym parlamencie kosowskim jest 11 serbskich deputowanych; już zapowiedzieli, że zbojkotują sesję, na której odbędzie się głosowanie nad poprawkami do konstytucji sprawie utworzenia regularnej armii kosowskiej.

Wypełnij PIT-a za darmo i pomóż Fundacji Radia ZET

Premier Serbii Aleksandar Vuczić powiedział w środę, że w kwestii planów utworzenia armii przez Kosowo spodziewa się "pomocy i wsparcia ze strony Unii Europejskiej, USA i Rosji". Podkreślił, że plany te są niezgodne z rezolucją ONZ, a nawet z konstytucją Kosowa, której Serbia nie uznaje.

Z kolei Thaci zapowiedział, że Kosowo nie może "koordynować z Serbią" swych własnych spraw i "Belgrad nie może decydować za Kosowo".

RadioZET.pl/KM