Niemcy: Inicjator pomnika polskich ofiar w Berlinie broni projektu przed krytyką

08.12.2017 08:10

Inicjator wzniesienia w Berlinie pomnika ku czci polskich ofiar III Rzeszy, Florian Mausbach podczas dyskusji w muzeum Topografia Terroru bronił w czwartek swego projektu przed zarzutem, że chce upamiętnić tylko etnicznych Polaków, a wyklucza inne narody.

Niemcy: Inicjator pomnika polskich ofiar w Berlinie broni projektu przed krytyką

fot. Wikipedia

- Wymieniamy wszystkie ofiary, zaznaczamy jednak, że oprócz zagłady Żydów, która jest w Niemczech powszechnie znana i jest upamiętniona Pomnikiem Holokaustu, było także sześć milionów ofiar polskich, z których połowa była żydowskimi obywatelami Polski, którzy byli oczywiście też Polakami - powiedział Mausbach.

- Nie różnicujemy ofiar pod względem etnicznym, tylko chcemy zwrócić uwagę na tych, którzy byli dotychczas przemilczani - tłumaczył emerytowany urbanista, który pod wpływem mieszkającego w Polsce syna zaangażował się w budowę pomnika.

- Polska jest szczególnym przypadkiem - podkreślił Mausbach. - Polska była pierwszym narodem przeznaczonym do zagłady, naziści chcieli wymazać ją z mapy Europy - mówił.

Niemiecki historyk Stephan Lehnstaedt na łamach dziennika "Tageszeitung" (TAZ) skrytykował pomysł wzniesienia w Berlinie pomnika poświęconego wyłącznie polskim ofiarom drugiej wojny światowej jako "niewłaściwy sygnał".

Lehnstaedt przyznał, że Niemcy wymordowali podczas wojny ponad pięć milionów Polaków i że niemiecka opinia publiczna wie o tym fakcie "zawstydzająco mało". Jego zdaniem obecny projekt ogranicza się jednak do "etnicznych Polaków", a jego realizacja wpisywałyby się w ścieżkę myślową "narodowo-socjalistycznej ideologii rasowej".

Zamiast pomnika, w Berlinie i w Warszawie powinno powstać niemiecko-polskie muzeum, które mogłoby wytłumaczyć zawiłe problemy historyczne i byłoby "symbolem porozumienia, a nie nacjonalizmu" – konkluduje historyk.

Mausbach krytykowany był także przez innych uczestników dyskusji w muzeum Topografii Terroru.

Peter Jahn, były dyrektor niemiecko-rosyjskiego muzeum Karlshorst, opowiedział się za pomnikiem upamiętniającym wszystkie narody słowiańskie. - Drugą, oprócz Żydów, grupą ofiar mordowanych przez nazistów byli traktowani jak podludzie Słowianie - zaznaczył Jahn. Jego zdaniem nazistom było wszystko jedno, czy ich ofiary były narodowości polskiej, czeskiej czy też należały do któregoś z narodów zamieszkujących Związek Sowiecki.

- Pańska inicjatywa wyklucza inne grupy ofiar - powiedział Jahn zwracając się do Mausbacha.

Uwe Neumaerker - dyrektor Pomnika Holokaustu przyznał, że w społeczeństwie niemieckim istnieje poważny deficyt wiedzy o ofiarach wojny z Europy Wschodniej. "Pomnik nie wypełni tej luki" - zastrzegł historyk. Jego zdaniem na upamiętnienie zasługują też Ukraińcy, Białorusini czy Rosjanie.

Ze swoimi przedmówcami polemizował wicedyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Paweł Ukielski. - Nie mogę zgodzić się z tezą, że Polacy ginęli dlatego, że byli Słowianami - zauważył. Jak zaznaczył, polityka Hitlera wobec różnych grup Słowian była bardzo zróżnicowana.

- Owszem, Polacy byli eksterminowani, owszem obywatele Związku Sowieckiego też, ale dopiero od 1941 roku; okupacja ziem czeskich była natomiast znacznie łagodniejsza niż Polski, a były też narody słowiańskie, które były sojusznikami Hitlera - tłumaczył Ukielski.

Polski uczestnik dyskusji zwrócił uwagę, że Polacy "nigdy nie czuli się Słowianami, nie czuli przynależności do świata słowiańskiego". Ostrzegł, że zakwalifikowanie Polaków do takiej sztucznej kategorii, z którą nie czują się związani ani politycznie, ani kulturowo, mogłoby zostać odebrane jako "dziwactwo czy wręcz potwarz".

Ukielski powiedział, że wysunięta przez Mausbacha propozycja pomnika została przyjęta w Polsce bardzo pozytywnie. Zastrzegł, że na dalszym etapie realizacji, jeżeli do tego dojdzie, należałoby włączyć polskie środowiska, by uniknąć błędów dotyczących formy monumentu czy treści inskrypcji.

Inicjatorzy pomysłu Pomnika upamiętniającego polskie ofiary okupacji niemieckiej w latach 1939–1945 wystosowali 15 listopada apel do Bundestagu i niemieckiego społeczeństwa. Pod apelem podpisało się kilkudziesięciu przedstawicieli polityki, kultury i nauki, w tym byli przewodniczący parlamentu Rita Suessmuth i Wolfgang Thierse.

Monument miałby powstać w centrum stolicy Niemiec, naprzeciwko powstającego ośrodka dokumentacyjnego poświęconego przymusowym wysiedleniom.

Mausbach zaapelował o logistyczne wsparcie dla projektu. - Sam nie będę w stanie poradzić sobie z nawałem pracy - powiedział.

Współorganizatorem dyskusji był Instytut Polski w Berlinie.

RadioZET.pl/PAP/KM