Nigeria: prezydent wyjechał na urlop i nie daje znaku życia

14.02.2017 23:11

Miesiąc temu prezydent Nigerii, Muhammadu Buharim wyjechał z kraju. Powodem miał być zaplanowany urlop. Jednak od blisko 30 dni czołowy polityk nie daje znaku życia. Mieszkańcy zachodzą w głowę, co może powstrzymywać Buharima przed kontaktem z ojczyzną. 

Nigeria: prezydent wyjechał na urlop i nie daje znaku życia

fot. East News

W połowie lutego 74-letni Muhammadu Buharim wybrał się z wizytą do Europy, konkretniej do Londynu. Oprócz urlopu, pobyt w Wielkiej Brytanii miał ułatwić Nigeryjczykowi przeprowadzenie kompleksowych badań lekarskich.

W społeczeństwie szybko rozpowszechniła się plotka, że prezydent chce ukryć przed obywatelami kłopoty ze zdrowiem. Skąd takie podejrzenia? Prezydent nie wrócił do kraju 6 lutego – tak jak zapowiadał – a wysłał list do Parlamentu z prośbą o przedłużenie urlopu. W Nigerii przebąkuje się nawet, że będący w sędziwym wieku prezydent, może cierpieć na jakieś poważne schorzenie.

Napięta sytuacja w kraju

Sam urlop też wydaje się podejrzany. Oprócz kompletnego braku kontaktu, wakacje były przygotowywane w pośpiechu, jakby nie były planowane wcześniej, a wymuszone jakimś konkretnym doświadczeniem życiowym.  Żeby Buharim mógł wylecieć do Londynu, ktoś musiał przejąć jego obowiązki. Z tego powodu wiceprezydent przerwał swój pobyt w Szwajcarii na forum w Davos, wydawał się przy tym dość zaskoczony.

Nigeryjscy lekarze są dodatkowo oburzeni, że głowa państwa bardziej ufa zagranicznej służbie zdrowia, niż rodzimej.

Wiceprezydent stara się uspokoić opinię publiczną i zapewnia, że jest w kontakcie telefonicznym z prezydentem. W stolicy Nigerii doszło w tym czasie do antyrządowych demonstracji. Obywatele czują się zaniedbani przez głowę państwa. W dobie kryzysu, braku rozprawienia się z korupcją (wbrew zapowiedziom wyborczym) oraz szalejącym cenom, obecność najważniejszej osoby państwie jest niezbędna do zaradzenia sytuacji.

W kampanii wyborczej Buharim naprawi gospodarkę, pokona rebeliantów – separatystów z bogatej w ropę Delty Nigru i dżihadystów z Boko Haram z północy. Widziano w nim polityka, który przyczyni się do poprawy stosunków między skonfliktowaną północą i południem kraju (różnice przebiegają w  aspektach religijnych – między muzułmanami i chrześcijanami). Wybuch nowego konfliktu byłby przyczynkiem do destabilizacji kraju. 

RadioZET.pl/TVN24/KM