Wenezuela na krawędzi wojny domowej. Kolejne osoby zginęły

27.07.2017 07:35

W pierwszym dniu 48-godzinnego strajku generalnego, jaki rozpoczął się w środę w Wenezueli, zginęły 2 osoby. Tragiczny bilans starć z policją wzrósł zatem do 105 zabitych. W Caracas zginął 16-latek, a w Eidzie w stanie Merida na zachodzie kraju, 30-letni mężczyzna.

Wenezuela na krawędzi wojny domowej. Kolejne osoby zginęły

fot. PAP/EPA

Strajk generalny przeciwko planom prezydenta kraju Nicolasa Maduro przeprowadzenia w niedzielę wyborów do liczącego 545 członków Zgromadzenia Konstytucyjnego, które mają otworzyć drogę do zmiany konstytucji, został ogłoszony na wniosek opozycji. Rozpoczął się w środę.

Na wielu ulicach wschodnich i południowo-wschodnich dzielnic Caracas mieszkańcy wznieśli w środę rano barykady, ulice były opustoszałe, a wiele kawiarni i sklepów było zamkniętych; widać było też transparenty "Koniec z dyktaturą!". Niemniej komunikacja miejska funkcjonowała.

Do protestu nawoływała opozycja, zjednoczona w Koalicji na rzecz Jedności Demokratycznej (MUD). Oprócz strajku planuje również na piątek wielki marsz w stolicy kraju Caracas, który ma skłonić szefa państwa do wycofania się z projektu zmian legislacyjnych.

Jeden z liderów opozycji Henrique Capriles powiedział, że "Maduro chce odizolować Wenezuelę od demokratycznego świata".

Inny lider Leopoldo Lopez zwrócił się do armii, by nie popierała wyborów do Zgromadzenia Konstytucyjnego. Do pilnowania porządku w niedzielę ma być skierowanych 232 tys. żołnierzy.

"Proszę was, byście nie uczestniczyli w niszczeniu Republiki, w oszustwie konstytucyjnym i represjach" - oświadczył Lopez, założyciel prawicowego ugrupowania Voluntad Popular, w nagraniu wideo udostępnionym na Twitterze.

"Pamiętajcie, że macie poparcie obywateli i konstytucji" - podkreślił opozycjonista, który 8 lipca wyszedł z więzienia i obecnie przebywa w areszcie domowym.

Główne centrale związków zawodowych poparły strajk generalny - jedna z liderek związkowych Marcela Maspero powiedziała o "historycznym strajku, który jest próbą powstrzymania tyranii".

Rząd jednak kontroluje strategiczną branżę naftową i pracowników sektora publicznego, których jest blisko trzy miliony. Dostali oni polecenie ignorowania strajku i udziału w niedzielnym głosowaniu.

Celem zapowiedzianych przez Maduro wyborów do Zgromadzenia Konstytucyjnego ma być zmiana konstytucji i reorganizacja organów władzy. Prezydent, którego kadencja upływa w styczniu 2019 roku, wezwał opozycję, by "szanowała prawo narodu do swobodnego głosowania", i apelował, by powstrzymać się od przemocy.

Antyrządowe protesty trwają w Wenezueli od początku kwietnia. Według ośrodka badawczego Datanalisis ponad 70 proc. Wenezuelczyków sprzeciwia się planom zmian w systemie władzy i samej idei zwołania Konstytuanty.

Zdaniem zwolenników prezydenta dzięki nowej konstytucji uda się doprowadzić w kraju do stabilizacji gospodarczej i pokoju. Jednak opozycja sądzi, że celem działań rządu jest "konsolidacja dyktatury" i reorganizacja organów państwowych bez udziału Zgromadzenia Narodowego; wenezuelski parlament to jedyna kontrolowana obecnie przez opozycję instytucja państwowa.

Wenezuela zmaga się obecnie z największym od dekad kryzysem gospodarczym i politycznym; występują dotkliwe braki nawet najbardziej podstawowych towarów, a inflacja bije światowe rekordy.

RadioZET.pl/PAP/KM