Eksplozje przed autokarem BVB. Policja dronem szukała kolejnych bomb

11.04.2017 21:14

Piłkarze Borussii Dortmund jechali całą drużyną na mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów, gdy nagle przed ich autobusem nastąpiły trzy eksplozje. Ranny został hiszpański obrońca Marc Bartra, który z rozciętą ręką trafił do szpitala. Zgromadzeni na stadionie kibice dostali komunikat, aby nie opuszczać obiektu. Mecz został przełożony na środę na godz. 18.45. Miejscowa policja przy użyciu dronów szukała kolejnych ładunków. - Po ataku wszyscy skuliliśmy się w autobusie. Nie wiedzieliśmy, czy to koniec - relacjonował bramkarz BVB.

Eksplozje przed autokarem BVB. Policja dronem szukała kolejnych bomb

fot. YouTube

- Wybuchy należy brać poważnie. To nie były sylwestrowe fajerwerki - mówił rzecznik policji w Dortmundzie Gunnar Wortmann, dodając, że z najnowszych ustaleń wynika, że ładunki wybuchowe ukryte były w zaroślach przy szosie. Z kolei po godz. 22. agencja DPA powołując się na źródło w policji podała, że nie ma przesłanek wskazujących na zamach terrorystyczny.

Niemiecka policja potwierdziła natychmiast, że doszło do trzech eksplozji. Autokar z piłkarzami Borussii Dortmund został uszkodzony w dwóch miejscach. Marc Bartra z rozciętą ręką trafił do szpitala. - Nie znamy szczegółów. Coś mu się stało w rękę, wygląda na to, że została rozcięta odłamkami szkła - komentował na świeżo Jose Bartra, ojciec rannego piłkarza. W drużynie z Dortmundu gra Polak - Łukasz Piszczek.

- Zawodnicy są bezpieczni. Na stadionie nie ma żadnego zagrożenia. Prosimy zachować spokój.  - Informował klub z Dortmundu na twitterowym koncie. Spotkanie zostało przełożone na środę na godz. 18.45. - Tego typu miejsca jak autokar są bardzo dobrze chronione. Atak terrorystyczny byłby zaskoczeniem o tyle, że służby nie dopilnowały bezpieczeństwa. Czy byłoby to zaskoczeniem, że terroryści podjęli taki atak? Nie. To byłby dla nich wymarzony cel - mówił w TVN24 dr Bogdan Pliszka, ekspert ds. terroryzmu.

- Kibice i dziennikarze zostali profesjonalnie poinformowani o incydencie. Ogłoszono, że mecz odbędzie się jutro. Pełen profesjonalizm, nikt nie panikował. Marc Bartra nie jest bardzo poszkodowany, ma rozcięta rękę. To nie jest nic, co by zagrażało jego życiu ani karierze - relacjonował na antenie TVN24 Michał Pol z "Przeglądu Sportowego", który jest na miejscu.

Do zdarzenia odniósł się też Kamil Glik, który w drużynie AS Monaco miał wziąć udział w meczu - Nie tak to powinno dziś wyglądać... Mam nadzieję, że cała drużyna BVB jest zdrowa i bezpieczna, również Marc Bartra, który lekko ucierpiał. Zdrowia! - napisał na Facebooku polski obrońca.

- Po ataku wszyscy skuliliśmy się w autobusie, kto mógł, położył się na podłodze. Nie wiedzieliśmy, czy to koniec - relacjonował z kolei Roman Buerki, bramkarz Borussii Dortmund.

Agencja DPA poinformowała, że piłkarze Borussii rozjechali się do domów. Nad okolicami hotelu w dzielnicy Hoechsten pojawił się dron, przy pomocy którego policja poszukiwała kolejnych ładunków. Klub BVB poprzez Twittera zapewnił, że wszyscy kibice dostaną zwrot za bilety, a kibice drużyny z Monako mogą liczyć na nocleg.

RadioZET.pl/strz