Orłoś po raz pierwszy szczerze o powodach odejścia z Teleexpressu

Maciej Orłoś po 25 latach pracy w Teleexpressie zrezygnował wraz z końcem sierpnia z pracy w Telewizji Polskiej. Co skłoniło go do tej decyzji? W rozmowie z "Newsweekiem" po raz pierwszy zdradza powody odejścia z programu. Mówi też o Klaudiuszu Pobudzinie. -Muzyk, gra na skrzypcach i robi ludziom kawę - opowiada Orłoś.

Maciej Orłoś do decyzji o odejściu z Teleexpressu dojrzewał od lutego. - To była chyba sprawa Jurka Owsiaka. Gdzieś w okolicy lutego jest podawany bilans Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a Orkiestra zawsze była w Teleexpressie obecna. Tym razem, i mogę sam się też przyznać do błędu, że się za późno zorientowałem, nie było na ten temat ani słowa. Dlaczego? Bo nikt nie zgłosił tematu. To są ci sami ludzie, zespół, mamy do siebie zaufanie. To co się stało? Czy nikt nie zgłosił, bo wiedział, że to będzie zrzucone? Wydawca mi powiedział, że jest zapis na Jurka Owsiaka - mówi  w rozmowie z "Newsweekiem" Maciej Orłoś.

Jak przyznał prezenter, odkąd nadeszła tzw. "dobra zmiana", zarówno manifestacje KOD, jak i awantura wokół Trybunału Konstytucyjnego pokazywane były w Teleexpressie rzetelnie. - Teleexpress był maszyną ufających sobie ludzi. Jeżeli kolega przygotowywał relację z manifestacji KOD-u, to miałem zaufanie, że wybierze odpowiednie obrazki - relacjonuje Orłoś.

Decyzję o odejściu z "Teleexpressu" Orłoś podjął jeszcze zanim Klaudiusz Pobudzin został szefem "Teleexpressu". Jego przyjście zwiastowało zmianę na gorsze. - Nigdy nie było sytuacji, żebym coś czytał pod przymusem. Ale widziałem, że to w taką stronę idzie. Będzie coraz gorzej. Zmiana szefa w „Teleexpressie”, nastąpiła już po mojej decyzji. Ostatecznie podjąłem ją chyba w czerwcu, ale do końca sierpnia obowiązywały pewne sprawy formalne - mówi prezenter. Jak dodaje, coraz więcej osób zaczęło przychodzić z Telewizji Republika i Telewizji Trwam. - Ludzie nie ufają sobie wzajemnie, nie wiadomo, co przy kim można powiedzieć, że to zostanie doniesione. Zaczynamy mówić przyciszonymi głosami, boimy się rozmawiać przez telefon. I to nie są żarty, tylko prawdziwe obawy - wspomina.

- Teleexpress zawsze był zieloną wyspą, a tu trzeba było porzucić złudzenia, że pozostaniemy oazą wolności słowa. Zmiana szefa na wiadomo kogo upewniła mnie, że podjąłem dobrą decyzję - podsumowuje Orłoś.

O Klaudiuszu Pobudzinie mówi: "To komunikatywny człowiek, w dodatku muzyk, gra na skrzypcach i robi ludziom kawę. Ale myślę, że Teleexpress będzie szedł w stronę Wiadomości".

Po zmianach, jakie zaszły w programie, Maciej Orłoś nie ogląda już Teleexpressu. - To jest mój dom i teraz do niego weszli inni ludzie i robią swoje porządki - ocenia.

Obecnie Maciej Orłoś jest związany z Wirtualną Polską.

Radio ZET/Newsweek/MT

Więcej: