Jesienne przesilenie, czyli Konrad Piasecki o obecnej formie rządu

Rządzących dotknął jesienny spadek formy. Od paru tygodni sprawiają wrażenie ogarniętych jakąś słabością, niemocą, niewyraźnością. Co i rusz przytrafia się im jakiś wewnętrzna różnica zdań, z trudem skrywany, a tlący się konflikt czy nieskrywana, a nieszczęśliwa wypowiedź - pisze dla radiozet.pl Konrad Piasecki w felietonie z cyklu „Fabryka władzy”.

Daleki jestem od budowania jakiejś meta-tezy o tym, że „czarny protest” i krok w tył, jaki PiS wykonał pod wpływem społecznych nastrojów i protestów, był cezurą i punktem zwrotnym w dziejach rządów „obozu dobrej zmiany”, ale bez wątpienia, od czasu ulicznych demonstracji rządzący dostali jakiejś dziwnej zadyszki, a impet, z jakim wcześniej meblowali rzeczywistość, zastąpiły objawy niepewności i wewnętrznych rozbieżności. W dodatku, co i rusz, przedstawicielom obozu władzy zdarzają się wypowiedzi, typu tej „widelcowej”, które podgrzewają atmosferę i rozpalają do czerwoności media i „internety”.

Począwszy od tych najświeższych – podawane z trybuny sejmowej, mało (mówiąc delikatnie) precyzyjne informacje o losach Mistrali, sposób załatwienia sprawy Caracali, niezwykłe losy pana Misiewicza, pseudo-sensacje na temat filmu ze Smoleńska, niejasności dotyczące reformy edukacyjnej, dyskusja o podatkach sprawiają wrażenie mocno bezładnych, kakofonicznych, zarządzanych bez planu i pomysłu. Tak jakby silny dotąd ośrodek władzy popuścił cugle i dziś nie za bardzo potrafił je ściągnąć, a ci, którzy zauważyli chwile słabości, postanowili pobrykać sobie z większą swobodą.

Nie sposób nie dostrzec, że palmę pierwszeństwa w dostarczaniu kontrowersji krzepko dzierży w ostatnich dniach szef resortu obrony. Antoni Macierewicz, który w pierwszych miesiącach urzędowania bardzo uważał na słowa i starał się unikać kontrowersji, zaczął poczynać sobie coraz swobodniej. Nawet krytyczne słowa prezesa, na temat jego rzecznika, nie zbiły go z pantałyku. Szef MON mówi dużo, z rosnącą pewnością siebie, sprawiając wrażenie kogoś, kto czuje się coraz silniejszy, nietykalny i miał błogie przekonanie, że może pozwalać sobie na dużo. A nawet na jeszcze więcej, bo i tak nikt nie pomyśli o tym, by go zdymisjonować.

Najbardziej symptomatyczną z tych kakofonii wydaje się jednak ta, która dotyczy podatków. Oto z kancelarii premiera zaczęły dobiegać najpierw ciche i nieoficjalne, potem publiczne i obwieszczane wprost wieści, że rząd spróbuje dokonać ujednolicenia i swoistej „optymalizacji” podatkowej. Biedniejsi mieli by w jej wyniku płacić podatki mniejsze, bogatsi większe, bo tak – jak przekonują przedstawiciele PiS – będzie lepiej i sprawiedliwiej. Tyle, że to przekonanie, które w okolicach kancelarii zaczęło nabierać coraz wyraźniejszych kształtów, wydaje się trafiać na silny opór ze strony tej części rządu, która za zmiany w podatkach powinna odpowiadać – czyli ministerialno-finansowej. Co prawda sam Morawiecki wypowiada się na ten temat z wyrazistością Pytii, ale już jego sojusznik – Jarosław Gowin bez ogródek mówi, że o żadnych podwyżkach podatków mowy nie ma. Ten wielogłos zdaje się potwierdzać wrażenie, że różne ośrodki, zarządzanego dotąd silną ręką obozu władzy zaczynają mieć coraz większe ambicje kreowania polityki i wywierania na nią kluczowego wpływu. A to może wkrótce znów postawić na porządku dziennym pytanie, czy ster rządu i partii nie powinien znaleźć się w jednym ręku. I być może – szukając jakiejś logiki w tym, co się dzieje – o to w tym wszystkim chodzi. 

Konrad Piasecki

Autor jest gospodarzem program „Gość Radia ZET”. Słuchaj i oglądaj na radiozet.pl od poniedziałku do piątku o godzinie 8.02.

Więcej: