„To nie było samobójstwo”. Będzie ponowne śledztwo w głośnej sprawie

Po trzech latach ponownie przeprowadzone ma zostać śledztwo w sprawie śmierci stołecznej działaczki społecznej Jolanty Brzeskiej. Jej spalone zwłoki znaleziono w Lesie Kabackim. Prokuraturze nie udało się ustalić w jakich okolicznościach doszło do jej śmierci.

Ponowienie śledztwa zapowiedział w piątek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.  – Zrobimy wszystko, co jest możliwe, aby ta sprawa została wnikliwie wyjaśniona. To jest naszym obowiązkiem - powiedział. Zapowiedział także śledztwo w sprawie nieprawidłowości przy poprzednim śledztwie.

Jak zaznaczył, śmierć Brzeskiej ma - obok osobistej tragedii jej i jej rodziny - także „wymiar tego, co zrobiono, a w zasadzie wymiar tego, czego nie zrobiono w ramach śledztwa”. Chodzi - jak mówił - o nieprawidłowości, chaos, brak koncepcji, nieprzeprowadzenie wielu dowodów lub badanie ich długo po zdarzeniu, kiedy zacierają się wydarzenia w pamięci świadków.

Zarzucił przyjęcie na wstępie błędnej kwalifikacji czynu, brak planu śledztwa, zaangażowanie w sprawę niedoświadczonych prokuratorów i funkcjonariuszy oraz niedokładne oględziny na miejscu znalezienia zwłok. – Nie naprawimy już tego, że na początku to postępowanie było prowadzone tak, jakby doszło do samobójstwa - powiedział minister. Podkreślił, że „oczywiście to nie było samobójstwo”, a dowody wskazują na okrutne zabójstwo poprzez spalenie ofiary żywcem.

Ciało znaleziono w lesie

Ciało działaczki Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów znaleziono w marcu 2011 r. w Parku Kultury w Powsinie. Śledztwo formalnie dotyczyło nieumyślnego spowodowania śmierci, ale prokuratura badała kilka możliwych wersji, w tym samobójstwa i zabójstwa.

W 2013 r. z powodu niewykrycia sprawców śledztwo zostało umorzone. Jak informowała wówczas Prokuratura Okręgowa w Warszawie, przyczyną śmierci kobiety było podpalenie naftą skutkujące wstrząsem termicznym i rozległymi oparzeniami ciała oraz podtruciem tlenkiem węgla.

W 2013 r. prokuratura informowała, że śledztwo zostaje umorzone w związku z wyczerpaniem się inicjatywy dowodowej i przeprowadzeniem wszelkich możliwych czynności.

Po śmierci kobiety odbywały się, organizowane m.in. przez Komitet Obrony Lokatorów demonstracje przypominające o niewyjaśnionej sprawie. Jak podawały lokalne media, kobiecie groziła eksmisja, ponieważ była winna kilkadziesiąt tysięcy złotych nowemu, prywatnemu właścicielowi kamienicy, który przejął dawniej komunalny budynek.

Radio ZET/PAP/MW

Więcej: