Konrad Piasecki: Sny o potędze

Nie byłoby źle, gdyby rządzący wreszcie zdecydowali, czy opinie świata na temat Polski przeszłej i dzisiejszej mają w głębokim poważaniu, czy też bardzo im na niej zależy. Czy chcą byśmy byli kochani, podziwiani i szanowani czy też kompletnie nie ma to dla nich znaczenia. Bo wygląda na to, że Państwo Polskie będzie jedną ręką sypało kasę na poprawę naszego wizerunku, by drugą pokazywać temuż światu…, no powiedzmy, że coś w rodzaju gestu Kozakiewicza. 

Dobrych parę lat temu rozmawiałem z Wiktorem Jerofiejewem - rosyjskim pisarzem, publicystą, mocno krytycznym wobec putinowskiej rzeczywistości. Opisywał mi stan rosyjskiej, przypatrującej się Polsce, duszy. I tłumaczył, że dla wielu Rosjan Polska jest niczym żona, która odchodzi od męża, tłumacząc, że go nigdy nie kochała, było jej z nim źle i musiała znosić jego humory, ale gdy przychodzi do rozmowy o czasach ich znajomości domaga się, by mąż pamiętał ile dla niego zrobiła, jak była ważna i jak dobrze zapisała się w historii ich związku. Używający soczystego języka Jerofiejew mówił wtedy, że Rosjadzisiaj – jak ten mąż krzyczy do Polski - „Ty k...! Jaką ty rolę grałaś?! Odejdź ode mnie!”.

Coś z tego typu relacji można odnaleźć dziś w stosunkach obozu rządzącego z resztą świata. Obozu, który chciałby jednocześnie budzić w świecie podziw i szacunek, marzyłby, żeby dostrzegano polskie historyczne zasługi (i gotów jest kręcić za grube pieniądze filmy, które będą przekonywać świat jak wielka, piękna i heroiczna były dzieje Polski i Polaków) równocześnie temu światu sugerując, że jest głupawy, podły, złośliwy i jeszcze chce nas na wszystkim oszukać. 

Można oczywiście na każdym kroku sugerować, że Niemcy dybią na biednych Polaków i patrzą jakby tylko ich oskubać, zabrać ziemię i upokorzyć w Europie. Wkurzyć Francuzów sposobem rozegrania sprawy Caracali i jeszcze wbić im widelec w oko? Czemu nie? Popodkpiwać z Amerykanów, że mają młodziutka demokrację i kudy im tam do naszych wolnościowych zasług Polaków? Pewnie! Sugerować, że Unia nas gnębi, próbuje upokorzyć, a w ogóle to się sypie, a szefa jej Rady należałoby posadzić na ławie oskarżonych? Oczywiście to też można. Tylko pytanie - co ma za tym pójść? Większa sympatia? Nie liczyłbym na to z powodów oczywistych. Większy szacunek? W Europie owszem wygrywają mocni gracze, ale i gracze, którzy potrafią trzymać język i emocje na wodzy. Strach? No bez żartów, jeszcze nie jesteśmy potęgą, bez której Unia nie wyobraża sobie dalszego funkcjonowania. W tej polityce brakuje mi odpowiedzi na jedno fundamentalne pytanie – jaką korzyść wyniesiemy z tego, że będzie się nas traktować jak niesforne dziecię, które nie potrafi dostosować się do reguł savoir vivre’u, a jednocześnie chce być kochane i docenianie. 

Wygląda na to, że Polska w erze rządów PiS będzie się napinać, prężyć, napompowywać i nadmuchiwać. Będzie protestować, pozywać, pokrzykiwać i udowadniać, że była herosem, zbawcą, przedmurzem i opoką, że się broniła, brała ciosy na własną pierś i nie wpuszczała barbarii w trzewia Europy. Będzie też snuła marzenia o kręceniu na ten temat filmów i zatrudnianiu do nich całych zastępów Szpilbergów, Gibsonów, Kruzów, Afleków i Denirów. Ale wszystko to zda się na funt kłaków, jeśli nie będzie temu towarzyszyć spójna, sensowna, przemyślana, mądrze realizowana i dobrze wyważona polityka wewnętrzna i zagraniczna. Polityka, która buduje pozycję kraju nie na tromtadracji, gafach, mało rozsądnych wypowiedziach i tupaniu nóżkami, a na solidnej gospodarce, długofalowej strategii i – owszem - kuksańcach – gdy trzeba je wymierzać, ale i miłych, gładkich uśmiechach, gdy wchodzi się na salony. „Zwyciężają ci, którzy wiedzą, kiedy walczyć, a kiedy nie. Kto się wspina na palce, nie stoi pewnie” napisał przed wiekami Sun Tzu. Warto go czasem poczytać. I posłuchać.  

Konrad Piasecki

Więcej: