Boni o uderzeniu Korwin-Mikkego: Było mocne i bolesne

Przed stołecznym sądem rejonowym rozpoczął się proces europosła Janusza Korwin-Mikkego za spoliczkowanie innego europosła Michała Boniego. Na kolejny termin sąd wezwał na rozprawę innych europosłów - świadków tego zdarzenia.

Prokurator odczytał akt oskarżenia, Korwin-Mikke przed sądem nie przyznał się do zarzucanego czynu. - Spoliczkowanie nie jest przestępstwem, tylko czynnością dehonorującą człowieka - wskazywał w odczytanych przez sędzię wyjaśnieniach, które złożył w prokuraturze.

- Gdybym jakimś cudem nie sięgnął jego twarzy (Boniego - przyp. red.), też byłby on spoliczkowany, bo to jest czynność symboliczna - mówił przed sądem Korwin-Mikke.

Boni, który jest oskarżycielem posiłkowym, powiedział zaś przed sądem, że "istotą norm i reguł współżycia społecznego są zasady, które znajdują swój wyraz także w przepisach prawa". - Godność każdej osoby jest ważna, a naruszanie sfery prywatności i cielesności poprzez uderzenie jest niedopuszczalne - dodał.

- Było to w miarę mocne uderzenie, bolesne, ja je czułem przez jakiś czas - zeznał Boni.

Do incydentu doszło w lipcu 2014 r., podczas zorganizowanego przez MSZ spotkania polskich europosłów. Korwin-Mikke mówił potem, że spoliczkował Boniego, bo tak mu obiecał. - Kiedy w czasie debaty w sprawie uchwały lustracyjnej (w 1992 r.) Boni wypierał się, że był agentem SB i wyzywał mnie od idiotów, dałem mu słowo i go dotrzymałem. Przyznał się potem, że był agentem, od początku miałem rację - mówił Korwin-Mikke.

28 maja 1992 r. 73-letni dziś Korwin-Mikke jako poseł na Sejm był inicjatorem tzw. uchwały lustracyjnej, w wyniku której powstała "lista Macierewicza" (gdzie jako tajny współpracownik SB figurował Boni). W wyniku m.in. realizacji tej uchwały 4 czerwca 1992 r. Sejm odwołał rząd Jana Olszewskiego.

W październiku 2007 r. Boni - gdy dostał propozycję wejścia do rządu Donalda Tuska - ujawnił, że w 1985 r. podpisał pod wpływem szantażu deklarację współpracy z SB, choć nigdy jej nie podjął. Po incydencie na spotkaniu Boni napisał na portalu społecznościowym: - Powiedziałem "dzień dobry" posłowi Korwin-Mikkemu, uderzył mnie w twarz. To nie jest normalne!!. Zaznaczył też, że za różne rzeczy już przepraszał. - Z pokorą przyjmuję ataki! Ale jest granica! - podkreślił.

Zawiadomienie w całej sprawie złożyło MSZ. Prokuratura uznała, że doszło do naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego i wystąpiła do PE o uchylenie immunitetu Korwin-Mikkemu. W maju 2015 r. Parlament Europejski uchylił mu immunitet. Korwin-Mikke mówił wtedy, że sam za tym głosował, ponieważ "chce z zainteresowaniem śledzić, jak prokuratura będzie zajmowała się tą sprawą". On sam uznaje ją za honorową. Pytany, czy nie żałuje swojego czynu, odparł: - Ależ skąd! Po raz drugi bym mu dołożył.

W czerwcu 2015 r. prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia. Prokuratura wskazywała wówczas, że z materiału dowodowego wynika, iż cel spotkania polskich posłów do PE pozostawał "w bezpośrednim związku" ze sprawowaniem mandatu. Uznała więc, że do naruszenia nietykalności doszło podczas pełnienia obowiązków służbowych przez pokrzywdzonego.

Obrona Korwin-Mikkego wskazywała natomiast, że taka kwalifikacja nie ma racji bytu, bo spotkanie europosłów, gdy doszło do incydentu, nie miało związku z wykonywaniem funkcji europosła.

Pełnomocnik reprezentujący w sprawie Boniego, mec. Piotr Schramm wskazał w piątek, że istnieją "pewne organizacje, gdzie sprawiedliwość wymierza się we własnym zakresie, nie angażując do tego wymiaru sprawiedliwości, ale taką organizacją nie jest Parlament Europejski".

- W sprawach honorowych nie występuje się do sądu, nie zawraca się sądowi głowy sprawami prywatnymi - mówił natomiast Korwin-Mikke.

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia wyznaczył kolejne terminy rozpraw na 26 i 28 października. Na rozprawy te wezwani zostali świadkowie zdarzenia - pracownicy MSZ oraz, na pierwszy z tych terminów, europosłowie: Jerzy Buzek, Janusz Lewandowski, Tadeusz Zwiefka i Jan Olbrycht.

Art. 222 Kodeksu karnego stanowi: "Kto narusza nietykalność cielesną funkcjonariusza publicznego lub osoby do pomocy mu przybranej podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3". Czyn taki jest ścigany z urzędu przez prokuraturę.

Radio ZET/PAP/MS

Więcej: