40-latek wszedł do przedszkola i nie chciał wyjść. Potrzebna interwencja policji

Tajemniczy 40-latek wszedł na teren jednego z warszawskich przedszkoli. Najpierw obserwował dzieci przez szybę, potem wszedł do szatni i przez godzinę nie chciał wyjść. Okazało się, że był obywatelem Mołdawii. Potrzebna była interwencja policji, która jednak nie stwierdziła podstaw do zatrzymania. 

Incydent miał miejsce w przedszkolu na warszawskich Bielanach. Pisało o nim TVN Warszawa, powołując się na informację od jednego z rodziców dzieci uczęszczających do placówki. 

Tajemniczy "gość" nie chciał opuścić budynku

Tajemniczy mężczyzna najpierw przyglądał się dzieciom przez szybę budynku, a następnie wszedł do środka i usiadł w szatni. Wzbudził niepokój personelu, którego członkowie próbowali go wyprosić. On jednak nie reagował na prośby, awanturując się i strasząc dzieci.

Problemy komunikacyjne wynikały również z faktu, iż mężczyzna nie znał polskiego ani angielskiego, a jedynie rosyjski. Tym językiem władał jeden z opiekunów , który rozpoczął z nim pertraktacje, próbując nakłonić go do opuszczenia placówki. Obcokrajowiec jednak nadal odmawiał. 

Interwencja policji, brak zatrzymania

Dyrekcja wezwała więc policję i dopiero interwencja funkcjonariuszy sprawiła, że mężczyzna opuścił przedszkole. Policjanci spisali dane 40-latka i pozwolili mu się oddalić. Po wylegitymowaniu, okazało się, że ma 40 lat i jest obywatelem Mołdawii. Służby nie zdecydowały się jednak na zatrzymanie mężczyzny, gdyż nie znaleźli ku temu podstaw. Nie wiadomo więc, jakie były powody, dla których cudzoziemiec wtargnął na teren przedszkola. 

Dyrekcja przedszkola nie chce komentować sprawy. Policja twierdzi, że nie było podstaw, żeby zabrać Mołdawianina na komendę, ponieważ dobrowolnie opuścił przedszkole na prośbę policjantów, ponadto do funkcjonariuszy nie wpłynęło oficjalne zawiadomienie od przedstawicieli placówki.

Radio ZET/TVN Warszawa/MP

Więcej: