„To ma być most, nie mur”. „Wołyń” na festiwalu w Gdyni

Ten film pokazuje do czego zdolny jest człowiek, jeśli wyposaży się go w odpowiednia ideologię i da przyzwolenie na zabijanie – powiedział reżyser filmu „Wołyń” Wojciech Smarzowski. Jego dzieło w piątek zostało pokazane na Festiwalu Filmowym w Gdyni.

Zainteresowanie było ogromne i organizatorzy musieli zaplanować dodatkowy pokaz.

Jak powiedział w rozmowie z Radiem ZET Wojciech Smarzowski, jego film „ma być mostem, a nie murem” w polsko-ukraińskich relacjach. – Dzikość nie idzie ze Wschodu, tylko idzie z człowieka. Jest wyraźnie pokazane, że jest to film przeciwko skrajnemu nacjonalizmowi, a nie Ukraińcom – podkreślił twórca.

Opowiedziana w „Wołyniu” historia zaczyna się w 1939 roku w wiosce na Wołyniu. Główna bohaterka to młoda Zosia, która jest zakochana w swoim rówieśniku Ukraińcu. Z woli ojca ma jednak wyjść za bogatego Polaka. Wszystko zmienia wybuch drugiej wojny światowej, okupacja i nabierający na sile ukraiński nacjonalizm. Zaczyna się piekło, które odsłania najgorsze strony ludzkiej duszy.

Główną rolę zagrała debiutantka Michalina Łabacz. Film trafi do kin 7 października.

„Wołyń” to jedna z 16 produkcji, które walczą o Złote Lwy. Zwycięzcę poznamy w sobotę wieczorem.

Radio ZET/LP/MW

Więcej: