Anita Włodarczyk o zdyskwalifikowanej rywalce: Okradła mnie

Anita Włodarczyk została mistrzynią olimpijską w rzucie młotem z 2012 roku, po tym jak zdyskwalifikowano Tatianę Łysenko. - Okradła mnie - mówi o rywalce Polka.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Zawodniczka warszawskiej Skry we wtorek wieczorem dostała informację, że Łysenko (obecnie po mężu Biełoborodowa) została pozbawiona złotego medalu igrzysk w Londynie. Cztery lata temu w stolicy Wielkiej Brytanii Włodarczyk przegrała tylko z Rosjanką, co oznacza, że to ona zostanie uznana mistrzynią olimpijską.

- Nie jestem zaskoczona takim obrotem spraw. Już na przełomie maja i czerwca zadzwonił do mojego menedżera rosyjski agent sportowy i powiedział, że w mediach pojawiają się informacje o zażywaniu przez Tatianę niedozwolonych środków. Tak naprawdę od tego momentu czekałam tylko na potwierdzenie” –- przyznała rekordzistka globu.

Włodarczyk od dwóch lat zdominowała rzut młotem. W sierpniu wywalczyła w Rio de Janeiro złoty medal olimpijski. Rok wcześniej została w Pekinie mistrzynią świata. Jest także rekordzistką globu.

- Teraz znowu przeszłam do historii, bo nie wiem, czy komuś udało się w ciągu dwóch miesięcy wywalczyć dwa złote medale olimpijskie” -– śmiała się w rozmowie z PAP.

Podopieczna Krzysztofa Kaliszewskiego już w 2012 roku podejrzewała, że Łysenko może brać niedozwolone środki. Rosjanka nie tylko triumfowała w Londynie, ale zdobyła złoto także rok później w mistrzostwach świata w Moskwie.

- W obu przypadkach scenariusz był tak sam. Tatiana dwa miesiące przed główną imprezą ogłaszała, że jest kontuzjowana i znikała. Gdzie? Tego nie wiem. Potem przyjeżdżała na zawody docelowe i… rzucała parę metrów dalej. Parę tygodni później startowała w Warszawie w Memoriale Kamili Skolimowskiej i już takich wyników nie robiła” –- opowiadała Włodarczyk.

31-letnia lekkoatletka uważa, że doping u Łysenko został wykryty wcześniej, ale sprawę zatuszowano.

- Wydaje mi się, że niektóre osoby wiedziały o tym, że Tatiana bierze niedozwolone środki. Pewności oczywiście nie mam. Po igrzyskach w Londynie myślała, że się udało i rok później zrobiła to samo” –- dodała.

Włodarczyk jest zadowolona, że sprawiedliwości stała się zadość, ale żałuje, że stało się to dopiero po czterech latach.

- Śmiało mogę powiedzieć, że Łysenko mnie okradła. To, co zrobiła, jest oszustwem” –- powiedziała wprost urodzona w Rawiczu zawodniczka.

Radio ZET/PAP/AN

Więcej: