Paweł Zarzeczny: Borussia - Legia, czyli Europa dwóch prędkości

Bramki strzelone na wyjeździe liczą się podwójnie - tak mnie uczono w dzieciństwie. Zatem gdybym nadal był pacholęciem, wierzyłbym, że zremisowaliśmy w Dortmundzie 8:8. Niestety, podrosłem...

Dostaliśmy przesławne lanie, które zresztą każdy przeczuwał. To była Europa dwóch prędkości. Aha, no i mieliśmy bramkarza, który wpuszczał wszystko. I gdyby założyć mu fartuch kowalski, taki od szyi do stóp, nie puszczałby szmat między nogami...

Z tymi bramkarzami jest odwieczny problem - ze szkoły każdy wie, że między tornistrami stawia się największego łamagę, i zdaje się, że Legia trzyma się tej zasady. Ale na pociechę, by nie było tak, iż się znęcam - nie pierwszy to przykład klęski legionisty (wiecie że jej piłkarz Kazio Górski zagrał raz w reprezentacji w napadzie i... przegrał 0:8 z amatorami z Danii?). Ale coś bardziej pasującego: był gość, który też w barwach Legii, wpuścił cztery szmaty jakimś dziadom z Bukaresztu. Oczywiście wywalono go z klubu natychmiast. Od razu!

I był to Jan Tomaszewski. Dwa lata później był już najlepszym bramkarzem świata. Jako ŁKS... Oj, ostatni będą pierwszymi!

Zatem wszystko zdarzyć się może, choć pamiętliwi będą wypominać zawsze. Wspaniałą historię na ten temat znajdziecie w biografii George'a Besta, futbolowego geniusza. Otóż razu pewnego Szkocja przegrała z Anglią 0:9. Bramkarz, prześladowany przez kibiców i media wyprowadził się aż do Australii, na koniec świata.

I spotyka go, po 25 latach właśnie Best. Tamten pyta:
- Myślisz, że mógłbym już wrócić?
- Chyba jeszcze nie, Frank, chyba jeszcze nie...

Coś jest na rzeczy. Bywają zbrodnie nieprzedawnione. Na kibicach.

Paweł Zarzeczny

Więcej: