Ekstraklasa: Lechia Gdańsk wygrała z Zagłębiem Lubin

Lechia w pierwszej połowie była zdecydowanie lepszym zespołem, co udokumentowała dwoma golami. Po przerwie Zagłębie rzuciło się do odrabiania strat, ale zdołało zdobyć tylko jedną bramkę. Gdańszczanie po wygranej w Lubinie awansowali na pierwsze miejsce w tabeli ekstraklasy.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Lechia dominowała na boisku od początku spotkania i już po pięciu minutach udokumentowała to golem. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Rafała Wolskiego najwyżej w polu karnym wyskoczył Rafał Janicki i strzałem głową nie dał szans Martinowi Polackowi.

Po szybkim zdobyciu gola goście wcale nie zamierzali się cofnąć do obrony i szukać szans w kontratakach, ale dalej nacierali i prowadzili grę. Trener Zagłębia Piotr Stokowiec swoim podopiecznym pokazywał, aby podeszli śmielej z pressingiem, ale zawodnicy Lechii świetnie sobie z naciskami rywali radzili. Wychodzili na pozycje, szybko wymieniali podania i długimi okresami gospodarze tylko biegali za piłką.

Drugiego gola dla Lechii mógł zdobyć Wolski, ale uderzając zza pola karnego trafił w poprzeczkę. Kilka minut później było już jednak 0:2. Po świetnej koronkowej akcji sam w polu karnym znalazł się Grzegorz Kuświk i pewnym strzałem trafił do siatki.

Po kilku chwilach mogło być już 0:3. Po dośrodkowaniu Wolskiego głową strzelał Milos Krasic, ale Polacek wykazał się świetnym refleksem i zdołał przenieść piłkę nad poprzeczką. Później jeszcze gola mógł zdobyć Sławomir Peszko, lecz zmierzającą do bramki piłkę z linii bramkowej wybił Jarosław Jach.

Trener Stokowiec nie czekał na przerwę i jeszcze w pierwszej połowie posłał na boisko drugiego napastnika Martina Nespora. Od tego momentu lubinianie też zaczęli stwarzać sobie sytuacje, lecz Vanja Milinkovic-Savic zachował czyste konto.

Po czterech minutach drugiej połowy bramkarz gości musiał w końcu sięgnąć do siatki. Po dośrodkowaniu Jakuba Tosika Milinkovic-Savic zdołał obronić strzał Michala Papadopulosa, ale do odbitej piłki pierwszy dopadł Nespor i było już tylko 1:2.

Szybko zdobyty gol uskrzydlił Zagłębie, które uzyskało przewagę i zepchnęło rywali do obrony. Lubinianie zaczęli grać dokładniej, ale również szybciej i obrona gości znalazła się w opałach. Bramkę na 2:2 mógł zdobyć Nespor, a przede wszystkim Łukasz Piątek, który strzelał z pola karnego i fatalnie spudłował.

Lechia przetrzymała napór rywali i ponownie zaczęła kontrolować wydarzenia na boisku. Gdańszczanie co prawda nie przeważali jak w pierwszej połowie, ale oddalili grę od własnego pola karnego. Trener Stokowiec do końca walczył o remis, posłał na boisko wracającego po kontuzji Filipa Starzyńskiego, za obrońcę Sebastiana Maderę wstawił napastnika Adama Biksę, ale lubinianie nie zdołali doprowadzić do remisu.

Zamiast zdobyć gola w końcówce stracili za to Tosika, który za drugą żółtą kartkę musiał opuścić boisko.

Radio ZET/PAP/AN

Więcej: