Ekstraklasa: Pewne zwycięstwo Lecha Poznań, dwa gole Robaka

Lech Poznań pokonał Śląsk Wrocław 3:0 w meczu 16. kolejki Ekstraklasy. Dla "Kolejorza" było to trzecie zwycięstwo z rzędu, co pozwoliło mu na awans na piąte miejsce w tabeli. W trzech ostatnich meczach drużyna Nenada Bjelicy zdobyła 10 bramek, nie tracąc żadnej. Przeciwko Śląskowi dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Marcin Robak, który z 10 golami objął samodzielne prowadzenie w klasyfikacji najlepszych strzelców.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Wrocławianie, którzy w ostatnich czterech meczach zdobyli 10 punktów mieli prawo myśleć, że w Poznaniu dopiszą kolejne "oczka". Tyle, że od pierwszego gwizdka sędziego Jarosława Musiała dali się gospodarzom zepchnąć do obrony. Aktywny od początku spotkania Radosław Majewski w 7. min kąśliwie uderzył na bramkę Lubosa Kamenara, ale minimalnie obok słupka.

Krótko po tej akcji arbiter musiał przerwać grę na dwie minuty, bowiem stadion wypełnił dym z rac, które odpalili kibice Śląska.

Poznaniacy dopięli swego w 16. min. Obrońcy gości nie upilnowali Darko Jevticia, który z łatwością ograł obrońcę Śląska i sprytnie posłał piłkę obok wychodzącego bramkarza.

Utracony gol trochę przebudził podopiecznych Mariusza Rumaka, ale ich nieco chaotyczne ataki nie stanowiły większego zagrożenia. Defensywa "Kolejorza" nie stanowiła jednak monolitu, bowiem lechitom zdarzały się błędy w kryciu, łatwe straty piłki przed polem karne. Rywale nie potrafili jednak tego wykorzystać.

Bliski wyrównania był Ryota Morioka, który z bliska główkował w środek bramki, dokładnie tam, gdzie stał Matus Putnocky. Chwilę później znów było groźnie pod bramką Lecha. Najpierw w piłkę nie trafił Kamil Biliński i tym samym zmylił stojącego obok Alvarinho, który nie spodziewał się, że może ona trafić do niego. W doliczonym czasie pierwszej odsłony znów Majewski miał dogodną okazję, ale strzelił prosto w Kamenara.

Początek drugiej połowy był dość wyrównany. Piłkarze z Dolnego Śląska atakowali z większym rozmachem niz przed przerwą, ale też nie potrafili stworzyć klarownej sytuacji.

W 62. min Bjelica desygnował do gry Robaka, który zastąpił Dawida Kownackiego. To był strzał w dziesiątkę chorwackiego szkoleniowca. Snajper "Kolejorza" już cztery minuty po wejściu na boisku pokonał Kamenara. Fatalnie zachował się w tej sytuacji Piotr Celeban, który "na radar" krył napastnika Lecha, pozwalając mu na oddanie strzału z z 16 metrów.

Potem nastąpił najlepszy okres wrocławian w całym spotkaniu. Putnocky'ego uratował słupek po strzale głową Mariusza Idzika, a potem Słowak z niemałym trudem obronił strzał Sito Riery. Świetnej okazji nie wykorzystał też Adam Kokoszka.

Gospodarze nie pozostawiali dłużni, bo większe zaangażowanie Śląska w akcje ofensywne sprawiło, że mieli więcej swobody pod bramką rywala. Po zagraniu Majewskiego, Lasza Dwali zagrał ręką w polu karnym, a sędzia nie miał wątpliwości. Sam zawodnik zresztą też nie protestował. Do piłki podszedł Robak i po raz piąty w tym sezonie zamienił "11" na bramkę. Przy stanie 3:0 emocje praktycznie się skończyły.

Radio ZET/PAP/AN

Więcej: