Paweł Zarzeczny: Bywają zdarzenia tragiczne, a mimo to optymistyczne

Katastrofy jedna po drugiej? No cóż, niczego innego nie zwiastowała Apokalipsa przecież. Sądzę jednak, bez zbędnej dziś pisaniny poza nekrologami i wyrazami współczucia, iż bywają czasem zdarzenia tragiczne, a mimo to optymistyczne...

W mojej głowie tkwi historia życiowa, sportowa, no i muzyczna nieco, choć zapomniana. Jest rok 1949, świat bawi się po wygranej wojnie... Muzyczną furorę robi Edith Piaf, z czarującym głosem... Zaś w świecie sportu również Francuz, Marcel Cerdan, pięściarz. Sensacyjnie zdobywa w ringu mistrzostwo globu, w Stanach. I oto ta para, ona ociupina, on tytan, trafiają na siebie i rodzi się ogromna miłość. Spontaniczna, szczera, autentyczna...

Pewnego razu on trenuje przed rewanżem o tytuł, ona śpiewa w Nowym Jorku i telegrafuje: przyleć najdroższy! On rzuca przygotowania, wsiada w samolot - miejsc nie ma, ale jedna osoba rezygnuje. Marcel leci gnany pożądaniem. Finał jest straszny niestety - samolot rozbija się nad Portugalią. Edith doznaje wstrząsu, umiłowany zginął bowiem na jej życzenie, kaprys nawet!

Ale wtedy nie płacze zbyt długo, nie ma to już sensu, naprawdę. za to śpiewa pieśń wyjątkową - Hymn l'amour. Hymn Miłości. To stanie się jej najwspanialszym podziękowaniem dla Marcela, i przede wszystkim Nadzieją. Słowa wydać się mogą banalne - dopóki nie usłyszymy tej rozpaczy w tysiącu nut...
Do mnie trafiło to podczas filmu "Niczego nie żałuję" - gdy Piaf śpiewa, nawet twardzielom płyną łzy. On zginął tragicznie, nie cofniemy tego, niczego nie da się odwrócić, ale miłość sprawi, że jeszcze będziemy razem, zakochani.
Spotkamy  się w Niebie.

Proszę wsłuchać się w tę pieść - Hymn l'amour!

Gdy miłość przezwycięża łzy.

I to dziś tyle o sporcie i muzyce, ale uwierzcie, ostatnie tragiczne wydarzenia nie zachęcają do tego, by analizować szanse Legii przeciw Rui Patricio. Zwłaszcza, że ostatnie Euro sugeruje, że są one nieduże...

Paweł Zarzeczny

Więcej: