Iga Świątek: Chciałabym stanąć na podium olimpijskim

Najlepsza polska juniorka Iga Świątek po wywalczeniu razem ze Stefanią Rogozińską-Dzik i Mają Chwalińską tenisowego Pucharu Federacji w swojej kategorii wiekowej, zapowiada realizację kolejnych marzeń. Największym jest zdobycie kalendarzowego szlema i olimpijskiego medalu.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

- Chyba każdy sportowiec, bez względu na dyscyplinę, marzy o tym, by stanąć na olimpijskim podium. Też bardzo bym chciała. Tym bardziej, że w tenisie nie jest to łatwe. Zawodnik ma tylko trzy szanse - w singlu, deblu i mikście. Trudno zatem zostać Michaelem Phelpsem, który na pływalni ma znacznie więcej możliwości - powiedziała.

Jej drugim marzeniem jest zdobycie kalendarzowego szlema. W grze pojedynczej wśród kobiet dokonały tego Amerykanka Maureen Connolly (1953), Australijka Margaret Smith Court (1970) i Niemka Steffi Graf (1988).

- Nawet nie wiem, czy mnie na coś takiego stać. Mam nadzieję, że wygram po prostu kilka szlemów, nie musi być od razu w jednym sezonie - mówiła z uśmiechem 15-latka.

Zawodniczka Legii Warszawa podkreśliła, że zwycięstwo w juniorskim Pucharze Federacji jest jej największym sukcesem w karierze.

- Tym bardziej, że jako pierwsza rakieta gram z czołowymi zawodniczkami z każdego państwa. Można to porównać na pewno do rywalizacji w Wielkim Szlemie, ale w drużynie gra się łatwiej, bo ma się wsparcie. Mówi się, że w tenisie nie ma przyjaciół, ale na naszym poziomie to nie jest jeszcze do końca prawda. Kibicujemy sobie i wspieramy się. Nie wiem, jak będzie w przyszłości, ale na razie cieszę się, że między nami nie ma tak ogromnej rywalizacji - powiedziała.

Do Budapesztu Polki przyjechały rozstawione z numerem czwartym. W finale pokonały Amerykanki. - Byłyśmy realistkami. Wiedziałyśmy, że stać nas na medal, ale nie spodziewałam się, że możemy to wygrać. Sama nie wiem, jak to się stało - przyznała Świątek.

W juniorskim zestawieniu ITF Polka zajmuje obecnie 12. miejsce. Jednak w czołowej dziesiątce tylko dwie zawodniczki są w jej wieku, pozostałe są starsze, ponieważ w tej kategorii wiekowej startuje się do 18. roku życia.

- Mam nadzieję, że za dwa-trzy lata będę już w setce rankingu WTA, a może nawet trochę dalej. Za pięć-sześć lat może będę już w dziesiątce - wyjawiła swoje sportowe założenia.

Teraz, oprócz obowiązków tenisowych, ma także szkolne. Tym bardziej, że nie chodzi do klasy sportowej.

- To byłoby niezdrowe, gdybym koncentrowała się wyłącznie na tenisie. Cieszę się, że mam jakąś odskocznię od tego. W wakacje nawet trochę brakuje mi nauki. Lubię się uczyć. Chodzę do normalnej szkoły, ale pani dyrektor mi pomaga. Nie muszę chodzić na WF czy plastykę. Rówieśnicy traktują mnie tak samo, ale nauczyciele chyba mają z tyłu głowy, że mam mniej czasu na naukę, dlatego przekładają mi o kilka dni sprawdzian, bym mogła się porządnie do tego przygotować - wspomniała.

W tym sezonie Świątek wystąpi jeszcze w trzech profesjonalnych turniejach. Dwóch w Szwecji oraz w połowie listopada w Zawadzie, gdzie dostała się dzięki tzw. dzikiej karcie.

Sama tenisa nie ogląda zbyt wiele. Nie ma na to czasu i woli się skupić na doskonaleniu własnej gry.

- Odkąd pojechałam na Rolanda Garrosa, trochę częściej analizuję grę przeciwniczek, ale do tej pory ledwo ogarniałam, co się dzieje w światku tenisowym. To chyba jednak nie jest złe, bo dzięki temu mogę się skupić bardziej na sobie. To, że gram w tenisa nie znaczy, że muszę go oglądać - przyznała.

W najbliższym czasie chciałaby się także nauczyć gry przy... publiczności.

- Ostatnio miałam mecz w Kanadzie, gdzie na trybunach siedziało ok. 500 osób i strasznie się stresowałam. Muszę jednak nauczyć się kontrolować swoje emocje i nie zwracać uwagi na publiczność. To podstawa w sporcie - podkreśliła.

Radio ZET/PAP/KS

Więcej: