Co dalej z Kamilem Grosickim? Czeka go ciężki powrót do Rennes

Kamil Grosicki liczył na to, że w czwartek będzie już zawodnikiem Burnley. Jeszcze kilka godzin przed zamknięciem okna transferowego wszystko na to wskazywało. Transakcja nie doszła jednak do skutku. Przyszłość reprezentanta Polski nie maluje się w jasnych barwach.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Od kilku dni Grosicki powtarzał, że chce przenieść się do Premier League. - Powiedziałem w klubie, że moim marzeniem jest zrobić krok do przodu. Chciałbym się rozwijać, dlatego pragnę odejść - przyznał w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".

Zaznaczył jednak, że w przypadku, gdy nie dogada się z żadnym klubem, pozostanie we Francji nie będzie dla niego problemem. - Zapewniłem, że jeśli nic nie wyjdzie z transferu, dalej będę dawał z siebie wszystko w Rennes - powiedział. Wówczas nie spodziewał się jednak, tego co wydarzyło się w środowy wieczór.

Jego przejście do Burnley było już dogadane. Anglicy mieli zapłacić za jego transfer 8 milionów euro. W ostatniej chwili z negocjacji wycofało się jednak Stade Rennes. Dlaczego? Powodu tej decyzji nie podano. Dla Grosickiego był to jednak ogromny cios.

Polak może mieć duże pretensje do francuskiego klubu. Wciąż jednak związany jest z nim kontraktem. To oznacza, że musi wywiązywać się ze swoich obowiązków przynajmniej do stycznia, gdy okno transferowe znów zostanie otwarte. Jeśli popadnie w konflikt z klubem, ten może zesłać go do zespołu rezerw. To nie byłoby dobre rozwiązanie. W drugiej drużynie nie mógłby zaprezentować pełni swoich umiejętności, a co za tym idzie nie zwróciłby na siebie uwagi klubów Premier League.

Póki co Grosicki przebywa na zgrupowaniu reprezentacji Polski. Ma kilka dni na oswojenie się z całą sytuacją. Po powrocie do klubu czeka go jednak poważna rozmowa z szefostwem...

Radio ZET/AN

Więcej: