Ekstraklasa: Bez bramek w meczu Lech Poznań - Arka Gdynia

Niemal komplet publiczności obejrzał w stolicy Wielkopolski przeciętne widowisko. Lechici po kilku niezłych ostatnich meczach, tym razem rozczarowali, a remis z beniaminkiem ekstraklasy to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań. Po końcowym gwizdku widać było, że z podziału punktów bardziej zadowoleni byli gdynianie.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Rekordowa frekwencja w tym sezonie to jednak nie tylko efekt lepszej gry "Kolejorza" od czasu przyjścia trenera Nenada Bjelicy czy też przyjazd do Poznania zaprzyjaźnionej Arki. Niemal połowę stadionu wypełniła młodzież ze szkół, klubów sportowych czy ośrodków wychowawczych w ramach akcji "Kibicują z klasą". Takie zorganizowane grupy mogły obejrzeć niedzielny mecz za darmo.
Lechici przystąpili do spotkania z jasnym celem, co było zresztą widać na boisku od pierwszych minut. Na bramkę Konrada Jałochy sunął atak za atakiem, ale gospodarzom czasami brakowało dokładności i cierpliwości przy wykończeniu akcji. Najbliższy wpisania się na listę strzelców był niezwykle pracowity Szymon Pawłowski, który technicznym uderzeniem zza pola karnego chciał przelobować golkipera gości. Piłka trafiła tylko w poprzeczkę.
Kilka minut później strzał Radosława Majewskiego próbował przeciąć Maciej Gajos, ale uczynił to w zły sposób i gdynianie mogli odetchnąć.
Piłkarze beniaminka w pierwszej połowie zagrali dość statycznie i głównie czekali na to, co zrobi Lech. Bronili się mądrze i skutecznie, ale w ofensywie nie wykazywali większego zaangażowania. Kilka lekkich uderzeń z dystansu nie mogło zaskoczyć Matusa Putnocky'ego, który po krótkiej przerwie spowodowanej kontuzją wrócił do pierwszego składu.
Najlepszą okazję na zdobycie gola goście stworzyli tuż przed przerwą. Niewinnie zapowiadająca się akcja o mały włos nie zakończyła się bramką, ale Paweł Abbott nieczysto trafił w piłkę i ta potoczyła się obok słupka.
Po zmianie stron zawodnicy Arki przenieśli ciężar gry dalej od swojej bramki, zagrali nieco ofensywniej, ale też mieli spore kłopoty z wykreowaniem dogodnych sytuacji. Lechici zawodzili, atakowali bardzo schematycznie i zupełnie nie przypominali zespołu z ostatnich meczów.
Mało widoczny był też Marcin Robak, który ostatnio zaczął regularnie trafiać do siatki rywali. Snajper Lecha nie miał nawet pół sytuacji, by poprawić swój dorobek. Taka szansę miał ponownie Pawłowski, lecz jego uderzenie zostało zablokowane. W końcówce niecelnie z ostrego kąta strzelał Maciej Makuszewski i na tym emocje się skończyły.

Radio ZET/PAP/AN

Więcej: