Niesamowita wygrana Legii. 4:2 w meczu z Koroną Kielce

Legia Warszawa wygrała z Koroną Kielce 4:2 w piątkowym meczu 14. kolejki ekstraklasy. Spotkanie było wyjątkowo emocjonujące, bo kielczanie na samym początku strzelili legionistom dwie bramki.

Piłkarze Korony przystąpili do tego spotkania pod wodzą Sławomira Grzesika. Wiadomo jednak, że jest on szkoleniowcem tylko tymczasowym. W klubie trwają poszukiwania następcy Tomasza Wilmana, który został zwolniony po porażce z Ruchem w Chorzowie (0:4). Była to już piąta z rzędu przegrana Korony, która po 13 kolejkach ekstraklasy zajmowała ostatnią pozycję w tabeli.

Gospodarze rozpoczęli to spotkanie bardzo odważnie. Kilkakrotnie w pierwszych minutach gościli pod polem karnym Legii i dosyć szybko objęli sensacyjne prowadzenie. W ósmej minucie Jacek Kiełb dośrodkował z rzutu wolnego w pole karne gości. Arkadiusz Malarz faulował w nim Bartosza Rymaniaka i sędzia podyktował „jedenastkę”, którą pewnie na gola zamienił Miguel Palanca.

Piłkarze Jacka Magiery jeszcze nie ochłonęli po pierwszym golu, a cztery minuty później stracili drugiego. Kiełb dośrodkował z rzutu rożnego, a zupełnie niepilnowany Rafał Grzelak pokonał Malarza. Dopiero po drugim straconym golu legioniści przeszli do bardziej zdecydowanych ataków.

W 16. minucie goście stworzyli pierwszą groźną sytuację, ale strzał Miroslava Radovica na rzut rożny sparował Zbigniew Małkowski. Piłkarze Korony nie zamierzali jednak tylko bronić sensacyjnego prowadzenia. W 20. minucie Palanca strzelił na bramkę Legii, ale tym razem Malarz był na posterunku.

W 29. minucie kielecką publiczność uciszył jednak Guilherme. Brazylijczyk pod podaniu Kaspera Hamalainena pięknym uderzeniem pod poprzeczkę nie dał szans Małkowskiemu. Korona nadal prowadziła, ale już tylko 2:1.

Sześć minut później skontrowali gospodarze. Z rzutu wolnego z 30 metrów strzelał Kiełb, a Malarz końcami palców wybił piłkę na rzut rożny. Korona dosyć szybko otrząsnęła się po straconej bramce. Groźnie strzelali Kiełb i Mateusz Możdżeń, ale Malarz nie dał się zaskoczyć. W 44. minucie mogło być 3:1 dla Korony. Po dośrodkowaniu Kiełba, Malarz popełnił błąd, zbyt krótko wybijając piłkę, jednak Palanca główkował nad poprzeczką, mając praktycznie pustą bramkę.

fot. PAP/Piotr Polak

Na drugą połowę nie wyszedł już w zespole gości Kasper Hamalainen, którego zastąpił Michał Kucharczyk. W szatni warszawskiej drużyny musiały paść bardzo mocne słowa, bo mistrz Polski ruszył do zdecydowanych ataków.

Od 49. minuty zepchnięci do defensywy kielczanie musieli grać w dziesiątkę. Hiszpański piłkarz Korony Miguel Palanca faulował Guilherme i musiał opuścić boisko. Grający z przewagą jednego zawodnika goście dość szybko wyrównali. W 58. minucie Nemanja Nikolic z bliskiej odległości nie dał szans Małkowskiemu.

Samobójcza bramka Rymanika

Trzy minuty później Legia już prowadziła. W polu karnym gospodarzy doszło do dużego zamieszania. Piłkę usiłował wybijać głową Bartosz Rymaniak, ale uczynił to tak nieszczęśliwie, że ta wpadła do bramki Korony.

W 70. minucie siły na boisku się wyrównały. Michał Pazdan faulował Markovica. Ponieważ była to jego druga żółta kartka, on także opuścił boisko. Kielczanie odważniej poszli do przodu, ale to Legia stwarzała groźniejsze sytuacje. W 79. minucie mocny strzał zza linii pola karnego oddał Radovic, jednak Małkowski wypiąstkował piłkę.

Cztery minuty później losy spotkania zostały praktycznie rozstrzygnięte. Aleksandar Prijovic po podaniu Radovica zdobył czwartą bramkę dla Legii. Zawodnicy Korony do końca grali bardzo ambitnie, ale nie potrafili odmienić już losów spotkania. Legia Warszawa, mimo że przegrywała już 0:2, wygrała w Kielcach z Koroną 4:2.

Radio ZET/PAP/MW

Więcej: