Paweł Zarzeczny o kulisach meczu Legia - Real. "Bóg zatrzymał kule posyłane przez Ronaldo"

Marzenia się spełniają, to prawda. Bo gdzie ja mogłem wczoraj wieczorem się udać? No jasne, że na Legię. Po diabła? Ano przeżyć coś na stulecie, czyli… wygrać najgorszym zespołem – z tym najlepszym!

Wchodzę, sami dziennikarze, nuda. No to proponuję zakłady. Po stówce. Szybko harcerze odpadają, ale tak z dziesięciu zostaje, każdy sięga po „brudasa”, no i notatki (w naszych czasach już w telefonie). Wyniki mnie nie zaskakują, może poza typem Matiego Borka, który bez wahania stawia 5:0 Real i coś opowiada o sile gry, jakoś tak. No a ja, kompletnie dla hecy: Legia wygra 4:2!

Patrzą na mnie jak na idiotę, który właśnie wywala stówkę przez okno. No i fakt – już w 1 minucie jest 0:1, potem 0:2, jesteśmy w czarnej dziurze. Ale ja szczęśliwy! Bo… wciąż jestem w grze. A gdy trafiamy na 1:2 (przecudny gol Legii, ever) – wypadają z typowania kolejni no i Borek. Pada na 2:2 brama, i zostaje nas dwóch: ja i Michał Pol, szef „Przeglądu”. Tyle że ja 4:2 Legia, a on 4:2 Real.I co? Bóg istnieje! Bo pada brama na 3:2, Legia! I zostaję na placu boju sam. Sam, z tak idiotycznym wynikiem, że nikt normalny by na to nie wpadł nigdy…

Nie powiem, przeżyłem chwile szczęścia niebywałego, nawet mimo tego, że skończyło się 3:3, kasjer zwrócił stawki, ale co pokazałem kolegom to jedno, istotne przesłanie – dopóki piłka w grze, trzeba wierzyć we wszystkich, i w tych najsłabszych również. Miałem o tyle łatwiej, że wychowałem się na książce „Do przerwy 0:1”, w której biedniutka „Syrenka” ogrywa bogaczy, i to bez Paragona… A czy pamiętacie taki mecz „do przerwy 0:3”? I Dudka?I tak spełniło się marzenie, chłopięce, zobaczyć coś niezwyczajnego i nie stracić wiary w patałachów – bo są to nasze patałachy.

Zetka ma teraz zabawę ze słuchaczami, spełnia marzenia. Wiele jest zwyczajnie banalnych, wystarczyłaby gotówka i tyle. Na Legii żadna gotówka by nie wystarczyła. To była (językiem S.L.Jacksona – Boska Interwencja, Bóg zatrzymał kule posyłane przez Ronaldo).

Oczywiście mam marzenia kolejne, związane z dziećmi. By syn spłodził syna (córeczkę już mamy), a córa nauczyła się chińskiego, czyli zrobiła coś trudnego, a może w życiu opłacalnego. I jej pierwsza relacja jest dosyć intrygująca, ona w zasadzie mogłaby pisać te felietony za mnie:

„Pierwsze zajęcia fajne, dużo ciekawych rzeczy się dowiedziałam no i już umiem się przedstawić i powiedzieć skąd jestem, zawsze to coś! Specjalnie sobie zapisałam jedną rzecz żeby tacie wysłać, ale nie mam tych chińskich znaczków w telefonie, wiec muszę słowami. Ogólnie maja ileś tysięcy znaczków (podobno ichniejsi super znawcy języka uważają ze jest kilkadziesiąt, ale przeciętny Chińczyk z wielkiego miasta może zna 6-10, a ci ze wsi w ogóle, prawie nie potrafią pisać z tego co mówiła nauczycielka) i każdy znaczek ma jakieś swoje znaczenie, np. jeden znaczek to kupa, a drugi to sedes, ale jak się użyje takich dwóch znaczków obok to tworzą zupełnie inne słowo. I w ten sposob właśnie znaczek DACH obok znaczka KROWA tworzy znaczek WIĘZIENIE, a znaczek DACH obok znaczka ŚWINIA to znaczek DOM, ale dopiero dalej zaczyna się robić ciekawie! Otóż: 2 znaczki "za dużo/za bardzo" (too much) obok siebie = znaczek ŻONA!2 znaczki "kobieta" obok siebie = KŁÓTNIA!3 znaczki "kobieta" obok = ang. adultery, czyli dosłownie cudzołóstwo, ale po angielsku bardziej to słowo oznacza rozwiązłość seksualną, a nie zdradę w związku.

A znaczek kobieta + znaczek chłopiec = znaczek dobrze, bo gejostwo nie wchodzi w grę, a kobiety powinny rodzić tylko synów do przedłużania nazwiska. Ciekawe co jeszcze z takich rzeczy wyskoczy za tydzień”.

No więc nie wiem, co wyskoczy za tydzień, ale przyznać musicie, że życie jest piękne.

Przed tygodniem kończyłem, że Real pukniemy na luziku… Za bardzo się nie pomyliłem. Bowiem mądrzy ludzie z zasady się nie mylą nigdy.

Paweł Zarzeczny

Więcej: