Liga Mistrzów: Kibice Legii najwięcej wydawali na fast foody i alkohol

Powrót po 20 latach Legii do piłkarskiej Ligi Mistrzów nie przyniósł zbyt wielkiego zarobku restauratorom w miastach goszczących kibiców warszawskiej drużyny. Zarówno u siebie, jak i na wyjeździe wydawali najwięcej na piwo oraz fast foody.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Właściciele restauracji przylegających do stadionów Legii, Sportingu Lizbona i Realu Madryt mieli możliwość do zarobienia z okazji podróży fanów na mecze grupy F. Wyjątek stanowił Dortmund, gdzie przed wtorkowym spotkaniem z Legią nie sprzedawano Polakom biletów, oraz stadion Wojska Polskiego, który 2 listopada w następstwie chuligańskich wybryków został zamknięty.

- Pierwszy mecz Legii przeciwko Borussii Dortmund sprowadził na Łazienkowską tłumy, z których część mieliśmy okazję gościć w naszej placówce. Zamawiane przez nich produkty nie podniosły jednak wyraźnie naszych obrotów w stosunku do dni, kiedy rozgrywane są spotkania ligowe - powiedziała PAP Anna Pakulska, menedżer Sports Bar & Restaurant znajdującego się na terenie kompleksu mistrza Polski.

Przedstawicielka stołecznego lokalu wskazała, że kibice Legii w dniu meczu z Borussią zamawiali najczęściej napoje alkoholowe, głównie piwo i wódkę.

- Obłożenie zawsze mamy podobne, niezależnie czy są to spotkania ligowe, czy pojedynki rozgrywane w ramach europejskich pucharów. Kibice z reguły kierują się ilością, a nie jakością. Wśród napojów najczęściej zamawiają piwo. W przypadku dań proszą głównie o pizzę, hamburgery, frytki, a także dania z dodatkiem makaronu” - dodała Pakulska.

Średnie wydatki kibiców Legii w Sports Bar & Restaurant wynoszą 50-80 zł. O połowę mniej, według portugalskich gastronomów, wydawali w dniu wyjazdowego meczu warszawscy fani w Lizbonie.

- Legioniści nie różnili się pod względem zamawianych potraw od miejscowych kibiców. Prosili zwykle o hamburgery, befsztyk z jajkiem, żeberka, a także filety rybne. Średnio wydawali na potrawę około 5 euro” - powiedział PAP Jose Manuel Goncalves, menedżer działającej w sąsiedztwie stadionu Jose Alvalade restauracji "O Magrico".

Także w stolicy Portugalii najchętniej zamawianym napojem przez kibiców Legii było piwo. Goncalves wskazał jednak, że przed tegorocznym spotkaniem ze Sportingiem warszawianie pili z umiarem.

- Tym razem podczas pobytu w Lizbonie Polacy zachowywali się wzorowo. Być może chcieli zatrzeć złe wrażenie, jakie zrobili tu przed ponad czterema laty, kiedy ich klub rywalizował ze Sportingiem w Lidze Europejskiej. Fani warszawskiej drużyny zachowywali się wtedy agresywnie nie tylko przed stadionem, ale również na mieście” - przypomniał Goncalves.

Gorzej wspominać będzie kibiców Legii właściciel i personel baru przy ulicy Illescas w madryckiej dzielnicy Latina. 18 października, w dniu meczu z Realem, dwóch polskich pseudokibiców próbowało ukraść tam utarg. Grozili też personelowi i gościom placówki, w efekcie czego pięć osób zabarykadowało się w jednym z pomieszczeń przylegających do baru do czasu przybycia policji. Chuliganów ujęto i skazano na kary grzywny.

Funkcjonariusze madryckiej policji z kibicami Legii mieli też do czynienia pod stadionem Santiago Bernabeu. W rezultacie zamieszek przed meczem rannych zostało osiem osób, w tym trzech policjantów. Choć większość hiszpańskich mediów surowo oceniło postawę warszawskich fanów, to pracownicy restauracji Jose Luis, przy której doszło do brutalnej konfrontacji, usprawiedliwiali gości.

Polscy kibice mogli poczuć się prowokowani do agresywnych zachowań przesadzonymi środkami ostrożności, m.in. liczną obecnością funkcjonariuszy na koniach. - Kibice Legii nie stwarzali zagrożenia dla porządku publicznego tutejszego osiedla, czy naszej placówki. Wielu z nich zamawiało w naszym lokalu posiłki i napoje, w tym alkohol, ale zachowywali się kulturalnie” - powiedział menedżer Omar Gonzalez.

Przedstawiciel madryckiego lokalu, sąsiadującego ze stadionem Santiago Bernabeu, przyznał, że jego placówka nie zarobiła na kibicach z Warszawy, gdyż ci poza napojami wybierali jedynie tapas.

- Inne zwyczaje mają na przykład Hiszpanie przed meczami ligowymi. Zamawiają oni u nas głównie hamburgery, paellę i tortillę” - dodał Gonzalez.

Gastronom przyznał, że władze restauracji Jose Luis przeczuwały, że nie zarobią zbyt wiele przy okazji meczu Real - Legia.

- Z doświadczenia wiemy już, że pojedynki w ramach Ligi Mistrzów i rozgrywek ligowych wcale nie gwarantują wysokich wpływów. Paradoksalnie, choć liczba klientów wzrasta u nas dwukrotnie w dniu meczu, to nasze zarobki spadają zazwyczaj o około 30 proc. w stosunku do normalnego dnia tygodnia, kiedy trafia do nas najwięcej turystów, w tym osób skłonnych płacić stosunkowo więcej za konsumpcję” - zaznaczył Gonzalez.

Menedżer madryckiego lokalu przyznał, że popularność Realu na świecie przekłada się bezpośrednio na zyski restauracji Jose Luis.

- Bardzo wielu naszych klientów to sympatycy Realu, którzy albo mieszkają w Madrycie i z sentymentu stołują się w naszej placówce, albo są to zagraniczni kibice, którzy po zwiedzeniu Estadio Santiago Bernabeu chcą zjeść obiad lub kolację” - wyjaśnił Gonzalez.

Przed zaplanowaną na 7 grudnia ostatnią kolejką grupy F Ligi Mistrzów w tabeli prowadzi Borussia Dortmund przez Realem Madryt. Obie ekipy zapewniły już sobie awans do dalszej fazy rozgrywek. O trzecie miejsce uprawniające do gry w Lidze Europejskiej Legia spotka się na Łazienkowskiej ze Sportingiem Lizbona. Awans da "Wojskowym" tylko wygrana.

Radio ZET/PAP/AN

Więcej: