Mocne oświadczenie Stowarzyszenia Kibiców Legii ws. zamieszek w Madrycie

- Kibice, w tym także kobiety i dzieci, byli w czasie drogi bez powodu atakowani, bici, wyciągani z tłumu, co w rezultacie powodowało wzrost napięcia - czytamy w oświadczeniu Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa po zamieszkach, do jakich doszło w okolicach Santiago Bernabeu.

Która ze stron - Twoim zdaniem - odpowiada za zamieszki w Madrycie?

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Fani mistrza Polski całą winę za sprowokowanie wydarzeń w drodze na obiekt Realu Madryt zrzucają na miejscową policję, która użyła niewspółmiernych środków w stosunku do sympatyków Legii.

- Jako Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa i Grupy Kibicowskie wyrażamy zdziwienie obarczeniem odpowiedzialnością za wydarzenia z Madrytu nas, kibiców - czytamy w pierwszym zdaniu komunikatu. W dalszej części dokładnie opisano to, co - z punktu widzenia SKLW - działo się pod Santiago Bernabeu.

- Od samego początku w Madrycie, w okolicach stadionu, dało się zauważyć chaos organizacyjny spowodowany przez policję i inne służby zabezpieczające. Już na miejscu zbiórki, wybranym przez nas zgodnie z sugestiami organizatorów, zachowanie policji było bardzo agresywne, prowokacyjne i miało swój dalszy ciąg podczas przemarszu na stadion jak i pod samym stadionem. Kibice, w tym także kobiety i dzieci, byli w czasie drogi bez powodu atakowani, bici, wyciągani z tłumu, co w rezultacie powodowało wzrost napięcia i nerwowość wśród naszych fanów. Osoby ze Stowarzyszenia, które starały się zapobiec eskalacji wydarzeń, również były traktowane przez policję agresywnie, a ponadto policja nie dopuściła ich na plac zbiórki, co dodatkowo wpłynęło na dalszą możliwość organizacji przemarszu. Równocześnie powierzchnia placu zbiórki w stosunku do obecnej na nim liczby naszych kibiców pozostawiała wiele do życzenia, powodując ścisk i tłok. Każdorazowa próba wyjścia z otaczającego kordonu np. do toalety, skutkowała uderzeniami pałką lub szczuciem psami bez kagańców, a dodatkowo trasa z miejsca zbiórki na stadion krzyżowała się z drogą, którą podążali miejscowi kibice. Jako całość wyglądało to kompletnie nieprofesjonalnie i było wynikiem bałaganu organizacyjnego - napisano.

Jednocześnie zauważono, iż skala zamieszek wobec agresji policji była... niewielka. - Biorąc pod uwagę wszystkie te okoliczności, liczba incydentów, która była jedynie odpowiedzią na brutalne zachowanie policji, była naprawdę niewielka. Po wejściu na trybuny, jak podkreślali obserwatorzy, przez cały mecz kibice Legii zachowywali się wzorowo dopingując do końca swój zespół - czytamy.

ZOBACZ TAKŻE: Walki na ulicach Madrytu [WIDEO]

Przy okazji za ostatnie wypowiedzi pod adresem kibiców skrytykowano dyrektora ds. komunikacji Legii Warszawa, Seweryna Dmowskiego: - Stowarzyszenie i Grupy Kibicowskie stoją też na stanowisku, że wszelkie dyskusje dotyczące naszego środowiska winne być rozwiązywane bezpośrednio pomiędzy zainteresowanymi stronami, a nie za pośrednictwem mediów, które często opisują problemy tendencyjnie, nierzadko wyolbrzymiając i przerysowując niektóre wydarzenia. W tym kontekście wypowiedź dyrektora do spraw komunikacji Legii Warszawa – Seweryna Dmowskiego, uważamy za zdecydowanie przedwczesną a po części za niefortunną.

Przedstawiciel Legii tuż po przylocie zwołał konferencję prasową, podczas której stwierdził, iż cała wina za zamieszki stoi po stronie kibiców. Przyznał wprawdzie, że reakcja funkcjonariuszy była przesadzona, ale w żaden sposób nie można tym usprawiedliwiać zachowania fanów. Zwłaszcza w sytacji, w jakiej znalazł się klub po karze nałożonej przez UEFA po spotkaniu z Borussią Dortmund.

Na potwierdzenie takiej wersji wydarzeń załączono dwa filmiki, które - zdaniem SKLW - przesądzają o winie policji.

Radio ZET/SKLW/KS

Więcej: